Od czasu triumfalnego pochodu przez ekrany polskich kin filmu Władysława Pasikowskiego pt. „Jack Strong” przedstawiającego w równie atrakcyjny jak wierny prawdzie historycznej sposób losy pułkownika Ryszarda Kuklińskiego zastanawiam się nad tym, czy jakaś szkoła średnia zdecyduje się w nieodległej przyszłości przyjąć jednego z największych bohaterów drugiej połowy XX wieku jako swojego patrona.

REKLAMA

Film o "pierwszym polskim oficerze w NATO" poruszył sporą część rodaków, zwłaszcza młodych, którzy do tej pory nie wiedzieli o płk. Kuklińskim prawie nic. Konsultujący scenariusz "Jacka Stronga" z osobami posiadającymi największą wiedzę o tym dzielnym oficerze (były doradca prezydenta Jimmy´ego Cartera do spraw bezpieczeństwa narodowego USA profesor Zbigniew Brzeziński, były ambasador RP w Waszyngtonie Jerzy Koźmiński oraz wysocy funkcjami w latach 70. i 80. oficerowie CIA) Pasikowski nie krył jednoznacznie pozytywnego stosunku do niego.

Kilka miesięcy temu ukazała się obszerna książka Sławomira Cenckiewicza pt. "Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów", z której wyłania się podobny obraz człowieka samotnie i skutecznie rzucającego wyzwanie "imperium zła". Jeżeli dodać identyczną w wymowie, opartą na suchych faktach oraz na kwerendzie w archiwum CIA, a obecną na polskim rynku wydawniczym już od dawna pozycję Benjamina Weisera pt. "Ryszard Kukliński. Życie ściśle tajne", to mamy komplet dzieł opisujących i zarazem oceniających historyczną rolę ich bohatera.

Oczywiście do wyobraźni młodego człowieka, który może mieć problem z przebrnięciem przez przywołane wyżej książki z pewnością bardziej przemawia film, który przedstawia jednak tę samą prawdę o płk. Kuklińskim. Wprawdzie od wielu lat próbują ją zacierać lub ordynarnie fałszować ludzie o mentalności trwale ukształtowanej przez peerelowski reżim, ale on sam zwykł był mawiać, że atakując go i przypisując mu inne niż miał w rzeczywistości motywacje rozpaczliwie bronią swoich życiorysów skalanych zaprzedaniem się Sowietom do samego końca ich wojskowych i politycznych karier. Niektórzy z nich uaktywnili się w mediach przy okazji 10. rocznicy śmierci pułkownika i towarzyszącej mu premiery "Jacka Stronga", ale zdecydowanie przegrali i z filmem, i z niesioną przez niego prawdą.

Jako były reprezentant prasowy płk. Kuklińskiego w Kraju nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest on idealnym kandydatem na patrona któregoś z polskich liceów (bo chyba raczej nie gimnazjów), a po lekturze naukowych opracowań Cenckiewicza i Weisera w podobny sposób powinni o nim myśleć również wychowawcy młodzieży. To piękny przykład człowieka nie wahającego się zaryzykować w imię honoru oficerskiego oraz wierności narodowym imponderabiliom życie własne i najbliższej rodziny dla storpedowania kremlowskich zamiarów wywołania III wojny światowej, a także dla zrzucenia sowieckiego jarzma niewoli z ukochanej Ojczyzny.

Rzucam więc ten pomysł z nadzieją na rozpoczęcie merytorycznej i patriotycznej dyskusji, którą oby zwieńczyła decyzja o nadaniu imienia pułkownika Ryszarda Kuklińskiego jednej (a może więcej) polskich szkół.