Wczoraj w Gdańsku pożegnaliśmy wieloletniego włodarza miasta, Pawła Adamowicza, który przez ponad 20 lat był prezydentem Miasta Gdańska. Mija tydzień od brutalnego, zuchwałego morderstwa. To był zdecydowanie najtrudniejszy tydzień w całej mojej dziennikarskiej pracy. Poniżej – choć wierzę, że nie – być może najbardziej naiwny tekst, jaki kiedykolwiek napisałem. Dla mnie jednak jeden z najważniejszych.

REKLAMA

Zacznę od wyjaśnienia tytułu. "Zaczęło się w Gdańsku" to hasło ogólnopolskiej kampanii Miasta Gdańska, przygotowanej 10 lat temu z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Miało podkreślać rolę miasta w historii współczesnej Europy. Inspirowane było oczywiście rokiem 1939, ale także tym wszystkim, co przez kolejne dekady wydarzyło się w Gdańsku. Spot przypominał także protesty w grudniu ‘70 roku, sierpień ‘80 roku i dalsze losy solidarnościowego i wolnościowego zrywu, który zaowocował demokratycznymi przemianami w bloku wschodnim. Los dopisał do tego ciągu, kolejną datę z 9 na końcu.

Nie chciałem zabierać głosu w tego typu wpisie w ostatnich dniach. Choćby dlatego, że pracy było tak dużo, że nie miałem nawet czasu na dłuższą, ułożoną refleksję. Z jednej strony dobijały mnie internetowe wpisy osób, które chyba nie do końca właśnie przemyślały, to co chciały przekazać. Z drugiej budowały takie publikacje jak ta Szymona Hołowni czy wypowiedzi, jak słowa gdańskiej radnej Beaty Dunajewskiej na nadzwyczajnej sesji Miasta Stołecznego Warszawy. Budowały mnie wyrazy solidarności, obrazki z innych miast, ale przede wszystkim to, co zaczęło się w Gdańsku.

To coś. Jakby genius loci nie tyle co przebudził się, ale każdemu z żyjących tutaj postanowił o sobie przypomnieć. Atmosfera, klimat, nastrój - każde słowo będzie tu banalne, złe, niepasujące. Żałuję, ale słowami oddać tego nie potrafię. Trzeba tu przyjechać, by zrozumieć.

To mnie buduje jeszcze bardziej, biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnich latach Gdańsk i całe Trójmiasto często wytykane było palcem. Siedziba wszelkiego zła. Wiem, że to polityka, ale tu mieszkają zwykli, dobrzy ludzie, w których ta polityka nigdy, w taki sposób, nie powinna uderzać. W tym tragicznym tygodniu Gdańsk, kolejny raz, pokazał światu kierunek.

Dopiero wczoraj miałem czas głębiej pogrzebać w sieci. Boli fakt i skala nienawiści. Owszem, Paweł Adamowicz budził kontrowersje i nie wszystko, co wiąże się z jego działalnością, było klarowane i jasne, ale to nie ma już żadnego znaczenia. Nie trzeba mieć jakoś szczególnie dużo dobrej woli, żeby to zrozumieć.

Dużo ważniejsze bowiem są wartości, o które zabiegał. Mam wrażenie, że dla wielu dopiero fakt jego śmierci, dał możliwość bliższego zapoznania się z nimi. Dużo ważniejsze jest też to, dlaczego zginął. Drugorzędne znaczenie ma dla mnie poczytalność sprawcy. Nawet osoba chora nie funkcjonuje w próżni. Odbiera sygnały otoczenia, przekaz mediów, mediów społecznościowych, polityków i politycznych kibiców.

Dlatego tym bardziej musimy - bo wyboru już nie mamy - wziąć do serca słowa duchownych i rodziny Pawła Adamowicza, wypowiedziane w Bazylice Mariackiej. Słowa zmienić też w czyny. Każdy z nas, z osobna, we własnym sumieniu, powinien to zrobić.

Czytam wpisy, że nic się nie zmieni. Że tyle było już traum i tragicznych zdarzeń, że zawsze jednoczyliśmy się - jako społeczeństwo - na chwilę. Mam wrażenie jednak, że wtedy częściej patrzyliśmy na polityków i to od nich oczekiwaliśmy zmiany. Dziś - choć mam świadomość, że w skali kraju o zjednoczeniu nie ma mowy - wiem i czuję to tu w Gdańsku, że ludzie tej zmiany zaczęli wymagać od siebie. I widzę doskonale, że niektórzy już zaczęli wprowadzać ją w życie. Tu w Gdańsku czuć, że to idzie od dołu. I to jedyny skuteczny sposób na zmiany stylu uprawiania polityki. Tam, na górze.

Widać też już, jak bardzo boją się tego politycy. Znów wspomnę o dobrej woli. Nie trzeba jej dużo, by zrozumieć, że wczorajszy apel ojca Ludwika Wiśniewskiego adresowany był do nas wszystkich. Wszystkich. Bez wyjątku. Bolesne, że postawy niektórych wobec tego apelu odzierają ze złudzeń. Spadają maski. Odsłaniają, kto może pretendować dziś do miana męża stanu, a kto nie potrafi wyjść poza poziom średniej klasy gracza na arenie partyjnej rozgrywki. Nazwanie tego polityką, w myśl jej definicji, byłoby nadużyciem.

Nie mam złudzeń. To nie jest tak, że zaczniemy się teraz wszyscy zgadzać ze sobą, kochać się, że nie będzie podziałów i sporów. Będą. I muszą być. Bo to zdrowe jest. Ludzie są różni, muszą mieć różne spojrzenia na otaczający ich świat, problemy, na życie i na śmierć. Także na śmierć Pawła Adamowicza.

Szanujmy się. Okazujmy sobie wsparcie. Starajmy się wzajemnie zrozumieć. Przekonujmy się do własnych racji, nie zwalczajmy się. Cofnijmy o kilka kroków. Zmieniajmy język, łagodźmy go. Nie tylko w polityce czy debacie publicznej. Także w prostych gestach, słowach wypowiadanych na co dzień czy wypisywanych w sieci. I nie przejmujmy się tymi - także politykami po obu stronach sporu - którzy chcą to zdeprecjonować, zbagatelizować, dać kolejny impuls do wzajemnej niechęci.

Chyba najprościej i zarazem najtrafniej ujęła to wczoraj, przemawiając w gdańskiej Bazylice Mariackiej, Aleksandra Dulkiewicz. Róbmy wszystko, żeby być taką wspólnotą, o jakiej marzył nasz prezydent. Bądźmy otwarci, gościnni, szanujmy tych, którzy myślą inaczej. Przekonujmy się siłą argumentów, a nie argumentami siły. Bądźmy solidarni na co dzień, nie tylko od święta. Żyjmy lepiej ze sobą i dla siebie - powiedziała.

W tym tygodniu wielokrotnie przez moje myśli przewijały się też słowa jednej z piosenek Damiana Syjonfama, pochodzącego ze Świdnika polskiego muzyka reggae, wokalisty, autora tekstów.

"(...)Wywiesiłem dzisiaj białą flagę przed swoim domem,

jak wódz Józef mam dosyć już wojny,

pokój ludziom w ten czas niespokojny.

Ja wierzę, że każdy może wejść na drogę pojednania.

I wiem, że każdy ma swoje 5 gorszy do dodania,

ale trochę pokory, okaż trochę pokory(...)"

To musi wychodzić od każdego z nas. W Gdańsku już wychodzi. Mocno wierzę, że krok po kroku zacznie wychodzić i w innych miejscach. Około 300 prezydentów, burmistrzów i wójtów z całej Polski żegnało Pawła Adamowicza w Gdańsku. Każdy z nich musiał słyszeć te ważne apele. Wrócą do swoich miast i wierzę, że choć częściowo, zaszczepią u siebie "ducha Gdańska". Wdrożą w życie to, co najważniejsze z tej gdańskiej, trwającej już tydzień lekcji. Zmiany zawsze musimy zaczynać od siebie. I to jak będziemy ze sobą rozmawiać, jak będziemy traktować innych, także tych, z którymi się nie zgadzamy, zależy tylko i wyłącznie od nas. Polityków, jeśli nie będą chcieli się zmienić, trzeba będzie po prostu wymienić.

Kilka osób prosiło mnie o udostępnienie nagrania, które zostało wyemitowane w RMF FM w piątek, w programie Krzysztofa Urbaniaka. Wcześniej nie miałem czasu, ale teraz spełniam tę prośbę. To moje wspomnienie o Pawle Adamowiczu, zamordowanym podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, prezydencie Miasta Gdańska.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Wspomnienie Kuby Kaługi o Pawle Adamowiczu