To pytanie jest w pełni zasadne, ponieważ totalna opozycja popadła ostatnio w poważne tarapaty, a coraz większe różnice między jej poszczególnymi ugrupowaniami podważają wiarę w wypracowanie przez nie jednolitego stanowiska w jakiejkolwiek sprawie. Do tego dochodzą niesnaski personalne, a te zawsze odgrywały w polskiej polityce ogromną rolę.

REKLAMA

Wszystkie sondaże wykazują kaskadowo spadające poparcie dla Grzegorza Schetyny, który jeszcze rok temu wydawał się niekwestionowanym liderem całego obozu antyrządowego. Teraz jego pozycja jest tak słaba, że nie ma mowy o skutecznym kierowaniu przezeń nie tylko Koalicją Obywatelską, ale nawet własną partią, w której jedni marzą o triumfalnym powrocie Donalda Tuska, a inni dyskretnie rozglądają się za jakimś delfinem, który mógłby zastąpić obecnego szefa.

Nowoczesnej praktycznie nie ma już od dawna, Platforma Obywatelska nie może więc być jej partnerem, czego zresztą nigdy na serio nie planowała zadawalając się przejmowaniem masy upadłościowej po tym ugrupowaniu przy akompaniamencie równie głośnych jak nieszczerych deklaracji o budowaniu z nim koalicji.

Lewicowy plankton też przestał istnieć: Teraz Ryszarda Petru wywołuje jedynie śmiech, Razem Adriana Zandberga jest tworem wyłącznie medialnym, Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej nie budzi żadnych skojarzeń.

Polskie Stronnictwo Ludowe marzy co najwyżej o przekroczeniu progu wyborczego, chociaż Władysław Kosiniak-Kamysz na dobre usadowił się na pozycji kandydata na przywódcę całej opozycji, co musi szokować kierownictwo PO, które nadal traktuje dawnego koalicjanta protekcjonalnie.

Sojusz Lewicy Demokratycznej nieustannie przeżywa zagrażające jego jedności problemy wewnętrzne, a każda frakcja błagalnie patrzy w kierunku Aleksandra Kwaśniewskiego, aby poparł właśnie ją przeciw innym. Niegdysiejszy "Mesjasz lewicy" nie wydaje się jednak zainteresowany powrotem do bieżącej polityki, wystarcza mu wygodna rola nie ponoszącego żadnej odpowiedzialności komentatora.

W tej sytuacji Zjednoczona Prawica może dosyć optymistycznie patrzeć w przyszłość, nawet jeżeli zdarza się jej popełniać istotne błędy. Gdyby polska scena polityczna wyglądała u progu 2019 roku inaczej, czyli opozycja deptałaby po nogach rządowi, Jarosław Kaczyński miałby spore problemy. Na razie może spać w miarę spokojnie, co nie oznacza jednak, że wolno mu spocząć na laurach, bo to jest zabójcze dla każdego przywódcy.