Znikają ślady po „Barcelonie”

Sobota, 22 kwietnia 2017 (15:36)

Któremu krakowskiemu studentowi z lat 60., 70. i początku 80. ubiegłego wieku, a zwłaszcza pobierającemu nauki na Uniwersytecie Jagiellońskim, nie zadrży serce i nie napłynie fala wspomnień na dźwięk słowa Barcelona. Bynajmniej nie chodzi ani o stolicę Katalonii, ani o słynny klub sportowy, ale o nie istniejący już od dawna legendarny baru u zbiegu ulic Piłsudskiego i Straszewskiego, na wprost Collegium Novum UJ.

Do niego przychodziło się między wykładami a ćwiczeniami przedyskutować najważniejsze problemy począwszy od metafizyki, poprzez bieżącą politykę oraz najnowsze trendy kulturowe, a skończywszy na omówieniu wyników ostatnich meczów piłkarzy Cracovii i Wisły, w nim zawierało się znajomości i utrwalało przyjaźnie na całe życie, tam rozkwitała młodzieńcza miłość, a pierwszoroczniakom zdradzano najlepsze sposoby na zdanie egzaminów u wymagających wykładowców.

Skoro przywołałem Cracovię, to warto wiedzieć, że "Barcelona" była przed I wojną światową popularną, aczkolwiek mało wykwintną restauracją należącą do ojca wybitnego zawodnika tego klubu i znanego prawnika doktora Józefa Lustgartena. Już wtedy upodobała ją sobie młódź akademicka, do której dołączali także profesorowie, aby wypić halbę piwa i wysłuchać wierszy oraz pieśni (nie zawsze przyzwoitych) w wykonaniu żaków. Ceny nie odstraszały, a sąsiedztwo Alma Mater dodawało splendoru.

Ten charakter zachowała "Barcelona" również w późniejszych latach, a kiedy zniknęła pod koniec XX wieku z gastronomicznej mapy Krakowa, przypominał o niej namalowany na ścianie stojącej obok pustego miejsca kamienicy wiersz jej stałego bywalca w latach młodości, poety Adam Ziemianina, który znakomicie uchwycił specyfikę kultowego dla wielu studenckich pokoleń baru:

Obudziłem się nagle w "Barcelonie"

pan Jasio nerwowo

roznosił piwo

jak zwykle nie wydając reszty

Galaretka wieprzowa

trzęsła się ze strachu

gdy przy drugim stoliku

usiadł donosiciel

Wojtek Bellon

wciąż chciał

wyjechać z "Barcelony"

w góry

lecz coś go trzymało

Potem przyszedł

Andrzej z Musiałem i Jurkiem Gizelą

uśmiechali się stypendialnie

Wtedy jeszcze mieliśmy

paszporty do młodości

takie radosne



Niestety, to już tylko piękne wspomnienia, ponieważ na miejscu "Barcelony" szybko pnie się w górę nowy budynek - typowa "plomba".

No cóż, nic nie trwa wiecznie, ale są rzeczy, sprawy i miejsca, które na długo pozostają we wdzięcznej pamięci. Tak będzie na pewno z  krakowską "Barceloną".

Artykuł pochodzi z kategorii: Jerzy Bukowski - komentarze

Jerzy Bukowski