Braci Zielińskich zjazd do bazy

Piątek, 12 sierpnia 2016 (20:11)

Nandrolon – ten środek stosowali Adrian i Tomasz Zielińscy. Niestety zamiast medalowych nadziei mamy wielki wstyd. Ale czy to wina samych zawodników, czy też czegoś, co można nazwać „systemem”?

Nie mam zamiaru tłumaczyć, czy rozgrzeszać naszych sztangistów. Brali - muszą ponieść karę. Choć jeśli uważają, że to wszystko spisek/pech/sabotaż/nieprawda to mają prawo się bronić i starać się oczyścić swoje dobre imię. Patrząc jednak na sprawę braci Zielińskich warto spojrzeć szerzej na istniejący problem, bo tego chyba nie dostrzega przede wszystkim światowa federacja.

Koksowanie w podnoszeniu ciężarów wydaje się być czasami elementem treningu, co zgrabnie w słowa ubrał prezes PZPN Zbigniew Boniek:

Warto sobie przypomnieć, bo pamięć mamy dziś krótką: 2014 rok - Marcin Dołęga - trzykrotny mistrz świata - na dopingu. Nandrolon. Inna gwiazda polskich ciężarów - Marzena Karpińska - też nandrolon zażywała w 2012 roku. Przed Igrzyskami w Londynie. Później wpadła ponownie, ale już na klomifenie. Ale żeby nie było, to nie jest polska specjalność. Już w Rio z tego samego powodu nie wystartowała zawodniczka z Tajwanu. W latach 90-tych światowa federacja zmieniała limity wagowe kategorii, a to po to, by z tabel wywalić rekordy ustanowione "na wspomaganiu".

Walka trwała. Mówiło się o tym, że zawodnicy podczas kontroli antydopingowych do próbki oddawali mocz, który nosili przy sobie w woreczkach. Tak na wszelki wypadek. Mocz oczywiście oddawany w czasie, gdy sportowy "koks" akurat leżał na półce i czekał na użycie. 

Przez lata mówiło się o wielkim problemie dopingowym w popularnym przecież kolarstwie. Jakoś się za to zabrano. Na jaw wyszły historie nieprawdopodobne, straszne, a czasami i śmieszne - gdyby nie tragiczne. Podnoszenie ciężarów nie ma takiej siły medialnej. Interesujemy się nim rzadko. Na Igrzyskach, z powodu mistrzostw świata albo dopingowych afer. Nie ma impulsu, by zacząć poważne, zdecydowane zmiany, które powinny zamienić ruchu pozorowane.

Można odnieść wrażenie, że w tej dyscyplinie istnieje po prostu przyzwolenie na stosowanie dopingu. Że biorą niemal wszyscy, ale nie wszyscy dają się złapać. Może i tak jest. Może Tomasz i Adrian Zielińscy brali świadomi, a teraz udają idiotów mówiąc, że tylko idiota brałby tuż przed igrzyskami. Może czegoś w planie przygotowań nie dopracowali i powinęła im się noga.

Obu panów trzeba będzie traktować jak oszustów. Nawet jeśli o medale walczą z innymi oszustami. Warto jedynie pamiętać, że nie są czarnymi owcami w światku podnoszenia ciężarów, ale także "ofiarami" tego, jak działa ten system. Ofiarami świadomymi, co w żadnym razie ich nie tłumaczy. Na sport trzeba jednak patrzeć trzeźwo, a trzeźwość w spojrzeniu na podnoszenie ciężarów każe nam uczyć się nie tylko takich terminów, jak "podrzut" i "rwanie", ale i "nandrolon". Ciekawe, czy ktoś się za to zabierze i to zaora. Bo tę dyscyplinę trzeba chyba budować od nowa. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Patryk Serwański - komentarze

Patryk Serwański