KE ugina się ws. Schengen, przesiedlenia sposobem na fiasko relokacji

Środa, 27 września 2017 (18:57)

Komisja Europejska zaproponowała nowy program - dobrowolnych przesiedleń. Ma on objąć co najmniej 50 tys. osób nie tylko z Syrii, ale z takich krajów jak Egipt, Czad czy Etiopia. KE zaproponowała też łatwiejsze przywracania kontroli na granicach wewnętrznych Schengen.

Fiasko relokacji, a także wynik wyborów w Niemczech pokazały, że społeczeństwa Unii same chcą zachować kontrolę nad tym, kto do nich przyjeżdża i w jakiej ilości. Tak więc dla Komisji Europejskiej jedynym sposobem wyjścia z twarzą z sytuacji, gdy schemat relokacji wygasł i nie było politycznych możliwości  jego przedłużenia, są przesiedlenia. Tak naprawdę Bruksela proponuje przyjmowanie, a raczej wybieranie imigrantów "pod zapotrzebowanie" na własnym rynku pracy. 

Komisja nawet nie kryje, że tym razem nie chodzi wyłącznie o uchodźców. W komunikacie prasowym mówi, że "trzeba się skupić na osobach wymagających szczególnego traktowania z Afryki Północnej i Rogu Afryki; w szczególności z  Libii, Egiptu, Nigru, Sudanu, Czadu i Etiopii". Mają to być także przesiedlenia z obozów z Turcji.

Bruksela mówi o przyciąganiu wykwalifikowanych pracowników a także - w razie potrzeby także - siły roboczej. Zachęca - także finansowo. Przeznacza na ten cel pół miliarda euro, będzie to prawdopodobnie wsparcie na osobę przesiedloną.

Komisja zachęca także do tworzenia  "prywatnych systemów sponsorowania", które mają umożliwić  prywatnym grupom lub organizacjom pozarządowym przesiedlanie i "finansowanie tych przesiedleń - zgodnie z ustawodawstwem  krajowym". To może być np. zachęta dla działających w Polsce organizacji pozarządowych, żeby organizowały takie "prywatne przesiedlenia".

Jeszcze kraje UE nie uporały się z falą migracyjną z 2015 roku, migranci jeszcze nie zostali wchłonięci przez rynki racy, a już proponuje się kolejne 50 tys. - zżyma się jeden z dyplomatów w Brukseli. Wydaje się, że Komisja Europejska wychodzi naprzeciw wyłącznie kilku krajom członkowskim, np.  Francji czy Niemcom, które z różnych względów  potrzebują wzmocnienia "z zewnątrz" na rynku pracy. Francja najchętniej zatarłaby różnice między ubiegającym się o azyl i migrantem ekonomicznym, a komunikaty KE idą właśnie w tym kierunku.

Interesy krajów Europy Środkowo-Wschodniej nie są znowu uwzględniane. Jestem pewien, że na różnych szczeblach będzie na nas presja, żeby przyjmować migrantów w ramach tego programu przesiedleń - mówi dyplomata z kraju należącego do Grupy Wyszehradzkiej. Nie można także całkowicie wykluczyć, że Berlin zrezygnuje ze stałego mechanizmu relokacji na wypadek przyszłych kryzysów. Dyskusja wciąż nie jest w tej sprawie zamknięta. Nikt nie wycofał tej propozycji - mówi mój rozmówca. Jeżeli kanclerz Niemiec będzie chciała odebrać głosy AfD, to mechanizm ten nie będzie obowiązkowy, ale może w tej sprawia działać także pod wpływem Zielonych czy socjaldemokratów. Za wcześnie, by w tej sprawie ogłosić zwycięstwo - mówi dyplomata Grupy Wyszehradzkiej.

Komisja Europejska także pod wpływem Niemiec, Austrii i Francji zaproponowała łatwiejsze przywracania kontroli na granicach wewnętrznych Schengen. Układ z Schengen jest uważany przez Polaków za największą zdobycz członkostwa w Unii Europejskiej.  Podróżowanie bez konieczności okazywania dokumentów tożsamości może jednak przejść stopniowo do lamusa.

Niemcy, Francja i Austria zaczęły wprowadzać kontrole dwa lata temu podczas największej fali migracyjnej, a potem w wyniku zagrożenia terrorystycznego. I teraz, gdy możliwość utrzymania tych kontroli wygasa zgodnie z kodeksem Schengen, zażądały możliwości łatwiejszego zawieszania prawa obywateli UE do swobody przemieszczania się. A Bruksela, która powinna być strażniczką unijnego prawa, unijnych traktatów, proponuje stopniowe rozmontowywanie Schengen - ułatwienia i przedłużanie kontroli.  

Te same kraje, które popełniły błędy podczas kryzysu migracyjnego (jak Niemcy prowadząc politykę otwartych drzwi), będą miały teraz większą swobodę w zawieszaniu unijnego prawa swobody przemieszczania się. Do tej pory układ z Schengen był niepodważalny, był "święty", był czynnikiem motywującym dla  innych polityk. Teraz, gdy Komisja ugięła się pod presją, traci na swoim znaczeniu. To zła wiadomość dla Polski. W razie pogorszenia się sytuacji za naszą wschodnią granicą, Niemcy będą mogły łatwiej zamknąć granicę z Polską wprowadzając kontrole naszych obywateli na granicy niemiecko-polskiej.

Niemcy czy Francja jeszcze kilka lat temu uchodziły  za największych przyjaciół Schengen - teraz zadają mu największy cios. Teraz to Polska staje się obrońcą Schengen. Bruksela bardzo wspiera członkostwo Bułgarii i Rumunii w Schengen, ale już niedługo może to stać się dla nich o wiele mniej opłacalne niż w 2011 roku, gdy zaczęły spełniać wymogi.

(mpw) 

Artykuł pochodzi z kategorii: Katarzyna Szymańska-Borginon - komentarze

Katarzyna Szymańska-Borginon