Przed rokiem zupełnie im nie wyszło. Teraz w pierwszym konkursie atakują z wysokich pozycji i mają powalczyć o swoje najlepsze wyniki w historii Turnieju Czterech Skoczni. Mowa o naszych skoczkach, którzy w Oberstdorfie mają dziś potwierdzić wysoką formę. Takich oczekiwań związanych z Turniejem Czterech Skoczni nie mieliśmy od kilku lat.

Skocznia w Bischofshofen /Grzegorz Momot /PAP

Jeżeli chcemy znaleźć w historii ostatni udany dla nas Turniej Czterech Skoczni, to musimy cofnąć się do sezonu 2012/2013. Wtedy 4. miejsce zajął w imprezie Kamil Stoch. Bardzo dobrze, ale zespołowo, wypadliśmy rok później. Co prawda Stoch nie powtórzył wyniku zajmując 7. lokatę, ale za to na wysokiej 12. pozycji znalazł się Maciej Kot, a Klemens Murańka i Jan Ziobro znaleźli się na początku trzeciej dziesiątki. Teraz liczymy na podobne wyniki, a nawet lepsze.

W końcu kiedy Kot zajmował 12. miejsce w turnieju, w poszczególnych konkurach zajmował tak naprawdę przeciętne miejsca. Ani razu nie zbliżył się do czołowej "10". Stoch na podium stanął raz. Był trzeci w Innsbrucku i jest to ostatnie polskie podium na turnieju. Ostatnie dwa lata to słabsze występy Polaków, czego dobitnym dowodem był poprzedni sezon. Stoch ukończył zmagania na 23. miejscu. Stefan Hula był 25.

Teraz wszystko wygląda o wiele lepiej. Stoch jest w formie. Potwierdziły to treningi i kwalifikacje w Oberstdorfie. Może więc uda mu się w końcu znaleźć na podium? W końcu czekamy na to od 2003 roku, kiedy na 3. pozycji turniej ukończył Adam Małysz (dwa lata wcześniej wygrał TCS). Silny powinien być także Maciej Kot. Rośnie forma Piotra Żyły. Mimo przeciętnych kwalifikacji wierzyć trzeba też w Dawida Kubackiego. Dla pozostałych biało-czerwonych: Stefana Huli, Klemensa Murańki i Jana Ziobry celem powinno być przede wszystkim spokojne przechodzenie kwalifikacji, choć oczywiście ich ewentualny awans do finałowej "30" nie powinien być wielkim zaskoczeniem.

Mamy bowiem szeroką grupę zawodników, z których część może myśleć o podium i czołowej dziesiątce, a inni spokojnie mogą walczyć o miejsca 11-20. Tyle teoria, bo w praktyce może oczywiście potoczyć się wszystko inaczej. Na razie jednak możemy być optymistami.

W 65. edycji TCS wystąpi czterech poprzednich triumfatorów imprezy. Będzie zwycięzca z 2006 roku Czech Jakub Janda, najlepszy w 2010 roku Andreas Kofler a także Stefan Kraft (2015) i zwycięzca poprzedniej edycji Peter Prevc. Brakuje Austriaków, którzy wygrywali w ostatnich latach; Gregora Schlierenzauera (2012, 2013), który wraca powoli do formy po tym jak przerwał karierę. W ogóle zakończył ją Thomas Morgenstern (2011), a Thomas Diethart (2014) jest po prostu obecnie za słaby. Nie ma poprzednich gwiazd turnieju, ale są nowe. Wśród faworytów wymienia się oczywiście Kamila Stocha, ale w tej grupie jest więcej skoczków. Zacznijmy więc od obrońcy tytułu Petera Prevca i jego brata Domena. W niemieckiej ekipie groźny będzie Marcus Eisenbichler. W austriackim wspomniany już Kraft, a także Michael Hayboeck czy Manuel Fettner. Trzeba też pamiętać o Norwegu Danielu Andre Tande. Czy ktoś do tego grona dołączy? Na razie trudno spekulować.

Tradycyjnie z Oberstdorfu skoczkowie przeniosą się do Garmisch-Partenkirchen. Tam już jutro odbędą się kwalifikacje do noworocznego konkursu. Później wszyscy trafią do Innsbrucka, gdzie 4. Stycznia zostanie rozegrany trzeci konkurs. Zakończenie Turnieju Czterech Skoczni tradycyjnie w niewielkim Bischofshofen 6 stycznia.