Papież Franciszek znowu podpadł polskiej prawicy. Tak się utarło, nie wiadomo czemu, że prawica ma bliżej do katolicyzmu, niż pozostałe ideologie polityczne. Częściowo odpowiada za to zbitka skojarzeń, która posiłkuje się obrazem Kościoła jako instytucji konserwatywnej. No bo broni tradycji, trwałości rodziny, pamięci historycznej, krytykuje relatywizm, piętnuje obyczajowy indywidualizm itd. A przede wszystkim jest w opozycji do niektórych zmian postulowanych przez lewicę i liberałów. Pokusa prostego (prostackiego) myślenia wygląda tak: lewica i liberałowie są przeciwko przemocy i karze śmierci. Papież uległ złym wpływom i zmienił Katechizm. Jest słaby.

REKLAMA

Papież Franciszek znowu podpadł polskiej prawicy. Tak się utarło, nie wiadomo czemu, że prawica ma bliżej do katolicyzmu, niż pozostałe ideologie polityczne. Częściowo odpowiada za to zbitka skojarzeń, która posiłkuje się obrazem Kościoła jako instytucji konserwatywnej. No bo broni tradycji, trwałości rodziny, pamięci historycznej, krytykuje relatywizm, piętnuje obyczajowy indywidualizm itd. A przede wszystkim jest w opozycji do niektórych zmian postulowanych przez lewicę i liberałów. Pokusa prostego (prostackiego) myślenia wygląda tak: lewica i liberałowie są przeciwko przemocy i karze śmierci. Papież uległ złym wpływom i zmienił Katechizm. Jest słaby.

Gdyby tylko do wspomnianych wymiarów miała się sprowadzać ta religia, dawno zastąpiłyby ją inne. Bo co w tym pociągającego? Chrześcijaństwo ma jednak konkretne źródło - ewangelię, z którą wciąż się konfrontuje. I dopóki nikt nie dopisze ewangelii numer pięć lub nie zmieni credo, fundamenty są te same. Jak zresztą pisał Jan Paweł II (ukochany autor prawicy, oczywiście wtedy, gdy jej pasuje) "u podłoża wszystkich przemian istnieje wiele rzeczy nie ulegających zmianie [...]." [TMA 59] Są kwestie stałe, których naruszenie rozchwieje chrześcijańską tożsamość, są również rzeczy ewoluujące. Dokładnie tak samo, jak w życiu jednostki. Po trzydziestce jesteśmy tymi samymi ludźmi, co dwie dekady wcześniej, ale odrzucając rozwój skazalibyśmy własną osobowość na infantylizm. Rozwój i zmiana są normalne. Przybliżają nas do danego ideału. A ten jest jasny. Jezus nie karał ludzi śmiercią. Rozdzielał - to prawda - boskie i cesarskie tj. prawo stwórcy od tego stanowionego przez ludzi. Z tym, że Kościół ma ambicje oddziaływać na całą kulturę, a nie tworzyć system praw prywatnych czy subkulturowych. I akurat w tym popiera go każda, ale to każda opcja polityczna, jeśli tylko jego postulaty są zbieżne z jej aktualną polityką... Prawica rzecz jasna też.

Opublikowanie przez Kongregację Nauki Wiary nowego brzmienia n. 2267 Katechizmu Kościoła Katolickiego na temat kary śmierci wywołało burzę. Zwolennicy i przeciwnicy zmiany mają swoje argumenty, ale nie one są najciekawsze. Intryguje mnie przekonanie prawicowych publicystów i innych osób publicznych, że ich interpretacja katolicyzmu jest jedyna słuszna, a papież się nie zna. Ta pewność siebie, a wręcz bezczelność. Jednowymiarowość sądów. Przestępcy to "zwyrodnialcy", papież to religijny analfabeta. Religia (i relacje jako takie) ma się opierać na strachu przed karą. Kto widzi w mordercy człowieka, jest naiwnym idiotą. Oczadziałym przez bajdy o miłosierdziu. Ludzi trzeba trzymać w ryzach. Krótko za pysk. Szacunek? Trzeba sobie zasłużyć! Nic za darmo, zero słabości. Prawdziwy facet nie płacze, tylko leje po mordzie. A jak trzeba, to siłą przywraca porządek. Współczucie demoralizuje. Albo jesteś za karą śmierci, albo żeś ciota. I zawsze tak było.

Panom umknęło, że Jezus to nie macho? Wyrzeczenie się przemocy to będzie największe wyzwanie dla tych katolików, którzy w religii szukają ładu, stabilności i poczucia bezpieczeństwa. No i przede wszystkim legitymizacji swojej wizji dobra. Pierwsi chrześcijanie poszli robić duchową rewolucję, nie wili sobie gniazdek. Moc brali od Mistrza. Jezus natomiast był dziwny: 1. nikogo nie zabił, choć uciszył jezioro i zrobił parę mocnych rzeczy, 2. nigdy drugiego nie uderzył - raz batem do pędzenia bydła wygonił kupców z synagogi, o biciu w Biblii nie ma nic, 3. nie korzystał z prawa do samoobrony, zakazał Piotrowi użyć broni, 4. wybronił kobietę przed karą śmierci za zdradę, łamiąc tradycję narodową, 5. zwyciężył zło dobrem, choć macho-rodacy uważali go przez to za mięczaka.

Więc spokojnie panowie. I panie, pamiętając o rekinicach prawicy. Nie musicie zgrywać macho, żeby udowodnić jak jesteście twardzi. Mit twardziela nie jest chrześcijański. Może tak się wydaje w waszej ciasnej piaskownicy. Walenie papieża łopatką po głowie nie świadczy o nim, tylko o was.