Robert Lewandowski i długo, długo nic. Tak jeszcze niedawno wyglądała sytuacja z polskimi napastnikami. Później do „Lewego” dołączył Arkadiusz Milik. Teraz Adam Nawałka wysyłając powołania na zgrupowania kadry ma za to kłopot bogactwa. Choć hierarchia w kadrze nie ulega zmianie.

REKLAMA

W tym sezonie na razie na pewno najbardziej imponuje Milik i to mimo krytyki, która spadła na niego po meczu reprezentacji z Kazachstanem. Polak po przenosinach do SSC Napoli szybko odnalazł się w nowych warunkach. Trzy gole w dwóch kolejkach Ligi Mistrzów. Do tego cztery trafienia w Serie A. Jak na razie Milik zdobywa bramki średnio co 85 minut.

Więcej trafień ma na swoim koncie Łukasz Teodorczyk i to jest chyba największe zaskoczenie tego sezonu. "Teo" po przenosinach z Dynama Kijów do Anderlechtu Bruksela wyraźnie odżył. Wczoraj jego gol dał "Fiołkom" zwycięstwo w ligowym meczu ze Standardem Liege. Łącznie Teodorczyk ma na koncie 5 trafień w lidze belgijskiej i trzy w eliminacjach i fazie grupowej Ligi Europy.

Na drabinie z liczbą bramek wędrujemy o kolejny szczebel wyżej, bo Robert Lewandowski strzelił od początku sezonu 9 bramek i to mimo tego, że od 17 września Polak liczy minuty bez zdobycia gola. Na razie jednak ma 5 trafień w Bundeslidze, jeden w Lidze Mistrzów i trzy w Pucharze Niemiec.

Najwięcej bramek spośród naszych napastników ma jednak Kamil Wilczek, choć trzeba też przyznać, że gra w słabszej lidze niż jego koledzy. W barwach Broendby Kopenhaga były król strzelców Ekstraklasy trafił w tym sezonie już 11-krotnie. 7 bramek w lidze i 4 w eliminacjach Ligi Europy muszą robić jednak wrażenie.

Hierarchia w reprezentacji się jednak nie zmienia. Lewandowski i Milik powinni rozpocząć w wyjściowym składzie zarówno sobotni mecz z Danią, jak i zaplanowany na 11 października pojedynek z Armenią. Adam Nawałka ma jednak pewność, że na ławce usiądą zawodnicy, którzy po pierwsze grają w klubach, a po drugie strzelają bramki. Pozostaje oczywiście pytanie, czy selekcjoner skorzysta z usług Teodorczyka albo Wilczka.

Nie wolno zapominać też o piątym polskim napastniku, który zbiera dobre recenzje zagranicą. Mowa o Mariuszu Stępińskim z FC Nantes. Dla młodego piłkarza to druga przygoda z zachodnim futbolem. Wyjazd do Niemiec do Norymbergi nie okazał się sukcesem, ale teraz powinno być inaczej. Jeszcze w Ruchu Chorzów Stępiński strzelił trzy ligowe bramki. Teraz we Francji ma już dwa trafienia i to niezwykle ważne. Dały bowiem jego klubowi cztery punkty. Gdyby nie to Nantes zajmowałoby ostatnie miejsce w tabeli. W ośmiu kolejkach Ligue 1 piłkarze Nantes strzelili tylko cztery gole. Dorobek Stępińskiego to więc aż połowa. 21-letni napastnik chyba nauczył się brać na siebie odpowiedzialność, a to kolejna dobra wiadomość dla naszego futbolu.

Nie wolno też zapominać, że bramki w tym sezonie strzelają też inni biało-czerwoni. Dwa trafienia w Bundeslidze ma Łukasz Piszczek. Kamil Glik trafił dwa razy w lidze francuskiej i raz w Lidze Mistrzów. To był gol na wagę remisu. Oby strzelecka forma napastników i obrońców poskutkowała też w najbliższych meczach kadry.