Jerzy Janowicz - bohater tygodnia

Niedziela, 4 listopada 2012 (20:00)

Jerzy Janowicz szturmem wdarł się do mediów. Nagle poznaliśmy jego rodziców, trenerów. Dowiedzieliśmy się, co lubi i z jakimi musiał mierzyć się przeciwnościami. Czy rodzi nam się nowa sportowa gwiazda?

Tych od lat nam brakuje. Cieszyliśmy się dominacją Adama Małysza, nadal cieszymy sukcesami Justyny Kowalczyk. Tyle tylko, że akurat ta dwójka jest popularna w dość określonych kręgach geograficznych.

Wśród największych trzeba wymienić Tomasza Majewskiego, ale pchnięciem kulą interesują lekkoatletyczni pasjonaci. Niedzielni kibice wolą sprinty. Robert Kubica po groźnej kontuzji nieco odsunął się od mediów, za co oczywiście nie można mieć do niego najmniejszych pretensji. W NBA pozycję wyrabia sobie Marcin Gortat, ale gra w Phoenix Suns nie czyni go gwiazdą światowego formatu. Na taką wyrosła nam Agnieszka Radwańska, choć w kraju nadal - poza nielicznymi wyjątkami - nie jest wykorzystywana pod względem marketingowym.  Zbyt dużo więc tych gwiazd nie mamy.

Nic dziwnego, że czujemy kibicowski głód sukcesu, a ten dał nam Janowicz. Przyznam, że pierwsze zwycięstwo "Jerzyka" w Paryżu nieszczególnie mnie poruszyło. Ot, udało się i fajnie. Po kilku dniach nie można było jednak przejść obojętnie obok tego tenisowego fenomenu. Determinacja, wszechstronność - miło było to wszystko obejrzeć. Pewnie nie jednego gra Janowicza zaskoczyła, bo dotychczas w mediach mówiono o nim: "bardzo wysoki z bardzo silnym serwisem".  Upraszczam, ale pewnie część mniej zorientowanych kibiców niczego więcej o nim nie wiedziała.

Teraz można życzyć Janowiczowi tylko spokoju. Sezon się kończy, można sobie wszystko poukładać, na spokojnie przeanalizować zmianę, która nastąpi w jego nie tylko tenisowym życiu. Ta przerwa bardzo się przyda. Nie mniej ważna są pieniądze. "Jerzyk" nie musi się już martwić hotelami czy biletami lotniczymi do Australii. Sam wywalczył sobie ten spokój, bo na sponsorów liczyć nie mógł. Stworzył sobie warunki, które pozwolą mu w kolejnym sezonie na kolejny krok do przodu. Na początku sezonu nie będzie zbyt wielu rankingowych punktów do obrony, więc można z tego korzystać. Oby tylko zdrowie dopisywało.


Artykuł pochodzi z kategorii: Patryk Serwański - komentarze

Patryk Serwański