Koniec roku upłynął w polskich górach nie tylko w oczekiwaniu na śnieg (w końcu spadł), ale także pod znakiem kolejnych przypadków kompletnej nieodpowiedzialności turystów, którzy postanowili wejść na jeden z najwyższych polskich szczytów, jakim jest nie leżąca wprawdzie w Tatrach, ale równie jako ona groźna zimą Babia Góra (1725 m npm).

REKLAMA

Członkowie Beskidzkiej Grupy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego nie mieli spokoju w okresie świąteczno-noworocznym, ponieważ pozbawieni wyobraźni amatorzy mocnych wrażeń szli jedni po drugich w kierunku owego szczytu, nie biorąc pod uwagę ani ostrzeżeń meteorologów, ani też smutnych doświadczeń tych, którzy ledwo uszli stamtąd z życiem niewiele wcześniej. Zawsze zastanawia mnie beztroska i niefrasobliwość ludzi, którzy nie zdając sobie sprawy z tego, że wyjście na oblodzoną Babią Górę, zwłaszcza Akademicką Percią, jest równie niebezpieczne jak głupie - nawet jeżeli nie ma zbyt wiele śniegu, temperatura jest bliska zeru, a słońce pięknie świeci - wyruszają z Markowych Szczawin bądź z bardziej odległej przełęczy Krowiarki, aby pochwalić się zimowym zdobyciem Babiej Góry.

Kiedy czytam o akcjach ratunkowych pod najwyższym szczytem Beskidu Żywieckiego, nieodmiennie myślę o potrzebie wprowadzenia wreszcie w Polsce obowiązkowego ubezpieczenia dla turystów i narciarzy, które mogłoby nieco ostudzić ich brawurę. Takie rozwiązanie zastosowano w krajach alpejskich i znakomicie się sprawdza. Każdy, kto chce zaryzykować zejście ze szlaku bądź jazdę poza nartostradami, albo też nie zastosuje się do wprowadzanego na nich z uwagi na niekorzystne warunki atmosferyczne zakazu poruszania się tamże, musi zapłacić ogromną kwotę za uratowanie mu życia. Ubezpieczenie dotyczy bowiem wyłącznie osób, które stosują się do ściśle określonych reguł.

Sądzę, że nadszedł już czas na przyjęcie podobnej regulacji w Polsce, bo chociaż nie mamy bardzo wysokich gór, to jednak i w Tatrach, i w Beskidach, i w Sudetach, i w Bieszczadach też można pobłądzić we mgle lub poślizgnąć się na oblodzonym bądź mokrym kamieniu, przewrócić na nartach, doprowadzając do sporego nieszczęścia.