Bum. Runął fragment słynnego klifu w Gdyni i niemal cała Polska zaczęła mówić o najpiękniejszym - moim skromnym zdaniem - fragmencie wybrzeża w Polsce. Kurz opadł, zainteresowanie mediów – zwłaszcza tych ogólnopolskich – też, ale jak bumerang wróciła dyskusja co zrobić, by klif ochronić. Byśmy nie stracili tak cennego i pięknego obiektu.

REKLAMA

Śledząc dyskusję głównie w mediach lokalnych nie trafiłem na głos naukowców. Być może mi umknął przy startującej kampanii wyborczej w Gdańsku. W sąsiedniej Gdyni klif może stać się nawet jednym z kampanijnych tematów, zwłaszcza że głos zabrał już poseł PO Tadeusz Aziewicz, a wywoływany został nawet premier.

Klif już ma ochronę w postaci rezerwatu przyrody Kępa Redłowska. Ten chronić ma nie tylko rzadką roślinność, ale i naturalne procesy erozyjne, które tam występują. To one właśnie stworzyły to piękno.

Rezerwat to bardzo miękka forma ochrony, która daje też człowiekowi możliwość korzystania z uroków danego miejsca. Chrońmy klif korzystając z niego mądrze. Spacerujmy po ścieżkach, edukujmy mieszkańców i turystów. Nie przesadzajmy z reakcjami. Osuwa się, odkąd istnieje. I będzie osuwał się dalej.

Boję się trochę sprowadzania tej dyskusji do elementów pocztówkowych. Tu chodzi o coś więcej niż ładny widok. A ten owszem - może się zmienić, ale i tak pozostanie ładnym. O tyle, że innym.

Jeśli zaczniemy zakładać siatki, wzmacniać ścianę klifu, budować kolejne progi podwodne i tak niewiele zyskamy. Bo morze to tylko jeden z niszczycielskich czynników. A klif to nie tylko to, co widać nad wodą. I z tego co pod nią wyciągnąć można wiele korzyści. Także dla turystyki.

Zachęcam do przeczytania rozmowy z Lechem Kotwickim, biologiem morza i ekologiem pracującym na stanowisku profesora w Instytucie Oceanologii Polskiej Akademii Nauk.

Kuba Kaługa, RMF FM: Po osunięciu się znacznego fragmentu klifu rozgorzała dyskusja na temat klifu orłowskiego, klifu redłowskiego, Kępy Redłowskiej, jakkolwiek nazywać ten piękny fragment polskiego wybrzeża. W tej dyskusji różne osoby zastanawiają się, czy należy chronić w sposób sztuczny ten fragment wybrzeża, czy tez nie. Jak patrzą na to naukowcy?

Lech Kotwicki: Ja mogę powiedzieć co ja myślę. Jestem gdynianinem i to miejsce jest - dla większości mieszkańców i pewnie dla turystów - miejscem bardzo atrakcyjnym, bardzo specyficznym. Główne ze względu na to, w jaki sposób możemy obejrzeć coś bardzo naturalnego i w gruncie rzeczy unikatowego w skali naszego polskiego wybrzeża.

To co tam możemy zobaczyć? Jak byśmy to od strony naukowej określili?

W pewnym sensie ta historia zaczęła się już przed II Wojną Światową, gdy utworzony został tam lądowy rezerwat przyrody, który obejmował część unikatową klifu, niewielki obszar lądowy z unikatową roślinnością, ze specyficzną fauną i tym co jest ewenementem na polskim wybrzeżu, czyli bardzo wysokim klifem, który powstał po ostatnim zlodowaceniu, około 10 tysięcy lat temu. Te góry, które tam obserwujemy, nie powstały w związku z jakimikolwiek ruchami górotwórczymi. To jest efekt działalności lodowca, który do nas z rejonu Skandynawii przepchnął duże ilości drobnych materiałów. To jest tak zwana glina zwałowa wraz z dużą ilością kamieni. Kamieni różnej wielkości, które teraz, gdy drobny materiał jest wymywany przez fale i przenoszony dalej , zostają na plaży oraz w płytkiej strefie brzegowej. To one decydują o tym, że ten rejon jest zupełnie inny, unikatowy w porównaniu właśnie z typowym wybrzeżem piaszczystym, który jest obserwowane w innych miejscach Polski.

To jest rafa, specyficzna dla naszego regionu?

Dokładnie tak. Tak też zostało to siedlisko nazwane - rafą kamienistą i podlega w pewnym sensie ochronie unijnej jako właśnie płytkie siedlisko z licznymi kamieniami, które stanowią podłoże dla różnorodnych gatunków roślin, a wraz z tymi roślinami znajdują tam także schronienie liczne gatunki zwierząt, których nigdzie indziej nie zobaczymy.

Po ostatnim, głośnym osunięciu się fragmentu klifu niektórzy lokalni politycy, ale też organizacje pozarządowe, alarmują, że musimy w jakiś sposób zacząć ten klif chronić i zahamować procesy erozyjne, bo jeżeli nic nie zrobimy to ten klif po prostu w całości utracimy. Pojawiła się nawet interpelacja do premiera Mateusza Morawieckiego wystosowana przez jednego z parlamentarzystów, który pyta o możliwość zbudowania podwodnego falochronu, by powstrzymać niszczycielską działalność morza. Rzeczywiście musimy jakieś działania podjąć tu i teraz, bo potem będzie za późno i będzie po klifie?

Ja troszeczkę jestem zaniepokojony tego typu próbą ratowania, gdyż w ten sposób możemy w dużej mierze zaszkodzić. Powinniśmy raczej utrzymać to, co mamy tam najcenniejsze, czyli faktycznie zachować te naturalne procesy, które się tam odbywają i tylko w ten sposób będziemy mogli cieszyć się z tego co mamy: czyli zachować w naturalnym stanie ten rezerwat. Jeżeli chcemy zastosować opaski betonowe, umocnienia, musimy liczyć się z tym, że to miejsce straci praktycznie całą swoją unikatowość, a proces erozyjny nie zostanie zatrzymany. Tam w dużej mierze erozja będzie wywoływana dalej przez opady, przez wody gruntowe, które w tym miejscu występują i on dalej będzie ulegał powolnemu osuwaniu się. Poza tym zaburzymy to środowisko, które znajduje się pod wodą. Nie dla każdego jest ono widoczne, ale jest to jedno z cenniejszych miejsc pod względem różnorodności biologicznej.

Klif to nie tylko to, co widzimy nad wodą?

Właśnie. Większość z nas spacerując brzegiem czy klifem podziwia tę część lądową. Zachęcam każdego, żeby wziął zwyczajnie maskę i zobaczył, co się dzieje pod wodą.

W zeszłym roku, w wakacje zauważyłem człowieka, który uprawiał tak zwany snorkeling, czyli z maską i rurką leżał na powierzchni i po prostu obserwował to, co dzieje się pod wodą. Zaciekawiony podszedłem do tego człowieka, chciałem z nim porozmawiać. Okazało się, że to jest Szwed, który był zachwycony tym, co tam widzi. Mówił mi, że od kilkunastu lat zajmuje się snorkelingiem. Że np. na Morzu Śródziemnym był już wszędzie i widział wszystko, a tutaj odkrył coś nowego. Mówił, że nie przypuszczał, że na Bałtyku może zobaczyć tak ciekawe rzeczy. Był to fanatyk snorkelingu, który przesadzał, czy miał trochę racji w swoich słowach?

Zdecydowanie miał rację. Tak jak wspomniałem, to miejsce jest unikatowe ze względu na bioróżnorodność, którą tam znajdujemy.

Co tam można zobaczyć?

Są tam np. takie gatunki, które wymagają właśnie podłoża kamienistego, żeby móc rosnąc i żyć. Są to m.in. tzw. "inżynierowie habitatów", czyli takie gatunki, które powodują, że wśród tej licznej i bogatej roślinności może się rozwijać fauna. Możemy tam spotkać duże ilości łąk podwodnych z trawy morskiej. To jest chroniony gatunek według polskiego prawa. Możemy spotkać liczne gatunki brunatnic i krasnorostów. Także wśród nich są gatunki chronione. Jeszcze w latach 70. było bardzo dużo morszczynu, który ze względów pogorszenia się warunków na Zatoce Gdańskiej wyginął i teraz powoli będziemy czekać, aż ponownie się pojawi, gdyż warunki w zatoce się zdecydowanie poprawiły.

A jeżeli chodzi o faunę?

Kilka gatunków krewetek. Mało kto zdaje sobie sprawę, że możemy je spotkać na naszym wybrzeżu. Jest też kuzyn konika morskiego. Dwa gatunki, które są chronione. Bardzo dużo licznych, drobnych skorupiaków. Kilkadziesiąt tych drobnych organizmów zwierzęcych. W przypadku takiego typowego, otwartego wybrzeża z osadem piaszczystym tych gatunków znajdziemy tylko kilka.

Poprzez sztuczną ochronę tego fragmentu wybrzeża, czyli po prostu przez ingerencję człowieka - tu możemy różne formy sobie wyobrazić - tworzymy jakieś zagrożenie dla tego środowiska, które się tam rozwija? Czy może wręcz przeciwnie, dodatkową ochronę?

No już mamy przykład, dlatego że taka działalność została podjęta. W rejonie Kępy Redłowskiej utworzono trzy progi podwodne, dosyć sporej wielkości, które w pewnym sensie zaburzyły to środowiska. W taki sposób chociażby, że wyginął np. w tym rejonie omułek, czyli dosyć pospolity małż. Zapewne ze względu na budowę tych progów, duża ilość materiału podniosła się z dna i ten organizm, który jest typowym filtratorem, niestety tej zbyt dużej ilości materiału zawieszonego w wodzie nie przetrwał. Omułek także tworzy bardzo zwarte kolonie, wśród których kryją się inni przedstawiciele fauny dennej. Te wszystkie organizmy są znowu pokarmem dla licznie odwiedzających czy przebywających tutaj i szukających schronienia lub miejsca rozrodu ryb. Czyli to jest kolejny element tego łańcucha troficznego, który tutaj możemy obserwować.

Niektórzy by chcieli budowy kolejnych progów.

Te kolejne progi mogą nam znowu całkowicie zaburzyć ten system, który tam działa w sposób naturalny.

Padają argumenty, że jeżeli tego nie zrobimy to przyjdą takie sztormy, które zaleją część Orłowa, zaleją ulicę Orłowską, zniszczą przystań. To są realne obawy?

Te progi, które zostały tam wybudowane miały pełnić funkcję ochronną. Efekt jest bardzo mizerny. Poza tymi negatywnymi skutkami o których mówiłem, które mogą wpływać na środowisko nie zauważono, ażeby one w znaczny sposób chroniły przed dużymi spiętrzeniami wody. Te spiętrzenia będą się zdarzać na zatoce. One są raz na 5 lat, raz na 10 lat i takie zjawiska będziemy obserwować i pewnie wybudowanie kolejnych progów czy ścian w dużej mierze nie pomoże, a może bardzo, bardzo szkodzić środowisku naturalnemu.

Spróbujmy to wszystko uprościć i sprowadzić to do prostego bilansu zysków i strat: Co możemy stracić, jeżeli zaczniemy w sztuczny sposób chronić te miejsca?

Unia Europejska zwróciła już nam uwagę i powinniśmy z tego skorzystać, że przede wszystkim powinniśmy chronić w tych miejscach, gdzie warto, naturalne procesy, które występują. Po to są utworzone chociażby parki narodowe, gdzie działalność człowieka ograniczona jest do minimum. My korzystamy z dobrodziejstw takich miejsc. Tak samo tutaj, w przypadku rezerwatu lądowego Kępa Redłowska, myślę, że bardzo dużo osób, ja przynajmniej kilkanaście razy w roku odwiedzam to miejsce i korzystam z uroków. Tak samo, ażeby zwiększyć atrakcyjność tego miejsca i w jakiś sposób spowodować, że to miejsce będzie żyło, nie powinniśmy w żaden sposób zburzyć tego, co natura tam stworzyła. Powinniśmy chronić, my optujemy, żeby rozszerzyć ten obszar jeszcze o tę część podwodną. Już od wielu lat staramy się i pokazując urok tej części podmorskiej. To wszystko może przyciągnąć dużo większą rzeszę turystów, która będzie tak samo służyła rozwojowi Gdyni i tak samo będzie przynosić korzyści ekonomiczne, a my zachowamy coś, co w skali Polski jest naprawdę unikatowe.