Jeżeli ktoś przez wiele lat świadomie, dobrowolnie i aktywnie działał w bandzie prześladującej oraz represjonującej współobywateli, to nie powinien się dziwić, kiedy - nawet po wielu latach - dosięga go wreszcie sprawiedliwość i odbiera mu się pewną część zagrabionych przezeń dawniej łupów. Zamiast narzekać na swój los niech się cieszy, że nie trafia do więzienia.

zdj. ilustracyjne /Michał Dukaczewski /Archiwum RMF FM

Taką bandą były cywilne i wojskowe służby specjalne w Polsce Ludowej. Skoro zostały już jednoznacznie ocenione w sferze moralnej i politycznej, najwyższy czas dokonać rozliczenia również w dziedzinie materialnej. A w tej jedyną możliwością jest obniżenie emerytur i rent ich byłym funkcjonariuszom.

Należało załatwić to zaraz po 1989 roku, ale władzę przejęli wtedy politycy, którzy w ramach umowy zawartej z komunistami przy Okrągłym Stole zapewnili ludziom poprzedniej władzy bezpieczeństwo socjalne oraz gładkie wejście w nową rzeczywistość, a generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka uznali za ludzi honoru.

Dobrze więc, że rząd Beaty Szydło postanowił nadrobić karygodne zaległości i wymierzyć sprawiedliwość katom. Nie zwróci się w ten sposób życia, zdrowia, lat spędzonych w więzieniu, czy przerwanej kariery naukowej ich ofiarom, ważna jest jednak satysfakcja, że wskazano i chociaż częściowo rozliczono zdrajców polskiej racji stanu.

Każdy, kto w jakikolwiek sposób przykładał rękę do utrwalania komunistycznego reżimu w epoce PRL, winien być napiętnowany i ukarany. Jeżeli godził się bowiem służyć w formacjach, które za cel stawiały sobie zniewalanie rodaków, to znaczy że był człowiekiem do cna zaprzedanym ekipie zniewalającej Polskę w imię imperialnych interesów Kremla.

Obniżenie emerytur i rent jest najniższym możliwym wymiarem kary dla tych, którzy przez pół wieku prześladowali ludzi wiernych narodowym imponderabiliom.