Ten, kogo z pełnym przekonaniem nazywam przyjacielem, po prostu nim jest i nie trzeba nic dodawać.

REKLAMA

W tym znakomicie opisanym przez Arystotelesa w VIII księdze "Etyki Nikomachejskiej" pojęciu zawiera się już z definicji określenie dobry, którego nie musimy powtarzać, aby nie popełniać błędu językowego zwanego pleonazmem.

Tak samo nie ma potrzeby mówienia (pisania) o prawdziwym stole lub prawdziwym mężczyźnie. Dany przedmiot albo jest bowiem stołem, albo nim nie jest, podobnie jak człowiek to albo mężczyzna, albo kobieta (pomijam problem transwestytyzmu), chociaż w tych przypadkach można dodawać wartościujące przymiotniki.

Nie ma natomiast ani dobrych, ani złych przyjaciół. Możemy się najwyżej - co pięknie opisał Sokrates - pomylić co do ludzi i wziąć nieprzyjaciół za przyjaciół lub na odwrót. Kryterium prawidłowej oceny człowieka stanowi zawsze jego postępowanie, ponieważ - jak słusznie zauważył ateński mędrzec - przyjacielem należy nazwać tego, kto jest nim naprawdę, a nie tego, kto tylko mówi, że nim jest.

Bardzo więc proszę czytelników powyższego tekstu, aby nie używali więcej określenia "dobry przyjaciel", bo jest to taki sam błąd, jak przysłowiowe "masło maślane".