Donald Tusk tym razem nie daje się wyprzedzić. Zapowiada, że szczyt 28 przywódców Unii Europejskiej z Turcją może się odbyć jeszcze przed końcem miesiąca. Będzie to już siódmy z kolei szczyt poświęcony migracji.

Donald Tusk /LINO AZZOPARDI /PAP/EPA

Chodzi nie tylko o palącą kwestię syryjskich uchodźców w Turcji. Moi rozmówcy w Brukseli twierdzą, że to także efekt rywalizacji między Tuskiem a szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem w debacie na temat uchodźców. Zwołanie przez Junckera w listopadzie tzw. miniszczytu Unii i państw bałkańskich wszyscy uznali za porażkę Tuska i osłabienie jego wpływów - bo zwoływanie posiedzeń unijnych przywódców to domena szefa Rady Europejskiej. Tym razem, gdy Tusk dowiedział się, że Chorwacja wnioskuje o kolejny miniszczyt, wykonał uderzenie wyprzedzające i zapowiedział przyśpieszenie spotkania z Turcją. Dwa szczyty w ciągu dwóch tygodni są jednak po prostu niemożliwe. Junckerowi trudno więc będzie teraz zwoływać miniszczyt, skoro wszyscy przywódcy mają się spotkać w sprawie Turcji. Wszystko można natomiast załatwić na jednym spotkaniu.

Tusk straci funkcję? O tym spekuluje Bruksela

Socjaliści chcieliby zastąpić Donalda Tuska. O tym, że obecny szef Rady Europejskiej jest niewidoczny, nie ma inicjatywy, nie spotyka się z ważnymi politykami i lekceważy Parlament Europejski – wszyscy od dawna wiedzą. czytaj więcej

Tusk wyraźnie przeszedł do kontrofensywy. Krytyczne artykuły na jego temat i sugestie niektórych zagranicznych polityków co do możliwości nieprzedłużenia jego 2,5-letniej kadencji oraz wygrana w Polsce PiS-u (który raczej nie będzie aktywnie zabiegać o jego ponowny wybór) wymusiły na Donaldzie Tusku zwiększenie aktywności. Teraz szef RE mnoży spotkania. Umawia się nawet z tymi, których przez prawie rok ignorował (np. eurodeputowanymi, ambasadorami). W ostatnim czasie w Brukseli coraz częściej przyznaje się także, że głos Tuska w sprawie uchodźców coraz bardziej się przebija. Wszyscy mają już dosyć "politycznej poprawności" i polityki "otwartych drzwi" lansowanych przez Niemcy, Szwecję czy Junckera. Coraz częściej przyznaje się, że ta droga po prostu się nie sprawdza. Naciski Tuska na wzmocnienie zewnętrznych granic w pierwszej kolejności (postulat formułowany od początku przez Victora Orbana, ale w sposób nie do przyjęcia dla wielu unijnych przywódców) zaczynają zyskiwać coraz większe poparcie wśród unijnych krajów.

Szwecja, zamykając swoje granice, już pokazała, że nie da rady na dłuższą metę utrzymać swojej polityki. Socjalistyczny rząd w Szwecji ze względu na swoich wyborców najpierw zapraszał uchodźców do siebie, a teraz, gdy nie daje rady, domaga się, by inne kraje UE ich przyjęły - mówi mi rozgoryczony rozmówca.

Angela Merkel musi zachować twarz, więc ociąga się jeszcze ze zmianą stanowiska. Jak jednak powiedział mi jeden z dyplomatów: Na nią też przyjdzie czas...