Konferencja prasowa jakiej dawno nie było. Trener piłkarskiej reprezentacji Gruzji podaje się do dymisji przed meczem… „Bez względu na wynik spotkania z Polską odchodzę” – mówi Temur Kecbaja. Szok, niedowierzanie. Co tam się dzieje?

REKLAMA

Dziennikarze opuszczający konferencję prasową Kecbai, selekcjoner mówiący o poważnym kryzysie gruzińskiej piłki - w takich warunkach nasza kadra nie przystępowała dawno do meczu jakichkolwiek eliminacji. W obozie rywali piętrzą się problemy, a my jesteśmy spokojni, co akurat jest dla nas stanem dość odmiennym. Jak wyjdzie to wszystko na boisku - dowiemy się jutro. Na razie przyjrzyjmy się Gruzji. Wyprawy na wschodnie krańce Europy - Europy w rozumieniu UEFA - od zawsze owiane były nutką strachu i tajemnicy. Gospodarzom pomagają ściany, klimat nie ten, podróż daleka. Dlatego od lat przy losowaniu grup czekaliśmy po pierwsze na uniknięcie przeklętej Anglii i przeklętych Niemiec no i na uniknięcie dalekiej wyprawy na Kaukaz.

Teraz trafiła nam się Gruzja, ale to Gruzja, której musimy bać się zdecydowanie mniej niż pod koniec lat 90., kiedy reprezentacja walczyła o wejście na Mundial 1998. Walczyła zresztą nieudanie. To były dopiero eliminacje... Zaczął je Antoni Piechniczek, później tymczasowo z kadrą pracował Krzysztof Pawlak (1 mecz, wygrana 4:1 z Gruzją w Katowicach), a zakończył je Janusz Wójcik. I to właśnie on wybrał się na tour po wschodniej Europie. W Tbilisi w październiku przegraliśmy wtedy 0:3. W bramce stał wtedy Aleksander Kłak, a po boisku biegali między innymi dyrektor reprezentacji Tomasz Iwan, wiceprezes PZPN Marek Koźmiński czy nieżyjący już Adam Ledwoń. Gola wbił nam wtedy zresztą Temur Kecbaja. Obecny (jeszcze) gruziński selekcjoner ma za sobą ciekawą karierę, ale w jego pokoleniu można powiedzieć to samo o większej grupie piłkarzy.

Szota Arweładze strzelał bramki jak na zawołanie choćby w Ajaxie Amsterdam, Glasgow Rangers czy AZ Alkmaar. Kacha Kaładze spędził wiele lat w AC Milanie. Kibice w Niemczech z pewnością pamiętają Alexandra Iaszwili. Gdzieś tam jeszcze przewijały się inne gruzińskie nazwiska. I choć Gruzja nigdy nie była potęgą, ani nawet do tego miana nie aspirowała to wszyscy boją się wyprawy do Tbilisi.

Wydaje się jednak, że gruzińska piłka dawno nie była aż tak słaba. Piłkarze grają w bardzo przeciętnych klubach, nazwiska kojarzone są o wiele słabiej niż te sprzed kilkunastu lat. U siebie jednak Gruzja potrafi zaskoczyć. W eliminacjach Euro2012 Gruzini na własnym terenie ograli Chorwatów. Ostatnie eliminacje na brazylijski mundial to między innymi remis z Francją, wygrana nad Białorusią i niska porażka z Hiszpanią.

Trudno przed meczem bać się potyczki z Gruzją, ale pamiętajmy - tam piłkarze też marzą o lepszych klubach i większych pieniądzach. A droga do tego prowadzi też przez zwycięstwa w reprezentacji, zwycięstwa nad lepszymi drużynami - takimi jak Polska.

W rankingu FIFA biało-czerwoni są na 44. pozycji, Gruzja na 117.