Kraków ma nowego metropolitę. Ku dość powszechnemu zdziwieniu papież Franciszek mianował na to stanowisko ks. abp. Marka Jędraszewskiego, metropolitę łódzkiego i zastępcę przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, znanego z kilku kontrowersyjnych wypowiedzi i konserwatywnych poglądów. Dystansując się od emocjonalnych komentarzy typu: “o jak dobrze, wreszcie ktoś zrobi porządek w tym Krakowie", po “dobra zmiana dotarła i tu" zastanawiam się nad mechanizmami podejmowania tej decyzji przez papieża. I mam jedno skojarzenie. Może zbyt luźne; może odwrotnie.

Jest nowy metropolita krakowski. Abp Marek Jędraszewski zastąpił kard. Stanisława Dziwisza

Dotychczasowy metropolita łódzki abp Marek Jędraszewski został nowym metropolitą krakowskim. Mianował go papież Franciszek. Abp Jędraszewski zastąpi na tym stanowisku kard. Stanisława Dziwisza, który - zgodnie z prawem kanonicznym - po ukończeniu 75 lat przechodzi na emeryturę. Dziwisz pracował... czytaj więcej

Z Łodzi pochodzi i nadal jest z nią związany najbliższy dziś chyba polski współpracownik papieża, papieski jałmużnik, abp Konrad Krajewski. To jego nazwisko pojawiało się niekiedy na “giełdzie dziennikarskiej", abp. Jędraszewskiego - w zasadzie nie. Czy tego typu powiązanie warto brać serio? Czy mogło mieć znaczenie, a nawet jeśli - to jakie? Warto zauważyć, że Franciszek reformuje Kościół nie tyle w duchu soborowego uwspółcześnienia, co w duchu powrotu do pierwotnej prostoty. Po franciszkańsku. Odważnie. Pod prąd współczesnemu światu opartemu na kulcie pieniądza, siły i sukcesu.

25 grudnia Kraków świętuje 100. rocznicę śmierci polskiej ikony troski o ubogich, św. Brata Alberta. Adam Chmielowski wycisnął swoje piętno nie tylko na historii miasta, lecz i na wyborach Karola Wojtyły, który poświęcił mu dramat “Brat naszego Boga". Jako Jan Paweł II wyniósł na ołtarze. Jubileusz oznacza płynne przejście od Roku Miłosierdzia, do refleksji o niezwykłym życiu powstańca, malarza, świeckiego zakonnika. Założyciela albertynów i albertynek, zgromadzeń żyjących według reguły III zakonu... św. Franciszka. O ile odejście kard. Stanisława Dziwisza na zasłużoną emeryturę kończy etap janowopawłowy w tym mieście, to nowy metropolita musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Kraków jest specyficzny. Z wielu powodów, nie tylko religijnych. Rok 2017 został ogłoszony Rokiem Brata Alberta, zarówno przez KEP, jak i przez Sejm RP. Centralne uroczystości kościelne odbędą się w czerwcu. Przewodniczyć im więc będzie nowy metropolita, którego ingres przewidziano za 2 miesiące.

Dla papieża priorytetem nie jest (wbrew polskim komentatorom) spór na osi konserwatyzm - postęp, zwycięstwo w wojnie cywilizacji itp. - co odbija się także na ocenie jego pontyfikatu. Może się z czasem okazać, że powody nominacji były równie jasne i proste, jak zamiana czerwonych butów na czarne. A owoce będą zaskakujące i nieprzewidywalne. Nie wyciągajmy pochopnie wniosków. Franciszek chodzi nie tylko w starych butach, lecz nagminnie - własnymi drogami. Nie ginie w zatrzaśniętych szufladach. Wymyka się nachalnym etykietom. Adhortacją Amoris Laetitia zaskoczył nas wszystkich. Dokument nie spełnia oczekiwań ani zwolenników tradycji, ani postępu, robiąc natomiast raban. I dobrze. Bo najlepsze, co może spotkać skostniałą instytucję oblepioną szlamem ocen, prawa, reguł, fasadowych zwyczajów i magicznych już prawie rytuałów, to potrząśnięcie tym, co nawykowe. Celem jest powrót do źródeł. Kościół ma jedno - ewangelię. Nie tradycję (ta - dzieli), tylko Pismo Święte.


Data ogłoszenia nominacji to ukłon w stronę polskiej maryjności, gdyż w tym dniu wypada święto Niepokalanego Poczęcia NMP. Dwa dni wcześniej byłam w Krapkowicach pod Opolem, uczestnicząc w mikołajkach zorganizowanych przez motocyklistów. Działają “prezentowo" od 8 lat, ja byłam pierwszy raz, za co dziękuję Ewie. W 2008 r. grupa skrzyknęła się przed 6 grudnia, żeby zrobić niespodziankę dzieciom z domu dziecka. Początkowo sponsorami byli oni i ich znajomi, teraz impreza ma już w okolicy pewną rangę. Dla dzieci przygotowano aż 250 paczek ze słodyczami. Motomikołaja zorganizowały razem Krapkowickie Bractwo Motocyklowe, Krapkowicka Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza i OTM Prudnik, wsparł pan burmistrz, a także tamtejszym dom kultury. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. Już wjazd kawalkady motocykli kierowanych przez odzianych - a jakże - w czerwone kubraki Mikołajów (i czerwonego, buggy prowadzonego przez Tomka, w którym “robiłam za Śnieżynkę") stał się wydarzeniem. Głośnym, z racji warkotu i “strzałów" z silników, a potem dzwonków. Pod sceną czekało prawie 200 dzieciaczków z rodzinami, przejętych i bardzo podekscytowanych. Te odwieczne pytania: “a byłeś grzeczny?", “chodzisz do szkoły?" Pamiątkowe zdjęcie u Mikołaja na kolanie. Żarty i śmiechy, a wszystko w świątecznej scenerii kiermaszu na rynku, przypominającego krakowski (w miniaturze).

Po rozdaniu większości paczek pojechaliśmy do szpitala. Na pediatrii był tylko jeden chory maluch (na szczęście!), więc lekarze wysłali nas na odział położniczy. Po co to piszę?

Bo patrząc, jak rosły Mikołaj pochyla się delikatnie nad nowo narodzoną Julką - jedynym dzieckiem urodzonym tam 6 grudnia (dzień wcześniej przyszło na świat 3 lub 4, oddział ma 20 miejsc), oczami wyobraźni zobaczyłam ją jako nastolatkę. Polscy katolicy toczą batalię o “prawdę na temat św. Mikołaja, który był biskupem z Miry", zwalczając wizerunek dziadka w czerwonym kubraku. Biskup jest postacią mocno  legendarną (opowieść o podarowaniu pieniędzy na posag dla 3 ubogich dziewcząt jest późniejsza o kilka wieków, niż jego życiorys), no ale legenda chrześcijańska jest “nasza". A czerwony kaftan - zachodni i komercyjny, a fe. W jakim punkcie będziemy za 15 lat? Za jedno pokolenie? Czy od sporów staniemy się lepsi, hojniejsi, skłonni do bezinteresownego poświęcenia? Podobni do biskupa z Miry, Mikołaja?

Nie mam zamiaru pytać motocyklistów o wiarę. Ona nie jest tu ważna. Czołowi Mikołaje, Damian Kauczor z córką Anią, robią co roku Lednicę Motocyklisty, lecz w żadnym razie nie jest to klub katolicki. Ważne jest tylko to, że krapkowiccy motocykliści dają ludziom radość. Cyklicznie oddają krew. Jeżdżą z prezentami do chorych do domów. Ryzykują własne zdrowie, wsiadając na maszyny w grudniu, kiedy mróz i szklanka na drogach uniemożliwiają jazdę jednośladami. Są świetni i chwała im za to, że są. Nie piszą o nich media, poza lokalnymi. Nie mają z tego zysku. Łączą, nie dzielą. Skarb...

Dobry pasterz to ten, który łączy ludzi wokół wspólnej sprawy. Mogą się nią stać choćby krakowscy ubodzy, którym wszystko jedno, czy ich biskup ma buty czerwone, czy czarne. Płaszcz przepisowo katolicki czy futrzany, w kolorze czerwieni. I czy dary wiozą renifery, super motocykle, czy skromne auto nowego metropolity. Przykład idzie z góry.