Zakałapućkana miszkulancja, czyli Szczepcio i Tońcio po nowemu

Czwartek, 16 sierpnia 2018 (15:28)

Bohaterowie mają nazywać się Bohdan i Myroslaw, a mówić i śpiewać będą nie po polsku, ale - uwaga! - po ukraińsku. To tak jakby bohaterowie filmu "Pan Tadeusz" mówili w swoich domach po litewsku, a polscy rycerze z "Krzyżaków" po niemiecku. No cóż, gdyby żyli Kazimierz Wajda i Henryk Vogelfänger to o tej "zakałapućkanej miszkulancji" napisaliby niejeden tekst.

W okresie międzywojennym mało kto nie znał Szczepcia i Tońcia ze Lwowa! Nawet moja babcia, rodowita krakowianka, opowiadała mi, że gdy w latach 30. zbliżała się godzina emisji radiowego programu "Wesoła Lwowska Fala", to zamierało życie towarzyskie i kto żyw podążał do "zielonego oka", czyli do radioodbiornika. A ci, co go nie mieli, udawali się do swoich sąsiadów lub znajomych, z którymi w czasie emisji zaśmiewali się do łez. Nazajutrz, czy to w tramwaju, czy w biurze, komentowano skecze i piosenki z tej audycji.

Głównymi bohaterami programu był duet "batiarów", czyli "ludzi ulicy" - Kazimierz Wajda, ps. "Szczepcio", i Henryk Vogelfänger, ps. "Tońcio". W rzeczywistości byli to członkowie inteligencji lwowskiej, pierwszy z nich był absolwentem Politechniki Lwowskiej, drugi doktorem praw i właścicielem kancelarii adwokackiej, pochodzącym ze spolonizowanej rodziny żydowskiej. Oprócz nich występowała słynna Włada Majewska oraz cała plejada aktorów, piosenkarzy i parodystów. Założycielem zespołu i autorem większości tekstów był Wiktor Budzyński, prawnik i radiowiec, rodem ze Lwowa.

Urok audycji polegał na niepowtarzalnym humorze lwowskim oraz, co szczególnie podkreślali Polacy z innych stron, na bałaku, w którym swoje teksty mówili aktorzy. Tutaj wyjaśnię, zwłaszcza młodszym, że bałak to polska gwara, którą posługiwali się mieszkańcy Lwowa, a w której pełno było naleciałości z języków niemieckiego, rusińskiego (ukraińskiego) i żydowskiego (jidysz). Nie brakowało też słów czeskich czy węgierskich, gdyż stolica Galicji przez prawie 150 lat był częścią wielonarodowościowej monarchii habsburskiej. Do tego wszystkiego, dochodził specyficzny, śpiewny akcent.

Szczepcio i Tońcio byli tak popularni, że ich audycje biły wszelkie rekordy słuchalności. Prawie 6 milionów słuchaczy. Na bazie tych programów zrealizowano trzy filmy fabularne: "Włóczęgi", "Będzie lepiej" i niezachowane do czasów obecnych "Serce batiara".  W pierwszym z tych filmów główni bohaterowie wykonali piosenkę pt. "Lwów jest jeden na świecie", popularnie nazywaną "Tylko we Lwowie" (muzyka Henryk Wars, słowa Emanuel Schlechter). Do dziś jest ona nieformalnym hymnem lwowiaków i ich potomków rozsypanych po całym świecie.

Wspaniałą historię "Wesołej Fali" przerwała druga wojna światowa. Całemu zespołowi udało się przekroczyć we wrześniu 1939 roku granicę polsko-rumuńską. Jedynie Emanuel Schlechter pozostał we Lwowie, ginąc wraz z całą rodziną w tamtejszym getcie. Pozostali grali i śpiewali dla żołnierzy polskich w Rumunii i Francji, a następnie w Londynie i wielu innych miejscach na szlaku bojowym Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Po wojnie Kazimierz Wajda przyjechał do Warszawy, gdzie dalej pracował jako radiowiec. Pochowany został w Krakowie. Wiktor Budzyński i Henryk Vogelfänger (pod nazwiskiem Henry Barker) pozostali w Londynie, a Henryk Wars wyjechał do Los Angeles, gdzie kontynuował swoją karierę, pisząc muzykę do filmów amerykańskich.

W samym Lwowie, nie licząc działalności tamtejszych polskich zespołów artystycznych, pamięć o Szczepciu i Tońciu zaginęła. W sposób bardzo nieudolny próbuje ją wskrzesić kinematografia ukraińska, przygotowując w tym roku swoistego rodzaju remake wspomnianej polskiej komedii "Włóczędzy". Bohaterowie mają nazywać się Bohdan i Myroslaw, a mówić i śpiewać będą nie po polsku, ale - uwaga! - po ukraińsku. To tak jakby bohaterowie filmu "Pan Tadeusz" mówili w swoich domach po litewsku, a polscy rycerze z "Krzyżaków" po niemiecku. Na ten film, który ma mieć premierę także w Polsce, poszły ogromne środki finansowe z państwowego budżetu. No cóż, gdyby żyli Kazimierz Wajda i Henryk Vogelfänger to o tej "zakałapućkanej miszkulancji" napisaliby niejeden tekst. Ech, "I szkoda gadania, bo co chcesz, to mów. Ni ma jak Lwów!"

 

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - felietony

Tadeusz Isakowicz-Zaleski