Politycy Platformy poczynają sobie z komisją hazardową dość - mówiąc delikatnie - obcesowo. Za nic mają terminy, procedury, parlamentarne obyczaje i zdrowy rozsądek. W czasach mojego dzieciństwa, na rodzimej warszawskiej Pradze, taką finezję postępowania określało się terminem "robić coś na rympał".

Działanie "na rympał" bywa oczywiście skuteczne. I nie zawsze, podmęczona polityką publiczność, jest w stanie wychwycić, że ktoś uśmiechając się szeroko i sprawiając wrażenie "dbania o procedury" próbuje zaciemnić sprawę i zrobić jej wodę z mózgu. A - co dziwniejsze - dzieje się to często bez specjalnego powodu. Ot - dla pokazania, "kto tu rządzi". Tak było choćby z surrealistycznym zamknięciem przesłuchania Chlebowskiego. Wiadomo było, że i tak się zaraz skończy, że już nikt nic z byłego szefa klubu PO nie wyciągnie, a mimo to przewodniczący Sekuła zademonstrował, że 10 minut może potrwać 360 sekund, wykonał szybki manewr wznowienia obrad, zwolnił Chlebowskiego do domu i jeszcze tłumaczył, że "jest ze Śląska, a tam punktualność jest bardzo ważna". Gorzej niestety, że zachowania przewodniczącego wybitnie utrudniają odkrycie faktów i wytrącają przesłuchującym oręż pytań z ręki. Kilkanaście razy podczas przesłuchania Chlebowskiego dochodziło do następujących dialogów (cytaty z pamięci)

-poseł X - dlaczego mówił Pan Sobiesiakowi, że blokuje ustawę?
-Chlebowski - jak juz mówiłem - niczego nie blokowałem
-poseł X - dlaczego w takim razie Pan tak mówił?
-Chlebowski - mogę oczywiście kolejny raz odpowiedzieć na to pytanie, ale już odpowiadałem, że niczego nie blokowałem
-poseł X - ale ja nie pytam czy Pan blokował czy nie, tylko dlaczego Pan mówił to Sobiesiakowi
-Chlebowski - (westchnienie)...
-Sekuła - proszę nie dręczyć świadka, Trybunał Konstytucyjny zabrania zadawania pytań podchwytliwych

w ten oto sposób komisja osiągnęła niewiele odpowiedzi na pytania o naturę kontaktów polityków z biznesmenami, a przewodniczący wpisał się w ciąg kilkunastu już chyba zdarzeń, jasno dowodzących, że - czego jak czego - ale komisji Platforma nie lekceważy. Jest dla niej zbyt ważna. Czyni więc wszystko, by nawet jeśli odsłoni ona jakąś niewygodną dla polityków PO prawdę - uczyniła to w entourag'u kompromitacji i - nieuchronnego w tej sytuacji - ironiczno-pogardliwego wzruszania ramionami przez wyborców.