Bronisław Komorowski spotka się jutro w Warszawie z faworytem francuskich wyborów prezydenckich, socjalistą Francois Hollandem - ujawnił dziennik "Liberation", powołując się na sztab wyborczy lidera francuskiej lewicy. Potwierdziła to kancelaria polskiego prezydenta. Wcześniej bliscy współpracownicy Hollande'a zapowiadali, że spotka się z Donaldem Tuskiem. Polski premier jednak odmówił.

REKLAMA

Dziennik "Liberation" porównuje kakofonię polskich władz wokół wizyty Hollande'a w Polsce do hazardowej gry w trzy karty, która - z definicji - często łączy się z oszustwem. W tym przypadku: dyplomatycznym. Jeszcze wczoraj Donald Tusk tłumaczył, że nie spotka się z faworytem wyścigu do Pałacu Elizejskiego, bo - jak sugerował - nie należy się za bardzo mieszać w wybory w innych krajach. "Liberation" zauważa, że nie przeszkodzi to polskiemu prezydentowi w spotkaniu się z Hollandem. W przeciwieństwie do Tuska, Komorowski uważa, że jest normalną praktyką, iż przyjmuje się jednego z głównych kandydatów w wyborach prezydenckich innego kraju. Zwłaszcza że pan Hollande jest liderem ugrupowania politycznego, które pełni istotną rolę na francuskiej scenie politycznej - wyjaśniła szefowa prezydenckiego biura prasowego Joanna Trzaska-Wieczorek.

Paryscy obserwatorzy sugerują, że nie ma w tym logiki. Wyjaśnienia Tuska są bowiem sprzeczne z argumentami Komorowskiego. Być może polskie władze przestraszyły się, że skłócą się z potencjalnym przyszłym prezydentem Francji, jeżeli się z nim teraz nie spotkają i stąd dzisiejsze informacje o przyjęciu Hollande'a przez Komorowskiego.

Dla faworyta wyścigu do Pałacu Elizejskiego to "nagroda pocieszenia" - ale cenna. Komorowski będzie bowiem jedynym przywódcą dużego, unijnego kraju, który w taki sposób udzieli poparcia francuskiemu politykowi.

Niemiecka kanclerz Angela Merkel bojkotuje szefa francuskiej lewicy, po tym jak zapowiedział, że jeżeli wygra wyścig do Pałacu Elizejskiego, to nie dopuści do ratyfikacji unijnej umowy międzyrządowej o ratowaniu eurolandu przez zaciskanie pasa (tzw. pakt fiskalny).

Według niemieckiego tygodnika "Der Spiegel", również szefowie rządów Niemiec, Włoch, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii zmówili się, by Hollande'a bojkotować. Zdaniem tygodnika "Der Spiegel" z podobnych powodów jak Merkel bojkotują Hollande'a przywódcy Włoch i Hiszpanii. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron nie chce natomiast pokazywać się publicznie z liderem francuskiej lewicy.

Bliscy współpracownicy Hollande'a sugerują, że to spisek uknuty przez Sarkozy'ego w celu zdyskredytowania przeciwnika w oczach rodaków. Chodzi o to, by Francuzi zaczęli sobie zadawać pytanie, czy prezydentem kraju może zostać polityk lekceważony przez najważniejszych unijnych partnerów.

Francois Hollande próbuje całą sprawę bagatelizować. Powtarza, że to nie przywódcy innych krajów wybierają prezydenta Francji, tylko jego rodacy. Próbuje też wyciągnąć korzyści z tej sytuacji. Sugeruje, że jest politykiem, który ma inną wizję wychodzenia z kryzysu niż Merkel i Sarkozy i dlatego "duet Merkozy" chce go zniszczyć. W sztabie wyborczym Hollande'a zapanowała jednak panika. Jego współpracownicy obawiają się, że z powodu "unijnego bojkotu" kandydat lewicy może przestać być kojarzony jako "opatrznościowy mąż stanu".

Socjalista pozostaje wprawdzie faworytem francuskich wyborów, ale nad jego głową zbierają się ciemne chmury. Wciąż w sondażach ma 7-, 8-procentową przewagę nad obecnym, prawicowym prezydentem Nicolasem Sarkozy'm. Jednak wielu komentatorów przypuszcza, że sytuacja może się zmienić. Hollande jest bowiem coraz bardziej osamotniony na międzynarodowej scenie politycznej.

57-letni Hollande nigdy dotąd nie był nawet ministrem, choć przez długi czas kierował francuską Partią Socjalistyczną. "Spotkanie z premierem Polski Donaldem Tuskiem to dla Hollande'a okazja, by udowodnić, iż nie jest wyizolowany na scenie europejskiej" - tak kilka dni temu twierdziła nadsekwańska telewizja informacyjna LCI. Jednakże informacje o planowanym spotkaniu z Tuskiem zdementował wtedy Grzegorz Szymański z Centrum Informacyjnego Rządu. W rozmowie z paryskim korespondentem RMF FM Markiem Gładyszem powiedział, że polski premier otrzymał propozycję spotkania z Hollandem, ale "z niej nie skorzystał". Nie podał jednak powodów tej decyzji. Teraz z pomocą pospieszyć ma Hollande'owi Komorowski.