W nocy w amerykańskim Portland rozpoczną się halowe lekkoatletyczne mistrzostwa świata. W tym roku sporo gwiazd nie zdecydowało się na występ w tej imprezie. Na horyzoncie są przecież igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro, które są priorytetem na ten sezon. My do USA wysłaliśmy 17 sportowców.

REKLAMA

Halowy sezon nie wszyscy traktują w tym roku bardzo poważnie. A to z tej prostej przyczyny, że o wiele ważniejsze jest zdobycie latem medalu na igrzyskach w Rio niż przywiezienie krążka z Portland. Wymówek zatem nie brakowało i wielu znanych sportowców postanowiło ominąć USA na trasie swoich przygotowań do letniego sezonu. Wśród nieobecnych, którzy mogliby walczyć o podium, są także Polacy.

Ze startu w Portland zrezygnowali na przykład nasi średniodystansowcy: Adam Kszczot, Marcin Lewandowski, czy Joanna Jóźwik. Podobne decyzje podjęli także Sofia Ennaoui, Angelika Cichocka, Paweł Wojciechowski i Artur Noga. Sezon halowy wcześniej zdecydowała się zakończyć także nasza rekordzistka świata juniorów na 60 metrów Ewa Swoboda, która mogłaby stoczyć w Portland pojedynek z Holenderką Dafne Schippers.

Sprinterka będzie jedną z największych gwiazd czempionatu w USA. W tym gronie wymienić trzeba też Etiopkę Genzebę Dibabę (1500 metrów), Ashtona Eatona (7-bój), Jennifer Suhr (skok o tyczce) czy tyczkarza Renauda Lavillenie. Męski konkurs skoku o tyczce będzie miał zresztą mocną obsadę. O medale spróbują walczyć też Robert Sobera i Piotr Lisek. Oprócz Francuza w gronie faworytów wymienia się także Shawna Barbera (Kanada) czy Thiago Braza (Brazylia). Oni w tym roku skakali najwyżej. Rekordowe w tym roku próby Liska i Sobery są słabsze. Obaj osiągnęli 5,77 metra. Konkursy skoku o tyczce otworzą rywalizację i odbędą się już w nocy z czwartku na piątek. I to nie w głównej hali tylko w położonej nieopodal hali koszykarskiej. Ta właściwa nie jest przystosowana do takiego konkursu.

A kto oprócz naszych tyczkarzy może w Portland zdobyć medal? Na pewno Kamila Lićwinko w skoku wzwyż. Polka będzie bronić tytułu zdobytego dwa lata temu w Sopocie. Być może o podium pokusi się także młody kulomiot Michał Haratyk, który jest jednym z objawień tego sezonu. Skreślać nie można też żeńskiej sztafety 4x400 metrów. Tym bardziej, że do występu w Portland zgłosiło się tylko sześć reprezentacji. O ile Amerykanki i Jamajki są poza zasięgiem, to walka o brązowy medal powinna być w zasięgu biało-czerwonych.

Dwa lata temu w Sopocie Polacy zdobyli trzy medale. Bilans oprócz złota Lićwinko uzupełniają srebrne krążki wywalczone przez Kszczota i Cichocką. Oboje znaleźli się na podium rywalizacji na 800 metrów.

(es)