Od kilku dni pojawiają się głosy na temat pęknięcia w polskim Kościele. Tak niektórzy interpretują fakt, że kampania organizacji LGBT „Przekażmy sobie znak pokoju” dostała patronat czterech pism katolickich operujących określeniem „Kościół otwarty”: „Znaku”, „Więzi”, „Tygodnika Powszechnego” i „Kontaktu”. Ten ostatni jest magazynem warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, chyba jedynego KIK-u w kraju, gdzie nadal przychodzi mnóstwo młodych ludzi. Co dobrze pokazuje, jak wspólnota polskiego Kościoła po 1989 r. została zdominowana przez katolicyzm masowy, ludowy i pobożnościowy kosztem nurtu intelektualnego. Swoje zrobił też przechył w prawo, widoczny gołym okiem. Teza o podziale jest wygodna dla tych, którym generalnie kościelna różnorodność jest nie na rękę. Fakty są odmienne. O co chodzi w kampanii?

Od kilku dni pojawiają się głosy na temat pęknięcia w polskim Kościele. Tak niektórzy interpretują fakt, że kampania organizacji LGBT „Przekażmy sobie znak pokoju” dostała patronat czterech pism katolickich operujących określeniem „Kościół otwarty”: „Znaku”, „Więzi”, „Tygodnika Powszechnego” i „Kontaktu”. Ten ostatni jest magazynem warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, chyba jedynego KIK-u w kraju, gdzie nadal przychodzi mnóstwo młodych ludzi. Co dobrze pokazuje, jak wspólnota polskiego Kościoła po 1989 r. została zdominowana przez katolicyzm masowy, ludowy i pobożnościowy kosztem nurtu intelektualnego. Swoje zrobił też przechył w prawo, widoczny gołym okiem. Teza o podziale jest wygodna dla tych, którym generalnie kościelna różnorodność jest nie na rękę. Fakty są odmienne. O co chodzi w kampanii?
Zdj. ilustracyjne /SEDAT SUNA /PAP/EPA

Czysty, nieczysty, nieludzki

O rzeczy podstawowe. O szacunek i godność tych, którzy - z różnych powodów - żyją niezgodnie z katolicką etyką. Mało tego, nie mają zamiaru się do niej stosować, uważają ją za przejaw opresji, dyskryminacji i powód odrzucenia w społeczeństwie całej populacji, której liczebność wynosi ok. 2-3 proc. Wszyscy patroni medialni stanowczo podkreślają, że wsparcie dla akcji nie jest uznaniem tego punktu widzenia, nie oznacza poparcia postulatów ruchu społecznego na rzecz zmiany prawa i obyczajów. Widzą natomiast realny i moralny problem agresji katolików wobec osób LGBT, która przejawia się głównie w języku. Etyka katolicka tak, prawo naturalne - tak, pojęcie grzechu - tak, niszczenie godności drugiego człowieka pod pozorem walki o czystość moralną - zdecydowanie nie.

Ewangeliczna miłość do pogan, grzeszników i obcych jest wyzwaniem, poprzeczka jest często za wysoko nawet dla osób wierzących i to pomimo 2 tys. lat doświadczeń. Bez duchowego treningu bywa trudna do przeskoczenia. Jeśli jednak osoby powołane do działań formacyjnych boją się wyrażać miłość do grzeszników (asekuranckie: a nuż ci uznają to za akt przyzwolenia...), ktoś musi mieć odwagę stawać w prawdzie. Zwłaszcza w Roku Miłosierdzia, który nie skończył się przecież na Światowych Dniach Młodzieży.

Kogo się lękacie?

Nie jestem członkiem żadnej ze wspomnianych redakcji. We wszystkich oprócz "Kontaktu" publikowałam lub publikuję, choć bywało i tak, że ostro się z nimi spierałam publicznie. Co zresztą dowodzi, że zdolność słuchania głosów innych niż własny jest ich cechą definicyjną. Tym razem nie mam wątpliwości co do zasadności gestu, jakim było objęcie patronatem medialnym kampanii "Przekażcie sobie znak pokoju", a piszę to jako osoba nawrócona, po dłuższym okresie bycia poza Kościołem.

Mam wrażenie, że polski Kościół z okresu mojego nawracania miał odwagę wychodzenia do ludzi, entuzjazm wiary w pokojowe zmienianie świata i szaleństwo nadziei wbrew nadziei, typowe dla Jana Pawła II. To przyciągało, budziło podziw i uznanie. Wystarczyło 11 lat, żeby biegun odwagi obrócił się o 180 stopni. Może to ostatni moment, żeby zapytać, gdzie ona jest... Niech udane, krakowskie ŚDM nie uśpią nam sumienia - jesteśmy super, bierzcie z nas przykład. Polski katolicyzm ma fantastyczne zalety i zakorzenione wady, a jedną z nich jest triumfalizm. I związana z nim niechęć do pokornej autorefleksji.

Być gejem, być Żydem...

W związku z kampanią mam trzy refleksje:

1. Polski Kościół ma szczególne zobowiązanie do praktykowania miłosierdzia z racji narodowości inicjatorów jego kultu, św. Faustyny i św. Jana Pawła II. Dużo się teraz mówi o 14 uczynkach miłosierdzia, względem duszy i ciała. A co z językiem, jakiego używamy równolegle do czynów, mówiąc do innych? O innych? Papież Franciszek w bulli "Misericordiae vultus" ustanawiającej nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia przypomina słowa Jezusa i je komentuje: "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie" (Łk 6, 37-38). Mówi przede wszystkim, aby nie sądzić i by nie potępiać. Jeśli nie chce się zostać osądzonym przez Boga, nie powinno się stawać sędzią swego brata. Ludzie bowiem z ich osądem zatrzymują się zwykle na tym, co zewnętrzne, podczas gdy Bóg patrzy na to, co w środku."

W Orędziu na Światowy Dzień Pokoju 2016 napisał: "Język Kościoła i jego gesty muszą przekazywać miłosierdzie, aby przeniknąć do serca ludzi i natchnąć ich do odnalezienia drogi powrotu do Ojca." [5] Język jest dla chrześcijan rzeczą fundamentalną, bo "na początku było Słowo". Jezus jest "Słowem wcielonym". A głoszenie prawdy polega na słowach i gestach. Czy da się opowiadać o miłosierdziu, używając języka pełnego przemocy? Tym są słowa "pedał", "ciota", "zboczeniec" itp. Katolicką odpowiedzią na mowę nienawiści, przemoc werbalną, musi być dziś język miłosierdzia. Nie da się świadczyć o miłosierdziu Boga, w którego się wierzy, używając do tego języka potępienia i osądu. To podważa naszą wiarygodność.

2. Łatwość wypowiadania takich słów przez ludzi Kościoła wynika z tego, że nie znają porządnie jego nauczania. Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny "Więzi" upomina się o realizację katechizmowego nakazu traktowania homoseksualistów "z szacunkiem, współczuciem i delikatnością". To nic innego, jak wołanie o zmianę języka. O odpowiedzialność za słowa i gesty. Krytycy akcji przywołują natomiast kategorię "grzechów wołających o pomstę do nieba", do których zaliczono tzw. "grzech sodomski".

Owa kategoria też ma źródło ma Katechizmie. Punkt 1867 brzmi: "Tradycja katechetyczna przypomina również, że istnieją "grzechy, które wołają o pomstę do nieba". Wołają więc do nieba: krew Abla, grzech Sodomitów, narzekanie uciemiężonego ludu w Egipcie, skarga cudzoziemca, wdowy i sieroty, niesprawiedliwość względem najemnika". [podkr. MB] Dziwnym trafem w niektórych polskich materiałach formacyjnych doszło do przekłamania. W "małym katechizmie" na stronie apostol.pl czytamy, że te grzechy to: 1. Umyślne zabójstwo 2. Grzech sodomski 3. Uciskanie ubogich, wdów i sierot 4. Zatrzymywanie zapłaty sługom i robotnikom. [podkr. MB] Skarga cudzoziemca magicznie zmieniła się na... pomoc ubogim. Ten sam "błąd" występuje choćby w książeczce do nabożeństwa "Chwalmy Pana" (wydanie XLIX z 1987 r. z imprimatur Kurii Metropolitalnej w Krakowie, s. 14 - dziękuję za informację p. Irenie Annie Słodkowskiej). W ilu podręcznikach do katechezy?

Katolik w imię Boga potępia za grzech zachowań homoseksualnych. Po złapaniu oddechu przechodzi do obrażania i wyklinania cudzoziemców, imigrantów i uchodźców, bo tak rzekomo każe nauka Kościoła. To absurd, dlatego ta kampania ma sens. Kto jest w tym aspekcie moralnym relatywistą? Kościół otwarty, czy ci, co wybiórczo czerpią z Katechizmu i Biblii?

3. W niedzielę 11 września ulicami Krakowa przejdzie Marsz Pamięci i Życia, upamiętniający kilkusetletnią obecność Żydów w tym mieście. Organizatorem jest Fundacja Polania (WWW.fundacjapolania.pl), honorowy patronat objął prezydent Krakowa, a poparcie dla idei Marszu (i swój w nim udział) zadeklarowali m.in. bp Grzegorz Ryś, prezes Żydowskiej Gminy Wyznaniowej Tadeusz Jakubowicz, rabin Avi Baumol przewodnicząca Związku Krakowian w Izraelu Lili Haber. To drugi, pokojowy gest wobec innej grupy doświadczonej przez pogardę w okrutny sposób. Czy fakt, że marsz ma poparcie katolickiego biskupa oznacza, że akceptuje on dogmaty judaizmu i zmienia wyznanie? Zgodnie z logiką krytyków kampanii tak należałoby to rozumieć!

Osoby LGBT i Żydów łączy to, że nadal bywają traktowani jak ludzie drugiej kategorii, odczłowieczani. Agresywnie atakowani słowami "parch" czy "pedał". Miałam w życiu szczęście, że nie urodziłam się ani Żydówką, ani lesbijką, osobno lub łącznie. Katoliczką jestem z wyboru.

Na marsz się wybieram, bo moje uczucia, przekonania i zmysły religijne obraża przede wszystkim przemoc. Wobec tolerancji dla przemocy nie będę zalegać na bezpiecznej kanapie. Tym bardziej, że obok mieszka wspaniała (katolicka) rodzina polsko-japońska. Prawie 40 lat mieszkali w Niemczech, wrócili z dorosłymi dziećmi do kraju i mają faktycznie powody do lęku. Bo skoro można zostać pobitym za mówienie po niemiecku, jak się w Polsce dzieje, to i za niepolski wygląd też. Od języka do czynów droga coraz krótsza.