"Wyzwolenie", które nie było wyzwoleniem

Środa, 14 stycznia 2015 (09:55)

Od ponad 20 lat dostaję od kolejnych prezydentów Krakowa zaproszenie na uroczyste, chociaż skromne obchody...No właśnie, czego?

            Chodzi o datę 18 stycznia 1945 roku, kiedy to do podwawelskiego grodu wkroczyła Armia Czerwona. Przez cały okres PRL nazywano to wydarzenie wyzwoleniem, co było oczywistym fałszem historycznym, ponieważ Sowieci przegnali wprawdzie Niemców, ale potem sami zaczęli rządzić Polską, oczywiście przy pomocy rodzimych zdrajców. Nie było więc przywrócenia status quo ante bellum, co w cywilizowanym świecie oznacza prawdziwe wyzwolenie i przywrócenie danemu krajowi niepodległości przez sojusznicze armie.

            Nie było także żadnego "manewru, który ocalił Kraków", jakim peerelowska propaganda karmiła nas przez pół wieku, wspomagające się książką, filmem i licznymi, kłamliwymi publikacjami. Historycy wykazali bowiem, że kluczową rolę w zniszczeniu instalacji mających spowodować wysadzenie przez Niemców w powietrze najcenniejszych zabytków dawnej stolicy Rzeczypospolitej odegrały miejscowe oddziały Armii Krajowej, a Wehrmacht szybko wycofał się na Zachód. Niewielkie starcia toczyły się jedynie na peryferiach Krakowa.

            Z początkiem lat 90. byłem jedną z tych osób, która głośno i stanowczo protestowała przeciw obu opisanym wyżej nadużyciom historycznym. Wspólnie z krakowskimi kombatantami AK i historykami z Uniwersytetu Jagiellońskiego zorganizowaliśmy wtedy sesję naukową, w trakcie której przedstawiony został prawdziwy obraz wydarzeń ze stycznia 1945 roku.

            Mimo to reprezentujący już nowe, postsolidarnościowe formacje polityczne prezydenci Krakowa nadal organizowali rocznicowe obchody pod hasłem "wyzwolenia", chociaż trzeba też przyznać, że robili to na bardzo małą skalę, co oburzało licznych jeszcze i aktywnych członków Związku Bojowników o Wolność i Demokrację przekształconego dla niepoznaki w Związek Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, dla których była to bardzo ważna data.

            Dopiero od kilku lat doskonale znający historię, a wywodzący się z Sojuszu Lewicy Demokratycznej prezydent profesor Jacek Majchrowski zmienił formułę ceremonii odbywającej się na cmentarzu Rakowickim. W wysyłanym przez niego zaproszeniu jest mowa o "wyzwoleniu Krakowa spod okupacji niemieckiej", co jest w pełni zgodne z prawdą. Przychodzi zaś na tę uroczystość z własnej woli niewiele osób, głównie związanych z minionym ustrojem, a z obowiązku przedstawiciele placówek konsularnych.

            Dobrze się stało, że propagowane przez 50 lat kłamstwo historyczne nie zatruwa już umysłów krakowian.

Artykuł pochodzi z kategorii: Jerzy Bukowski - Felietony

Jerzy Bukowski