Marginalizacja Gowina

Środa, 6 listopada 2013 (08:05)

Prognozowałem w kilku tekstach, że niechybnie ona nastąpi, ale nie podejrzewałem, iż tak szybko, można by rzec: lawinowo.

Były członek Platformy Obywatelskiej i były minister sprawiedliwości z jej ramienia Jarosław Gowin niknie w oczach. Z dnia na dzień jest go mniej w mediach (chociaż rozpaczliwie stara się skupiać na sobie ich uwagę), coraz częściej pozwalają sobie natomiast na ironiczne, a nawet złośliwe komentarze na jego temat politycy i to ze wszystkich stron sceny publicznej.

Kompletnie pozbawiony charyzmy i zaplecza tak intelektualnego, jak organizacyjnego bezbarwny Gowin usiłuje jednak nadal grać rolę poważnego i zatroskanego o los Polski męża stanu, nie zdając sobie sprawy ze swojej śmieszności, którą wytykano mu już latem, kiedy z dumnie uniesioną głową, ale na bosaka (co miało świadczyć o luzie, a prowokowało jedynie do kpin) rozdawał wczasowiczom ulotki mające przekonać ich o tym, że byłby wspaniałym przewodniczącym PO, chociaż to nie oni przecież mieli go wybierać.

Ujawniane przez niego wówczas ambicje sięgały zresztą znacznie wyżej: widział siebie w roli przyszłego premiera, a może nawet prezydenta Rzeczypospolitej i do tych funkcji dopasowywał gestykulację, miny, słowa. Na innych polityków, w tym swoich kolegów partyjnych, patrzył z góry z ledwie skrywanym niesmakiem i pogardą, bo przecież nie dorastali mu do pięt. W wystąpieniach publicznych i w wypowiedziach dla mediów przyjmował na przemian pozę moralisty oraz kaznodziei wiedzącego wszystko lepiej, a jedyne, co go dziwiło, to brak wyraźnych oznak hołdu ze strony wszystkich rodaków.

Niepomny smutnego losu wielu polityków, którzy wychodząc ze swoich ugrupowań naiwnie wierzyli (lub udawali tę wiarę), że to właśnie oni zbudują trzecią siłę pomiędzy Platformą a Prawem i Sprawiedliwością, wydawał się być pewnym sukcesu, chociaż nie przystąpił do konstrukcji żadnej nowej partii. W dodatku jedynych sojuszników zaczął upatrywać w tak efemerycznym bycie jak Polska jest Najważniejsza, co musiało zrazić do niego nawet potencjalnych sojuszników z kręgu konserwatywnych liberałów.

Rozdęte ego nie pozwala mu dostrzec absurdalności takich zachowań, o czym dobitnie świadczy wystosowany przezeń ostatnio napuszony i wypruty z jakiejkolwiek treści list do członków PO. Udzielony w podobnym duchu wywiad dla "Rzeczypospolitej" zawiera stek bezbarwnych komunałów, zza których przeziera coraz rzadziej skrywana pretensja do całego świata politycznego (ze szczególnym uwzględnieniem Donalda Tuska), że nie umie docenić tak wybitnego intelektualisty, który postanowił zstąpić z filozoficznych wyżyn na ojczystą ziemię, by użyźnić ją swym słowem, wesprzeć czynem i poprowadzić polski lud ku świetlanej przyszłości.

Ciekawe, czy i kiedy nastąpi bolesne przebudzenie Jarosława Gowina.

Artykuł pochodzi z kategorii: Jerzy Bukowski - Felietony

Jerzy Bukowski