W dymie, wysokiej temperaturze i z płaczem uwięzionego dziecka

Niedziela, 7 października 2018 (09:53)

Z ulicy Lelewela w Pile, przy której stoi Jednostka Ratowniczo Gaśnicza nr 2 jej nie widać. Kiedy tylko wejdzie się na dziedziniec oddanej kilkanaście lat temu jednostki – w oczy od razu rzuca się napis Komora Dymowa. To w niej strażacy co jakiś czasu muszą przechodzić testy, które mają dać odpowiedź na pytanie, czy są gotowi do dalszej służby. Oprócz obowiązku, trening w komorze to też idealne miejsce, by choć w niewielkim stopniu poczuć się jak w warunkach, z którymi strażacy mogą się zetknąć w realnych sytuacjach. Temperatura w jednej z sal komory przekracza 70 stopni Celsjusza. Druga jest całkowicie zadymiona. W obu panuje całkowita ciemność, a strażakom którzy pokonują przeszkody – towarzyszą też przerażające dźwięki emitowane ze specjalnego syntezatora. To np. krzyk uwięzionego w pożarze dziecka, błaganie o pomoc starszego mężczyzny, walący się strop czy wycie uwięzionych w płonącej oborze zwierząt. Zanim jednak strażacy rozpoczną ćwiczenie – muszą przejść testy. Ich dowódcy muszą mieć pewność, że poradzą sobie z obciążeniem – psychicznym i fizycznym już w środku.

Komora Dymowa w Jednostce Ratowniczo Gaśniczej nr 2 w Pile jest dziś Twoim Niesamowitym Miejscem w Faktach RMF FM. Naszym przewodnikiem po jej zakamarkach jest dowódca JRG 2 w Pile - mł. bryg. Zbigniew Szukajło.

Komora powstała jako ośrodek dla północnej Wielkopolski, dla wszystkich strażaków PSP i ochotników. Przyjeżdżają do nas strażacy z kilku powiatów. Na początku roku mieliśmy tysięcznego strażaka, który ukończył testy w tym miejscu. (...) Ćwiczenia w komorze dymowej mają na celu doskonalenie technik pracy w sprzęcie ochrony dróg oddechowych, ubraniu ochronnym i pracy przy dużym obciążeniu. - mówi w rozmowie z RMF FM mł. bryg. Zbigniew Szukajło.

Komora Dymowa w Jednostce Ratowniczo Gaśniczej nr 2 w Pile /RMF FM

Najpierw "siłownia"

Zanim strażacy przejdą do właściwej części testu, muszą przejść ćwiczenia na kilku przygotowanych trenażerach. Poprzedza je jednak spotkanie z medykiem, który obserwuje ich parametry. Strażacy najpierw pokonują określony dystans na bieżni, później wspinają się w jak najkrótszym czasie po szczeblach drabiny, a na koniec muszą uderzyć tzw młotem czyli podnieść ważące kilka kilo ciężary na specjalnym drążku. Sami nazywają też salę "salką fitness". Przechodzą też dodatkowe badania - np. ciśnienia krwi. Dla niektórych to strażackie być albo nie być, do zmęczenia już przed testem i obciążeniem psychicznym, dochodzi też stres jak przed każdym egzaminem. Potem zadanie, które ich czeka omawiają w teorii. Dopiero później przychodzi czas na ubranie pełnego ratunkowego rynsztunku - kombinezonu ochronnego, hełmu i aparatu tlenowego.

PRZYGOTOWANIA. Mówi mł.bryg. Zbigniew Szukajło


Stanowisko dowodzenia

Test, który przechodzi strażak jest bez przerwy monitorowany z tzw. stanowiska kierowania komory dymowej. Dowodzący ćwiczeniem ma łączność ze strażakiem, może zlecać mu dodatkowe zadania. Na monitorach wyświetlają się też parametry życiowe osoby, która w danym momencie przechodzi test. W przypadku gdy tętno wzrośnie powyżej określonej wartości - dowodzący ćwiczeniem musi je przerwać.

Labirynt w pomieszczeniu termicznym /RMF FM

STANOWISKO DOWODZENIA. Mówi mł.bryg. Zbigniew Szuk

Test właściwy

Po wszystkich etapach wstępnych, ubraniu kombinezonu ochronnego i aparatu tlenowego, strażak zaczyna ćwiczenie w komorze dymowej. Najpierw wchodzi do tzw. pomieszczenia termicznego. To właśnie w nim temperatura przekracza 70 stopni Celsjusza. Strażak ma do dyspozycji tylko własną latarkę. W pełnym rynsztunku zaczyna pokonywać labirynt. Sam musi wpaść na to którędy pójść dalej. Nie we wszystkich szczelinach jest w stanie się zmieść. Musi więc robić przystanki na to, by zdjąć z pleców butlę tlenową i np. przez ciasny przesmyk przedostać się trzymając ją w rękach. Całości nie ułatwiają oczywiście dźwięki emitowane w trakcie ćwiczenia.

CO SŁYSZY STRAŻAK W TRAKCIE ĆWICZENIA?


Oprócz pokonywania labiryntu w pomieszczeniu termicznym, strażak może otrzymać zadanie uszczelnienia zaworu gazociągu, albo zabezpieczenia butli z gazem, która może być potencjalnym zagrożeniem. Po pokonaniu przeszkód w pierwszej salce, strażak przeczołguje się przez niewielkiej średnicy rurę do kolejnej sali. To już właściwa komora dymowa. Zadanie jest podobne - przez labirynt na dwóch poziomach - strażak musi w jak najkrótszym czasie znaleźć właściwą drogę ewakuacji. Czasem zadanie zostaje urozmaicone koniecznością ewakuacji poszkodowanego. Wszystko oczywiście nadal w ciemności, ze sporą dawką dymu i przy dźwiękach z pożaru - np. błagalnym wołaniem o pomoc czy dźwiękiem rozbijającego się pod wpływem temperatury szkła.

Trasa labiryntu jest tak przygotowana, że strażak w każdej chwili - w przypadku gdy np. źle się poczuje - może zostać natychmiast ewakuowany. W pomieszczeniu są też specjalne wentylatory, które po zakończeniu ćwiczenia - pozwalają w kilka minut oddymić całą komorę.

Niemal wszyscy strażacy, którzy kończą opisany wyżej test mówią wprost, że to wyczerpujące, ale też niesamowite doświadczenie.

CO MÓWIĄ STRAŻACY PO ĆWICZENIU?


Do tej pory test w Komorze Dymowej w Jednostce Ratowniczo Gaśniczej nr 2 w Pile, ukończyło już ponad tysiąc strażaków.

(j.) 

Artykuł pochodzi z kategorii: Twoje Niesamowite Miejsce

Mateusz Chłystun