Pośród pytań dotyczących wczorajszych zamachów prawdopodobnie najważniejsze jest, dlaczego Sejfuddin Rezgui, 22-letni student, otworzył ogień do turystów wypoczywających na plaży w tunezyjskim kurorcie, zabijając czterdziestu z nich? Załamani Tunezyjczycy, świadomi znaczenia zbrodni dla pomyślności swojego kraju mówią, że przecież nie mogą postawić policjanta przy każdym leżaku. Nawet gdyby to zrobili, to prawdopodobnie i tak nie wyeliminowałoby to ryzyka zamachu terrorystycznego. Ryzyko to będzie istnieć tak długo, jak wśród arabskich muzułmanów będzie toczyła się walka idei o kształt porządku politycznego.

REKLAMA

Nie wiemy zbyt wiele o zamachowcu, prócz tego, że nie był notowany wcześniej przez tunezyjskie służby bezpieczeństwa i pochodził z konserwatywnego Kairuanu. Czy planował swój zamach znacznie wcześniej, czy działał pod wpływem impulsu? Czy wpływ na niego miało ostatnie wezwanie rzecznika Państwa Islamskiego do podejmowania aktów męczeństwa w świętym miesiącu Ramadan? O czym myślał jadąc 60 kilometrów pustynną drogą dzielącą jego rodzinne miasto od kurortu? Czy pochodził z religijnej rodziny? Czy myślał o symbolicznym znaczeniu swojego imienia (Sejfuddin można tłumaczyć jako "miecz wiary")?

Choć nie wiemy, co działo się w głowie zamachowca, jednak nie ulega wątpliwości, że działał pod wpływem propagandy dżihadystycznej. W odróżnieniu od około trzech tysięcy swoich rodaków, którzy postanowili ruszyć na dżihad do Syrii, dołączając tam do Państwa Islamskiego, Seifuddin postanowił przeprowadzić swój dżihad na miejscu, w kraju. Morderstwo, którego dokonał było wymierzone nie tylko w niewiernych, ale także w fundamenty ekonomiczne jego własnego narodu. Przypadek Seifuddina pokazuje, jak groźną bronią może być ideologia. Fundamentalny islam stał się doktryną, która pozwala zinterpretować na nowo rzeczywistość, podnosząc do rangi prawdy uświęconej i obowiązku religijnego akty przemocy przeciwko zastanemu porządkowi. W narracji fundamentalistów porządek ten cechują: upadek moralności, niesprawiedliwe rządy i zagraniczne spiski. Wahającym się, liderzy dżihadystów wskazują, że ziemie islamu poddane są agresji, więc terroryzm jest jedyną usprawiedliwioną obroną przed silniejszymi przeciwnikami.

Argumenty te, wsparte cytatami z Koranu, mają wystarczającą siłę, by zmotywować pewien odsetek młodych muzułmanów do sięgania po przemoc polityczną. Szersza grupa popiera idee zbudowania państwa islamskiego, choć nie jest skłonna do aktywnego stosowania przemocy. Jak szerokie jest to wsparcie? Badania opinii publicznej we Francji w sierpniu 2014 roku wskazały, że 16 proc. populacji pozytywnie postrzega Państwo Islamskie. Nie oznacza to, że poparcie dla islamskich ekstremistów jest zjawiskiem powszechnym wśród wyznawców islamu. Jednak uzasadnione jest stwierdzenie, że w obrębie religii muzułmańskiej toczy się walka doktrynalna o właściwy model społeczeństwa. W walce tej jedna ze stron - dżihadyści - prezentuje rewolucyjną ideologię nawołującą do zmiany status quo przez masowe zastosowanie przemocy. Ideologia ta stanowi bardzo poważne zagrożenie dla społeczeństw muzułmańskich właśnie dlatego, że jest bardzo mocno zakorzeniona w religii. To sprawia, że ma ona przemożną siłę oddziaływania na muzułmanów. Tę groźną siłę dżihadystów należy dostrzec i nazwać po imieniu. Nie pomogą tu proponowane przez niektórych europejskich komentatorów próby zamazywania tożsamości religijnej dżihadystów. Komentatorzy mówiący, że Państwo Islamskie zasadniczo nie ma nic wspólnego z religią muzułmańską prawdopodobnie nigdy nie analizowali propagandy dżihadystów. To, że jest ona silnie zakorzeniona w uniwersum islamu, potwierdzają sami muzułmanie. Przeprowadzony rok temu w Arabii Saudyjskiej sondaż wykazał, że 92 proc. badanych wierzy, że "Państwo Islamskie stosuje się do wartości islamu i prawa muzułmańskiego".

Tunezja, właśnie dlatego, że przechodzi udaną transformację demokratyczną, jest szczególnie wrażliwa na propagandę dżihadystów. Z jednej strony wolność wypowiedzi - fundamentalna swoboda demokratyczna - znakomicie ułatwia szerzenie propagandy nienawiści. Z drugiej, stosowanie terroru w celu podkopania pokoju społecznego w demokratycznym państwie tunezyjskim jest szczególnie istotnym celem Państwa Islamskiego. Wszak dżihadyści pragną wprowadzenia porządku politycznego, który jest zaprzeczeniem demokracji. Czy wobec takiej presji Tunezyjczycy będą w stanie zachować wypracowane przez lata wolności, stabilność i dobrobyt? Jestem przekonany, że w dłuższej perspektywie tak się stanie. Model pokojowej koegzystencji islamu ze świeckim państwem prawa jest możliwy, jak pokazują dynamiczne społeczeństwa Turcji, Malezji czy Indonezji. Jego wypracowanie w świecie arabskim właśnie trwa, a krajem najbliższym osiągnięcia tego celu jest Tunezja.