Polska edukacja poddawana jest od wielu lat poważnym zmianom, które zgodnie z deklaracjami ich autorów mają służyć poprawie jej jakości i coraz lepszemu odpowiadaniu przez nią na wyzwania współczesnego świata. Jednak nawet pobieżna analiza efektów kształcenia naszych szkół ukazuje, iż te deklaracje mocno rozmijają się z rzeczywistością.

REKLAMA
Dobra edukacja to proces, w którym odpowiadając na jedno pytanie potrafimy stawiać kolejne

W dobrze działającym systemie edukacji każdy człowiek powinien otrzymywać szansę na uzyskanie wykształcenia adekwatnego do jego uzdolnień i talentów. W trakcie swej nauki młodzi Polacy winni nauczyć się radzić sobie ze swoimi słabościami, spełniać coraz wyższe wymagania, uczyć się uczciwej rywalizacji, ale również współpracy z innymi, a także kształtować samodzielność myślenia, kreatywność oraz krytyczne podejście do rzeczywistości. Absolwenci naszych szkół powinni stawać się w pełnym tego słowa znaczeniu obywatelami wolnej Polski, potrafiącymi sprostać konkurencji na europejskim i światowym rynku pracy, powinni mieć odwagę podejmowania nowych wyzwań i poszukiwania oryginalnych rozwiązań problemów, z którymi przyjdzie się im zmierzyć. Trzeba pamiętać, że dobra edukacja to proces, w którym odpowiadając na jedno pytanie potrafimy stawiać kolejne, czyli jest to poznawanie, a nie przysłowiowe "realizowanie programu".

Zobacz również:

Współczesna Polska to kraj niewykorzystywanych szans, co w znacznej mierze wynika z niskiego poziomu naszej edukacji. I na dodatek ostatnie lata to ciąg fatalnych błędów w krajowej polityce edukacyjnej, wyznaczanych przez kolejne, coraz bardziej absurdalne obniżanie wymagań stawianych uczniom, takich jak chociażby możliwość promocji z oceną niedostateczną czy zbyt łatwe i niebywale schematyczne zadania na egzaminach zewnętrznych. Polską politykę edukacyjną zaczęły kształtować szkodliwe mity, zgodnie z którymi nie tyle ważny jest indywidualny rozwój każdej osoby i dopiero później współpraca indywidualności, ale zanim jeszcze owe indywidualności się rozwiną, preferowanie pracy w grupie. Zaczęto również upowszechniać myślenie minimalizujące wpływ na ocenę szkoły i nauczycieli wymiernych efektów ich pracy, uznając to za element mogący przyczynić się do kreowania mechanizmów konkurencyjności między nimi. Naczelną zasadą staje się "miła, bezstresowa atmosfera" panująca w szkole, a nie kształtowanie postaw ludzi w duchu odpowiedzialności za siebie, swoich najbliższych i swoją ojczyznę. To jest szkoła, która może ukształtować co najwyżej konsumenta, a nie odpowiedzialnego obywatela.

Mamy rzeszę ludzi jedynie o formalnym wykształceniu, działają prawdziwe fabryki uzyskiwania dyplomów, które opuszczają ludzie bez autentycznej wiedzy i umiejętności, niepotrafiący także uczyć się samodzielnie

Na podobnych zasadach oparte są zasady zatrudniania i wynagradzania nauczycieli; najważniejsze jest bowiem bezpieczeństwo i stabilizacja zatrudnienia, a nie konkurowanie o uzyskiwanie coraz lepszych efektów kształcenia, co winno skutkować podwyżką wynagrodzenia. Równocześnie trwa "zabawa" w statystyczną edukację tzn. kształcimy coraz więcej młodych ludzi z coraz gorszymi efektami. Obecnie znaczna część osób kończących szkoły średnie jest zupełnie nieprzygotowana do studiowania. Mamy rzeszę ludzi jedynie o formalnym wykształceniu, działają prawdziwe fabryki uzyskiwania dyplomów, które opuszczają ludzie bez autentycznej wiedzy i umiejętności, niepotrafiący także uczyć się samodzielnie, dla których rozwiązanie każdego lekko tylko niestandardowego problemu staje się zadaniem ponad ich siły i możliwości. Bardzo często zresztą są to osoby uważające, iż właściwie wszystko im się należy, a jakiekolwiek stawiane im wymagania traktują jako wyjątkową złośliwość. Polska szkoła tkwi generalnie w schemacie szkoły biurokratycznej, która nie może stać się dla uczniów atrakcyjnym miejscem odkrywania nowych obszarów wiedzy i umiejętności. W efekcie wpadamy w pułapkę przeciętniactwa i bylejakości, czego efekty możemy nieustannie obserwować.

Wysokość wynagrodzenia nauczycieli i ich losy zawodowe muszą zacząć zależeć od efektów pracy

Jak odwrócić ten proces? Otóż trzeba zacząć stawiać młodym ludziom poważne wymagania, naturalnie adekwatne do ich możliwości, ale należy również przestać obawiać się nauczycielskich związków zawodowych i postawić na promowanie tych, którzy zasługują na bycie nauczycielami, a nie tylko szkolnymi funkcjonariuszami, ludzi potrafiących stawać się autentycznymi przewodnikami swoich uczniów. Wysokość wynagrodzenia nauczycieli i ich losy zawodowe muszą zacząć zależeć od efektów pracy. Oczywiście kluczowe znaczenie dla takiego systemu mieć będzie zobiektywizowany system oceny jakości pracy szkół i nauczycieli. Powinien on zostać oparty na analizowaniu losów absolwentów opuszczających poszczególne szkoły, gdyż to właśnie one najcelniej ukazują skuteczność pracy placówki. Rodzice powinni uzyskać pełną wolność wyboru szkoły dzięki likwidacji szkolnych obwodów i formy edukacji dla swoich dzieci. Ale żeby mogli z niej autentycznie skorzystać, musi pojawić się powszechnie dostępny system informacji o jakości pracy poszczególnych szkół. Równocześnie budżety szkół należy uzależnić bezpośrednio od liczby ich uczniów, wprowadzając przejrzyste standardy uczniowskich kosztów kształcenia w różnych typach szkół, z rozróżnieniem obszarów ich działania (miasto, miasteczko, wieś). W takim systemie właścicielami szkół poczują się rodzice, a rola administracji oświatowej zostanie maksymalnie ograniczona. Wówczas w naturalny sposób pojawią się niezależne agencje mierzenia jakości pracy szkół, które będą wynajmowane do wykonywania tego zadania przez odpowiadające bezpośrednio za szkoły władze samorządowe lub dyrektorów szkół. Oprócz tego, szkoły będą dbały, żeby prezentować swoim potencjalnym klientom rzetelną informację o jakości swej pracy. Celem działań związanych z kreowaniem publicznej urynkowionej edukacji obywateli winno być także zdecydowane ograniczenie wydatków na monstrualnie rozrośniętą administrację i przesunięcie zaoszczędzonych pieniędzy na zwiększenie funduszu przeznaczonego na nauczycielskie wynagrodzenia. Obecnie bowiem ponad jedna czwarta budżetu przeznaczonego na wynagrodzenia pracownicze w oświacie nie trafia do uczących.

Dobrej edukacji nie będzie bez nauczycieli - mistrzów

Jeżeli pytamy, jakiej edukacji potrzebują Polacy, to naturalnie odnosimy się do tego, z czym opuszczają nasze szkoły młodzi ludzie, a więc pytamy o adekwatność ich przygotowania do wymagań współczesności (a właściwie przyszłości). Taki zresztą jest w gruncie rzeczy sens wydawania publicznych pieniędzy na edukację. Dzisiaj młodzi Polacy są słabo przygotowani do sprostania czekającym na nich wyzwaniom, w zdecydowanej większości stają się mistrzami odtwórczości i pariasami kreatywności. Uczą się bez świadomości jedności poznawania, nie starając się zrozumieć, a jedynie starając się zapamiętać. Dla wielu z nich dramatyczną próbą stają się egzaminy, na których posiadaną wiedzę trzeba zastosować, szczególnie w kontekście doświadczeń, nabytych przez nich w szkole bez wymagań.

Trzeba również pamiętać, że dobrej edukacji nie będzie bez nauczycieli - mistrzów, a ci mają szansę zdominować nasze szkoły, po zlikwidowaniu biurokratycznych barier, jakimi są one obecnie spętane. Bez tego wszelkie dywagacje o konieczności zapewnienia Polakom wysokiej jakości edukacji nie przełożą się na rzeczywistość. Warto korzystać z doświadczeń zagranicznych, ale także z własnej tradycji i czynić to z należytą rozwagą, kierując się skutecznością i efektywnością poszczególnych rozwiązań. I nade wszystko należy motywować młodych ludzi do ciągłej pracy nad sobą, ukazywać im wzorce osobowe, kształtować poczucie własnej wartości i zakorzenienie w polskiej kulturze i tradycji. Tylko wówczas mamy szansę kształcić tych, którzy będą mieli odwagę bycia obywatelami Rzeczypospolitej w trudnym współczesnym świecie.