Licealna fikcja

Poniedziałek, 29 lipca 2019 (11:22)

W ramach upowszechniania po roku 1990 kształcenia na poziomie średnim doszło w Polsce do dynamicznego wzrostu liczby liceów ogólnokształcących. Równocześnie nastąpiło ogromne zróżnicowanie poziomu pracy tych szkół. Można stwierdzić, że sytuacja w tym fragmencie rynku edukacyjnego bardzo przypomina sytuację na rynku szkolnictwa wyższego. Jest to jeszcze jeden aspekt kreowania w Polsce edukacji o pozornych wymaganiach. W zbiorze liceów mamy bowiem wiele szkół, które mają duże kłopoty z naborem uczniów, co wynika z braku zaufania młodych ludzi i ich rodziców do jakości ich oferty edukacyjnej. Są to szkoły w których sporo uczniów ma kłopoty ze zdaniem matury, czyli z uzyskaniem 30% możliwych do zdobycia punktów na egzaminie na poziomie podstawowym. Dla wielu z nich wskaźniki zdawalności matury mogą spaść w 2023 roku poniżej 50%, gdyż wówczas pojawi się warunek uzyskania trzydziestoprocentowego progu również na przynajmniej jednym egzaminie na poziomie rozszerzonym. Nie można nie wspomnieć, że są wśród nich szkoły do których w ubiegłych latach było się łatwiej dostać niż do zasadniczych szkół zawodowych (obecnie szkół branżowych I stopnia). Tymczasem liceum ogólnokształcące to szkoła, której głównym celem jest przygotowanie swoich uczniów do podjęcia w przyszłości studiów. W szkołach, o których piszę, mamy młodzież, która do studiowania w poważnych uczelniach nie jest przygotowana. Stąd też trafia ona w większości do szkół niezbyt zasługujących na nazywanie ich wyższymi lub też podejmuje po ukończeniu liceum naukę w szkołach policealnych. Warto zauważyć, że absolwenci tych LO bardzo rzadko podejmują studia na kierunkach ścisłych bądź technicznych. Czy szkoły nie spełniające fundamentalnego celu swojego działania powinny dalej nosić miano liceum ogólnokształcącego?

Jeszcze ponad dwadzieścia lat temu LO było synonimem szkoły o wysokim bądź średnim poziomie kształcenia, do której, aby się dostać, trzeba było spełnić w miarę poważne wymagania. Niezwykle rzadko zdarzało się, aby szkoły te miały kłopoty z naborem uczniów. Podejmujący w nich naukę absolwenci szkół podstawowych mieli świadomość, że w przyszłości powinni podjąć studia w uczelniach o rzeczywistych, a nie pozornych wymaganiach. Niestety dzisiaj mamy do czynienia z inną sytuacją. Oto wiele tego typu szkół oraz uczelni, w których ich absolwenci kontynuują naukę, stało się miejscami edukacyjnej fikcji, w których młodzi ludzie uzyskują wykształcenie o jedynie formalnym charakterze. Warto zadać sobie pytanie o sens istnienia LO, w których wskaźniki zdawalności matury nie przekraczają 70%, czyli ponad 30% absolwentów nie może podjąć żadnych studiów i jest nieprzygotowanych do wejścia na rynek pracy. Trafiają oni najczęściej do szkół policealnych, w których uzyskują kwalifikacje analogiczne do absolwentów techników, tyle tylko, że ich nauka na poziomie ponadpodstawowym trwa o rok dłużej niż dla uczniów techników, co generuje dodatkowe koszty dla finansów publicznych. Naturalnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie odpłatności za naukę w szkołach policealnych, co być może sprawiłoby, że absolwenci szkół podstawowych podejmowaliby bardziej racjonalne wybory szkół ponadpodstawowych. Tak na marginesie, bardzo dobrze ilustruje opisywane zjawisko praktyczny brak powstawania nowych techników w trakcie ostatnich zmian strukturalnych w polskiej oświacie, gimnazja przekształcały się w szkoły podstawowe oraz w licea ogólnokształcące. Tymczasem obecnie w bardzo wielu technikach kształcących w specjalnościach prawdziwie technicznych mamy wyższy poziom nauczania niż w wielu liceach ogólnokształcących, szczególnie w zakresie przedmiotów ścisłych, a ich absolwenci podejmują i z sukcesem kończą studia na renomowanych uczelniach. 

Trzeba sobie uświadomić, że bez powrotu do modelu autentycznego liceum ogólnokształcącego bardzo trudno będzie poprawić poziom przygotowania młodych ludzi do studiowania. Ważnym zadaniem, z jakim należy się zmierzyć, jest zaprzestanie tworzenia w ramach LO klas o profilach niewiele mających wspólnego z kształceniem ogólnym, a bardziej odpowiadającym kształceniu w średnich szkołach technicznych (zawodowych). Bardzo często jedyną przyczyną takich działań było i jest przyciągnięcie uczniów do szkoły. Drugie zadanie to uporządkowanie sieci tych szkół poprzez wyeliminowanie z niej placówek o niskich efektach kształcenia (do tych liceów przyjmowani są uczniowie praktycznie bez żadnych poważnych wymagań). Owe efekty można ocenić poprzez śledzenie losu absolwentów liceów w szkołach wyższych oraz naturalnie wyniki egzaminu maturalnego, szczególnie zdawanego na poziomie rozszerzonym.

Poza tym obserwując rynek edukacyjny wyraźnie widzimy szkoły, które cieszą się dużą popularnością oraz takie, które mają kłopot z naborem uczniów. Te ostatnie powinny zostać przekształcone w inne typy szkół ponadpodstawowych. Po zakończeniu tegorocznej rekrutacji do szkół średnich warto będzie szczegółowo przeanalizować uczniowskie wybory oraz poddać szczególnej obserwacji te licea ogólnokształcące, które nie dokonają pełnego naboru pomimo tego, że w tym roku o miejsca w szkołach średnich starało się zdecydowanie więcej kandydatów niż w latach poprzednich. Trzeba przypomnieć, że kiedyś licea ogólnokształcące były szkołami dającymi dobre podstawy wiedzy i umiejętności w zakresie kształcenia ogólnego przyszłym studentom. Dzisiaj większość z nich ma z tym spore problemy ...  

Artykuł pochodzi z kategorii: blogi

Jerzy Lackowski