Ilekroć zbliża się jakaś ważna rocznica (np. zakończenia II wojny światowej w Europie) lub święto państwowe, tylekroć "w Polskę" ruszają ankieterzy, których zadaniem jest zorientować się - na zlecenie różnych ośrodków badania opinii publicznej - jaki jest poziom współczesnego patriotyzmu, szczególnie wśród młodych rodaków.

REKLAMA

Jednym z często zadawanych wówczas pytań jest: "czy oddałbyś życie za ojczyznę?", któremu nierzadko towarzyszy dodatek w postaci: "taką, jaką jest teraz?

Z czysto socjologicznego punktu widzenia to uzupełnienie jest nienaukowe, ponieważ w tak postawionym pytaniu wyraźnie zawarta jest sugestia odpowiedzi. W oczywisty sposób oczekuje się bowiem od respondenta słów w rodzaju: "no nie, za taką, jaka jest obecnie, to na pewno nie".

Patriotą się albo jest, albo nie, a więc - jak mawiali starożytni Rzymianie - "tertium non datur", czyli trzeciej możliwości nie ma. I nie ma też najmniejszego znaczenia, kto aktualnie sprawuje władzę w kraju i jaka jest jej forma ustrojowa.

Oburza mnie taka metoda ankietowania, ponieważ patriotą się albo jest, albo nie, a więc - jak mawiali starożytni Rzymianie - "tertium non datur", czyli trzeciej możliwości nie ma. I nie ma też najmniejszego znaczenia, kto aktualnie sprawuje władzę w kraju i jaka jest jej forma ustrojowa. Jedni wolą demokrację, inni rządy silnej ręki, byleby własnej, a nie wyciągniętej zza którejkolwiek z granic.

O te sprawy można się ostro spierać, jak czynili to w okresie II Rzeczypospolitej piłsudczycy, endecy i socjaliści. Czy jednak któremukolwiek z wymienionych obozów politycznych można było zadać pytanie o sens ofiarnej pracy dla Polski i oddania w razie wojennej potrzeby życia za obronę jej suwerenności, jeżeli przy władzy byliby akurat jego ideowi przeciwnicy?

Nie do wyobrażenia jest, aby mający silny instynkt państwowy piłsudczycy odmawiali go endekom lub na odwrót. Oczywiście, mogło się to zdarzać wśród działaczy niższego szczebla, którzy nie decydowali o wielkiej polityce. Z chwilą wkroczenia w nią, zmieniał się jednak ich sposób patrzenia na najważniejsze problemy Ojczyzny, a kto nie potrafił tego zrozumieć, nie był traktowany jako prawy Polak i odpowiedzialny obywatel.

Nie rozumiem dzisiejszych, pożal się Boże, polityków, którzy uważają swoich przeciwników nie za zwykłych rywali, ale za wrogie plemię i w ogóle odmawiają im prawa do nazywania się Polakami

Dlatego zupełnie nie rozumiem dzisiejszych, pożal się Boże, polityków, którzy uważają swoich przeciwników nie za zwykłych rywali, ale za wrogie plemię i w ogóle odmawiają im prawa do nazywania się Polakami. Mam jednak nadzieję, że jest to tylko wyborcza retoryka, aczkolwiek dawno przekroczyła już ona granice dopuszczalne w rzeczowej dyskusji.

Może jestem naiwny, ale wierzę, że chociaż "są w ojczyźnie rachunki krzywd", to w razie zagrożenia bytu państwowego Rzeczypospolitej "krwi nie odmówi nikt". Jeżeli kocha się naprawdę swoją Ojczyznę (tak właśnie pisaną: przez "O", a nie przez "o"), w momencie dziejowej próby liczy się tylko ona. I dla niej warto złożyć ofiarę życia, aczkolwiek lepiej jest, oczywiście, aby taką ofiarę złożyli dla swojej ci, z którymi przychodzi nam się aktualnie ścierać na bitewnym polu.