Rządził krótko, zaledwie trzy lata. Po trzech latach prezydentury przywódcy tacy jak Abraham Lincoln czy Ronald Reagan byli dopiero na początku swojej drogi ku wielkości. Oni doprowadzili do końca swoje zamierzenia i zajęli miejsce w panteonie wybitnych amerykańskich mężów stanu. On odszedł przedwcześnie, zaś jego prezydentura wypełniona była kryzysami międzynarodowymi i napięciami wewnętrznymi, z których wiele znalazło kulminację w okresie rządów następców. Jednak jest on nie tylko równie rozpoznawalny jak Lincoln czy Reagan, ale w powszechnym odczuciu uchodzi za jednego z czołowych prezydiów USA. W badaniu Gallupa z 2013 roku znakomita większość Amerykanów uznała, że był prezydentem wybitnym lub ponadprzeciętnym. Co więcej, w tym badaniu wyprzedził wszystkich bez wyjątku swoich następców. Od 50 lat badacze starają się odpowiedzieć na pytanie, co sprawia, że zajął tak szczególne miejsce w historii i stał się jednym z symboli USA.

John F. Kennedy przyszedł na świat dokładnie 100 lat temu w bogatej, wpływowej rodzinie irlandzkiego pochodzenia. Kennedy byli katolikami, co ma istotne znaczenie, ponieważ protestancka Ameryka z niechęcią odnosić się będzie do możliwości objęcia urzędu prezydenta przez katolika. Rodzina Kennedych była niezwykle ambitna, a przy tym oddana sprawom publicznym. Wspomnieć jednak trzeba, że nie wybaczano i nie rozumiano w tym domu słabości. Senior rodu, Joseph Kennedy, pełnił przez pewien okres prestiżową i ważną funkcję ambasadora USA w Londynie, którą powierzył mu Franklin Roosevelt. Rozstaną się na tle sporów o politykę zagraniczną USA.

Pierwotnie nadzieje związane z odniesieniem przez ród Kennedych prawdziwego sukcesu politycznego spoczywały na najstarszym synu, Josephie juniorze. Ten jednak zginął w czasie wojny (był pilotem wojskowym). Wówczas uwaga ojca skupiła się na Jacku, jak bliscy nazywali Johna. Ten także służył  w armii (był oficerem marynarki wojennej). Historia jego służby wojskowej wiele mówi o nim samym, jak i ambicjach rodziny. John był niezwykle schorowany, w co trudno uwierzyć każdemu, kto przypomni sobie jego sylwetkę i image wysportowanego, przystojnego mężczyzny. Prawda była inna. Od wczesnej młodości borykał się z poważnymi problemami, które można było w jakimś zakresie kontrolować (ale nie leczyć skutecznie) dzięki majątkowi rodziny. Rzadkie zdjęcia pokazują go poruszającego się z pomocą kul z powodu kłopotów z kręgosłupem, a był to tylko jeden z jego wielu problemów zdrowotnych. Zły stan zdrowia Johna był jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic, szczególnie w okresie jego kariery politycznej, ale także po śmierci. Kennedy wykazywał się niezwykłą odpornością, podejmując kolejne wyzwania życiowe mimo fizycznego cierpienia. Należała do nich także służba wojskowa na Pacyfiku, jako że absolutnie do służby liniowej się nie kwalifikował. Koneksje ojca pozwoliły jednak ukryć przed komisją wojskową faktyczny stan zdrowia Johna. Jako żołnierz wykazał się rzeczywistym męstwem i został ciężko ranny. Po zakończeniu wojny rozpoczął karierę polityczną, która dzięki jego talentom oraz wpływom ojca była szybka. Przez pewien czas był politycznie blisko senatora McCarthy’ego (znów za sprawą ojca), co było może wyborem koniunkturalnym, choć ideowo Kennedy był zdecydowanym antykomunistą. Publicznie krytykował administrację Trumana za "utratę Chin", czyli niepowodzenie polityki mającej zapobiec przejęciu władzy w tym kraju przez komunistów.

Kiedy w 1960 roku udało mu się zdobyć nominację demokratów na prezydenta, zarzucano mu, że nie ma żadnego doświadczenia w sprawowaniu urzędów. Faktycznie, wcześniej zasiadał jedynie w Izbie Reprezentantów i Senacie. Jego przeciwnikiem był natomiast doświadczony i bardzo sprawny polityk, wiceprezydent Richard Nixon. Kampania Kennedy’ego była dynamiczna, był znakomitym mówcą (wiele wygłoszonych przez niego zdań przejdzie do historii). Do jego zwycięstwa przyczynił się nie tylko (a może nawet nie przede wszystkim) program zapowiadający odbudowę pozycji USA. Istotne znaczenie miały kwestie wizerunkowe. Była to pierwsza kampania telewizyjna, po raz pierwszy odbyły się telewizyjne debaty prezydenckie, w czasie których Kennedy robił znakomite wrażenie. To świetnie, że wygrał Kennedy, ale źle, że wygrał z niewłaściwych powodów. Właśnie dlatego, że był ładniejszy - powie po latach w jednym z wywiadów Umberto Eco. Tak zmieniała się polityka amerykańska i światowa. Polityk stawał się "produktem", który należało jak najlepiej sprzedać.

Myliłby się jednak ten, kto uzna, iż Kennedy był kreacją środowiska politycznego czy przychylnych mu mediów. Czar osobisty i świetna prezencja pomogły mu odnieść sukces polityczny, podobnie jak pieniądze ojca. Był politykiem światłym, próbującym szukać odpowiedzi na wyzwania zimnej wojny i zmieniającego się społeczeństwa amerykańskiego. Isaiah Berlin, który bywał zapraszany do Białego Domu, wspominał, że Kennedy’ego cechowało pewne napięcie, poczucie konieczności zgłębienia zagadnień, którymi musiał się zajmować. Miałem poczucie, że nie ma w nim nic z improwizatora, że wszystko kosztuje go wiele wysiłku (...), że jest jak artysta, który w cierpieniu tworzy swoje dzieło - powiedział. Jakże inny to obraz od popularnego wyobrażenia na temat JFK.

Kennedy stał się mitem. Widzimy w nim wielkiego przywódcę, którym - jak wierzymy - mógłby się stać, gdyby nie padł ofiarą zamachu. Nigdy nie dowiemy się, jak wyglądałaby druga kadencja tego prezydenta. Wiemy wszakże, że w 1963 roku Ameryka straciła przywódcę nieprzeciętnego w trudnym dla USA i dla świata momencie historycznym.