Dyskusja o sądach pokazuje napięcie między Temidą a władzą wykonawczą

Poniedziałek, 30 stycznia 2017 (17:00)

​Politycy kontra sędziowie. Tocząca się właśnie dyskusja na temat zapowiadanej przez rząd reformy wymiaru sprawiedliwości pokazuje wyraźne napięcie między Temidą a władzą wykonawczą. Zresztą nie pierwszy raz. Najczęściej słyszymy o nim, gdy politycy próbują zdyscyplinować sędziów i przyspieszyć ich prace.

W ostatnich latach bywały momenty, w których niemal dwie trzecie pytanych przez CBOS źle oceniało działalność sądów, a dobrze - niespełna 1/5 badanych. Nic więc dziwnego, że politycy od dawna chętnie sięgają po hasła naprawy, odnowy czy uzdrawiania wymiaru sprawiedliwości.

Te zapowiedzi pojawiały się chociażby w sejmowych przemówieniach programowych kolejnych premierów. Beata Szydło przekonywała na przykład, że "Polacy mają wyjątkowo niski poziom zaufania do sądów. Często mówią, że polski system sprawiedliwości jest niesprawiedliwy". Jako jedną z przyczyn tego stanu szefowa rządu PiS wskazywała niską efektywność sądów.

Na to, że pracują za wolno zwracał też uwagę Donald Tusk i zapowiadał walkę z tą niską efektywnością. Przed swoim gabinetem stawiał bardzo konkretny cel. Chcemy - i to będzie główne zadanie nowego ministra sprawiedliwości, czy jedno z głównych zadań - usprawnić pracę sądów, co powinno w tej kadencji przynieść efekt skrócenia średniego czasu postępowania o jedną trzecią. Statystyki nie pokazują jednak sukcesu w tym obszarze.

O tym, że jest problem, mówił też Kazimierz Marcinkiewicz.

Przewlekłość postępowań przed polskimi sądami jest jednym z tych problemów, które nie mogą dłużej czekać na działania parlamentu i rządu. Politykowi trudno mówić z podniesionym czołem o istnieniu demokratycznego państwa prawa tam gdzie opieszałość działania Temidy rodzi niczym niezawinione ludzkie tragedie i sprzyja bezkarności złoczyńców - mówił Marcinkiewicz, gdy przejmował rządowe stery. I dodawał, że nie bez przyczyny w amerykańskiej konstytucji znalazł się zapis o prawie do szybkiego procesu przed sądem.

Przyspieszenia chciał też przed laty Jerzy Buzek. Gdy mówił o zwiększaniu poczucia bezpieczeństwa obywateli, przekonywał, że trzeba między innymi poprawić pracę sądów. Zapowiadał utworzenie sądów grodzkich "w celu rozpatrywania prostych spraw cywilnych i karnych oraz wykroczeń, by przyspieszyć działania wymiaru sprawiedliwości".

Od lat politycy chętnie robią też ukłon w stronę przedsiębiorców, zwracając uwagę na ich kłopoty z przedłużającymi się sądowymi procedurami. Donald Tusk obiecywał "usprawnienie sądownictwa gospodarczego i realne skrócenie okresu sądowego egzekwowania należności". To samo zapowiadał kiedyś premier Marcinkiewicz, który chciał, żeby "decyzje zapadały wielokrotnie krócej". Po latach do tego hasła wróciła Beata Szydło, mówiąc, że "przedsiębiorcy czekają na przejrzysty i sprawnie działający system sądownictwa gospodarczego".

Pytanie - dlaczego wciąż czekamy na realizację tych samych zapowiedzi? Jedni powiedzą, że politycy są za mało zdeterminowani i dlatego przegrywają batalię z Temidą. Inni są przekonani, że to sędziowie tak skutecznie bronią się przed zmianami i wygrywają batalię z politykami. Rzeczywistość na pewno nie jest jednak zero-jedynkowa. Nie rozstrzygając więc, po której stronie leży wina - bo leżeć może też zupełnie gdzie indziej - jedno możemy powiedzieć na pewno. Z powodu przewlekłości postępowań sądowych przegrywamy wszyscy...

(łł)

Artykuł pochodzi z kategorii: Marcin Zaborski - blogi

Marcin Zaborski