Nie udało się dobić Szlachetnej Paczki…

Wtorek, 12 lutego 2019 (21:51)

Niczego nie uczą się już ci, którzy myślą, że zrozumieli wszystkie mechanizmy rządzące tym światem. Przestali tworzyć, a teraz pomału, ale systematycznie zabijają swoje dzieło. Podają truciznę, wmawiając wszystkim, że to cudowne lekarstwo.

Kiedy kilka miesięcy temu Janusz Schwertner opublikował wstrząsający materiał o tym, co złego działo się w Szlachetnej Paczce, trudno było w to wszystko uwierzyć. Przecież to niemożliwe, by Ksiądz Założyciel mógł krzywdzić swoich współpracowników!!! On tylko pomagał, może niekonwencjonalnie, może nieszablonowo, ale przecież było czasem całym wytłumaczeniem powiedzenie: "cel uświęca środki".

Wątpliwości, kolejne znaki zapytania i wzajemne oskarżenia nie budowały dobrego obrazu Szlachetnej Paczki. Klasyczny kryzys!!! Reakcja Księdza Założyciela też nie pomagała wybrnąć ze ślepej uliczki. Najpierw zaprzeczenie, potem zdziwienie, oskarżenia dziennikarza, próba zrobienia z siebie ofiary, nagonki na Kościół. Działania kompletnie niezrozumiałe.

W końcu wydawało się, że podjęto prawdziwie męską decyzję. Ksiądz Założyciel odchodzi, idzie nowe. Zdrowe. Pracę zaczęła ONA.

Aby naprawić cały budynek Szlachetnej Paczki, musiała na nowo wylać fundamenty zaufania. Bez tego nikt nie uwierzyłby nowej-starej Paczce. Co ważne ONA wierzyła, że projekt da się uratować. Uwierzyli też inni, co dzisiaj w świecie szybkich medialnych wyroków jest wręcz niemożliwe.

I zaczęli pracować; namawiali, przekonywali, wmawiali, zdobywali nowych darczyńców. I już prawie się udało, kryzys minął i wszystko było na najlepszej drodze, by Paczka znów kojarzyła się tylko z bezgraniczną pomocą. Prawie... bo przypomniał o sobie - zapomniany - Ksiądz Założyciel. Wszak nikt od miesięcy go o nic nie pytał, nie było go w mediach. Pojawił się, ale nie wprost. Ten sam i nie ten sam.

Teraz to ksiądz Grzegorz Babiarz.

I do tego w okolicznościach jak z filmu o amerykańskiej korporacji. 

Zbiera się Walne Zgromadzenie (nikt nie chce powiedzieć, kto jest jego członkiem), które ma ocenić dotychczasową pracę Zarządu. W programie nie ma mowy o zmianach personalnych. Po kilku minutach ktoś jednak zgłasza wniosek o odwołanie dotychczasowej Prezes. Szybko podjęto decyzję na tak. Potem akcja tylko przyśpiesza; zgłoszenie nowego kandydata, ten jest tuż obok, przegłosowanie i ogłoszenie. 

Po chwili Szlachetna Paczka ma nowego szefa. Szybkość godna Bena Johnsona (tak, to on był na dopingu). Bez tłumaczenia. Ot tak, po prostu. 

I nawet gdyby to była amerykańska korporacja, to też pojawiłyby się wątpliwości. Co do sposobu, formy, trybu i stylu przeprowadzonych zmian.

Ale przecież "Wiosna" to ruch rzekomo przesiąknięty chrześcijańskimi wartościami, olbrzymi projekt ze słowem Szlachetna w nazwie.

To dzieło, które ma pomagać, leczyć, zmieniać na lepsze. A nie niszczyć, burzyć, łamać kariery i tylko sprawnie liczyć spływające na konto pieniądze.

Od Wiosny wymagam więcej. Członkowie Walnego Zgromadzenia nie mają odwagi ujawnić się publicznie - ale jednocześnie ich usta pełne były słów o miłości, szacunku, dobroci. Słowa to jedno, a czyny to drugie.

Pomylili najwyraźniej "Wiosnę" i Szlachetną Paczkę z korporacją. I próbowali dobijać projekt, który przez ostatnie lata był czymś pomiędzy Caritasem z jednej strony a WOŚP z drugiej.

Reporter RMF FM Marek Wiosło próbował kilka dni temu rozmawiać z księdzem Babiarzem o powodach zmian, o planach na przyszłość, o projektach które trzeba już realizować.

Próbował. Bo ta rozmowa przypominała rozmowę z niewidomym o kolorach.

Wątpliwości zostały. Nowy prezes Wiosny kluczy w wywiadzie z RMF FM /RMF FM

Mówić, by nie powiedzieć, odpowiadać, by nie odpowiedzieć...

A może właśnie chodziło o to, by dobić Paczkę!

Zapomnieli jednak członkowie Walnego Zgromadzenia, że to nie oni tworzą Szlachetną Paczkę. Zapomnieli też o tych wartościach, które Paczce przyświecały przez ostatnie lata. 

I nagle zderzyli się z prawdziwymi zaangażowanymi w projekt ludźmi; z tymi, którzy na co dzień pracują dla innych - wolontariuszami. Nie zdawali sobie sprawy, jaka siła w nich tkwi. Bo przecież Paczka to olbrzymie dobro, jakie drzemie w tysiącach wolontariuszy, którzy - jak się okazuje -  potrafili pokazać, z kim i jak chcą pracować. 

Aby Paczka w grudniu tego roku trafiła do tysięcy potrzebujących, nowy zarząd musi szybko zmienić sposób i formę działania. Aby dalej im pomagać, każdy z nas musi wiedzieć, kogo wspiera i na jakich zasadach działają wszystkie struktury; kto podejmuje decyzje, kto wyznacza kierunki. Tak, by nie było obaw, że pojawi się kolejne wcielenie Księdza Założyciela.

Artykuł pochodzi z kategorii: Marek Balawajder - komentarze

Marek Balawajder