Kiedy szaleją mrozy, rośnie zainteresowanie osobami, które żyją na ulicach, w pustostanach, w altanach... Ich życie jest realnie zagrożone, społeczeństwo się troszczy i przejmuje. Noclegownie i schroniska przestają wymagać dmuchania w alkomat, bo życie jest ważniejsze niż regulamin. Uwagę zwracają także wigilie dla bezdomnych. Wydarzenie co roku jest nagłaśniane, choć odbywa się tylko... raz do roku. Mało kto zresztą wie, że na przykład w Krakowie wigilii odbywa się kilka. A organizatorzy uzgadniają między sobą wspólną godzinę, aby uniknąć "turystyki wigilijnej" co sprytniejszych uczestników, którzy przychodzą nie tyle siąść do wspólnego stołu, co wstać od niego z bożonarodzeniową paczką (paczkami).

Nie ma co się dziwić czy oburzać. Jeszcze sprytniejsi bywają pomagający, często z zapałem, ale i dorywczo, którzy robią sobie wzruszające selfie z osobą bezdomną. Upubliczniając dobre serce i szlachetność - oraz, rzecz jasna, jeszcze szlachetniejszy cel - na Facebooku i Instagramie. W końcu chodzi o pomoc bliźniemu, prawda? To jest lepsze niż promowanie w popkulturze znieczulicy, egoizmu i sukcesu. Kto śmie oceniać cudze intencje, pytając o granice szacunku dla drugiego? O jakiś tam lans? To wręcz ofiara i  poświęcenie, bo grozi niesłusznym posądzeniem! Skromność w pomaganiu - jak każda - jest po prostu niemodna. Jeśli sam nie pokażesz światu tego, ile dobra robisz, nikt cię chyba nie doceni. Uwaga! Czerwona lampka. W tym miejscu wyrażam wdzięczność Jurkowi Owsiakowi, który niczego nie udaje, jest sobą, od lat robi swoje i... nie wrzuca do internetu - o ile kojarzę - zdjęć z bezdomnymi. W przypadku osób doświadczających bezdomności bliska jest mi natomiast postawa ks. abp. Konrada Krajewskiego, jałmużnika papieskiego, który trzyma się z dala od rozgłosu. Warto sobie uświadomić, że udzielając choćby kilku wywiadów z apelem o pomoc (popartych fotką), w mig zebrałby fundusze na prysznice dla bezdomnych z całego Rzymu.

Formalnie mamy właśnie Rok Brata Alberta w Polsce (z woli Sejmu RP) i polskim Kościele (decyzją KEP). 25 grudnia 2016 roku minęło 100 lat od śmierci św. Adama Chmielowskiego, świetnego malarza i członka artystycznej bohemy, który został franciszkańskim tercjarzem... Przestał malować i wprowadził się do "miejskiej ogrzewalni" założonej dla bezdomnych przez Miasto Kraków. Czytaj: do społecznego marginesu, koczującego w budynku pełnym robactwa, smrodu i ludzkiej nędzy. To najpiękniejszy i najbardziej wymowny gest solidarności z bezdomnymi, jaki znam. Wtedy nie istniała polityka społeczna, opieka społeczna, praca socjalna. Byli natomiast alkoholicy, chorzy psychicznie, niepełnosprawni, ubodzy, bezrobotni, a to niekiedy przyczynia się do sytuacji bezdomności. Ona nigdy nie jest wyborem. 31 marca kończy się ustawowy okres ochronny, który zabrania właścicielom dokonywania eksmisji. Według współczesnych definicji bezdomności mieści się w niej także samo zagrożenie bezdomnością. Ile osób wyląduje w tym roku na bruku? Wiosną wszyscy o bezdomnych zapomną, a za pół roku może być dla nich za późno. Zostaną bez domu na lata. 

Pamiętają o Albercie naukowcy na Uniwersytecie Jagiellońskim (wbrew zarzutom o ideologizację uczelni, po odmowie zgody na wykład pewnej działaczki pro-life, polecany przez organizację Instytut Ordo Iuris). W dniach 3-8 kwietnia 2017 roku IS UJ współorganizuje (wraz z innymi podmiotami) III Tydzień Pracy Socjalnej w Krakowie, w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia Pracy Socjalnej PSSPS. Wiele problemów zawartych w programie ma związek z bezdomnością, część spotkań jest otwarta. Ostatni dzień jest poświęcony Bratu Albertowi.

Są sprawy, które trzeba rozwiązywać ponad podziałami religijnymi, światopoglądowymi i politycznymi. Ponad wszelkimi -izmami.  Skoro ważny jest człowiek wykluczony, to bez przymiotników. Każdy ma taką samą godność i te same potrzeby - nie tylko materialne. Jedną z nich jest potrzeba relacji z drugim człowiekiem, co - izmy utrudniają i "domnym".