Głównym problemem w relacjach polsko-ukraińskich jest ludobójstwo, które na Polakach i obywatelach polskich innych narodowości dokonali członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej oraz SS Galizien i innych ukraińskich formacji na służbie Adolfa Hitlera. Sprawa ta była przemilczana w czasach PRL-u. Jest ona przemilczana również i dzisiaj, głównie ze względu na tzw. poprawność polityczną.

REKLAMA

Wydawało się, że wizyta prezydenta Ukrainy Petro Poroszenki w naszym kraju będzie krokiem w kierunku rozwiązania tego istotnego problemu. Tym bardziej, że Polska jak tylko może wspiera przemiany na Ukrainie. Niestety Petro Poroszenko, przemawiając w polskim Sejmie nie miał odwagi nazwać straszliwej zbrodni po imieniu. Użył jedynie określenia "tragedia wołyńska". Jest ono fałszywe. Po pierwsze, nie "tragedia", ale ludobójstwo. Po drugie nie "wołyńska", bo Polacy, Żydzi, Czesi, Ormianie i sprawiedliwi Ukraińcy - ratujący swoich sąsiadów, ginęli z rąk banderowców nie tylko na Wołyniu, ale i w Małopolsce Wschodniej oraz na Lubelszczyźnie. Nie miał też odwagi powiedzieć, kim byli sprawcy owej zbrodni. W wypadku Petro Poroszenki takie działanie jest tym bardziej znamienne, bo jako prezydent próbuje on gloryfikować zbrodniarzy. Dla przykładu, dzień 14 października ustanowił świętem narodowym, choć wiedział bardzo dobrze, że tę datę mieszkańcy Ukrainy zachodniej, obchodzą jako datę utworzenia UPA.

W przemówieniu prezydenckim w Sejmie RP padły słowa "Ważne jest poszukiwanie prawdy historycznej. Wzywam Polaków i Ukraińców, by uszanować tych, którzy zginęli na naszych ziemiach. Oni muszą zostać godnie pochowani, ale nie powinno się uprawiać polityki na grobach. Nasze relacje oparte są na prawdzie i wzajemnym zrozumieniu." Niestety prezydent Poroszenko sam sobie zaprzeczył. Prawdy jak widać powiedzieć nie chce, a kości pomordowanych nadal tkwią w "dołach śmierci", bez pochówku i upamiętnienia, a nacjonaliści ukraińscy uprawiają nad tymi ludzkimi szczątkami swoją politykę, gloryfikującą UPA i Stepana Banderę. W tym kontekście mało szczerze zabrzmiały cytaty z wypowiedzi św. Jana Pawła II i z listu biskupów polskich do biskupów niemieckich. Tym bardziej, że Niemcy po II wojnie światowej uczynili rachunek z hitlerowskich zbrodni, a Ukraińcy pomimo 23 lat swej niepodległości takiego rachunku ze zbrodni banderowskich uczynić wciąż nie chcą.

Ukraiński prezydent nie dokonał przełomu również w czasie wczorajszej wizyty w Lublinie. Nie spotkał się z rodzinami pomordowanych przez UPA i nie zapalił zniczy na masowych mogiłach, których na Lubelszczyźnie, głównie w okolicach Tomaszowa Lubelskiego, Chełma i Hrubieszowa, jest bardzo wiele. Generalnie uciekał od tematu jak tylko mógł, chowając się za eufemizmami i pół-prawdami. Oczywiście Petro Poroszenko, oligarcha i handlowiec, intelektualistą nie jest. Jadąc jednak do Polski, głównie po broń i pieniądze, miał on szansę na przełamanie impasu w sprawie polsko-ukraińskiego pojednania. Szansę tę jednak zmarnował.