"Dobry film wczoraj widziałem. A momenty były?" - taką sekwencją zdań zaczynał się kultowy dziś program "Kulisy Srebrnego Ekranu" Mariana Kociniaka i Andrzeja Zaorskiego w "Powtórce z rozrywki", w radiowej Trójce.

Wczoraj też widziałem film, momenty też były. Film "Ziarno prawdy" Borysa Lankosza. Stanowi on ekranizację literackiej twórczości Zygmunta Miłoszewskiego, a dotyczącej śledczej działalności fikcyjnej postaci prokuratora Szackiego, Teodora Szackiego. Film od strony kryminalnego pomysłu, zaskakującego zakończenia, gry aktorskiej i ścieżki dźwiękowej bardzo ciekawy. Niestety całkowicie oderwany jest od rzeczywistości - tej prokuratorskiej rzeczywistości.

Prokurator Teodor Szacki prowadzi w Sandomierzu śledztwo w sprawie zabójstwa lokalnej działaczki społecznej. W przeciwieństwie do polskich prokuratorów, którzy wydają zarządzenia, postanowienia, powołują zza biurka biegłych, zlecają większość czynności policji, Teodor Szacki jest wszędzie.

Przesłuchuje świadków, a w zasadzie ich rozpytuje nie sporządzając protokołu, w kawiarniach, na ulicy, w domach czy też w kościele. Tu po raz pierwszy zacząłem się bać o naszego bohatera, albowiem kilku prokuratorów spotykających się ze świadkami w ich mieszkaniach, skończyło z dyscyplinarkami.

Moje obawy wzrosły, gdy zobaczyłem jak prokurator Szacki ruga na schodach urzędu biegłego, którego wcześniej wyszukał w internecie.

Całkowicie natomiast przejąłem się, gdy panią, którą wcześniej wykorzystał w łóżku (to te "momenty"), następnie wykorzystuje jako biegłą w nazwijmy to, eksperymencie procesowym podczas oględzin podziemnych lochów Sandomierza. Przejąłem się, gdyż oględziny te bez kryminalistycznego, procesowego, oraz operacyjnego zabezpieczenia i utrwalenia, podczas których biegła omal nie ginie, mogą doprowadzić Teodora Szackiego na ławę oskarżonych, gdzie zarzucono by mu urzędnicze niedopełnienie obowiązków.

Odłóżmy jednak te obawy. Prokurator Teodor Szacki na pewno sobie poradzi. Wszak jest profesjonalistą. Nic go nie ogranicza, w szczególności żadna tam procedura karna. Sam decyduje, grożąc podejrzanemu, czy zastosuje wobec niego zatrzymanie na 48 godzin czy areszt.

W innej scenie filmu nie jawi się jednak jako zwolennik aresztu, albowiem na pytanie doświadczonego funkcjonariusza policji o osobę podejrzanego: "Dlaczego go nie zamknąłeś, przecież jest winny" Teodor Szacki odpowiada: "Wiem, że jest winny, ale gdyby był w areszcie, to by nic nie powiedział". W sprawie o zabójstwo to bardzo odważnie, no ale przynajmniej wiemy, że nie jest zwolennikiem aresztu wydobywczego.  

Ma dobry kontakt z mediami. Zapewne za zgodą przełożonego i pewnie korzystając z choroby rzecznika prasowego sam udziela wywiadów i organizuje konferencje prasowe. Jak każdy śledczy w Prokuraturze Rejonowej urzęduje w obszernym gabinecie z niezłym oprzyrządowaniem technicznym.

Podsumowując, filmowy obraz prokuratora Teodora Szackiego to też obraz prokuratury, ale w tym obrazie jest tylko ziarno prawdy o pracy prokuratorskiej.