Rodzi się zasadnicze pytanie, czy pan prezydent zdobędzie się na odwagę i w obecności władz Ukrainy powie wreszcie prawdę o ludobójstwie Polaków i jego ukraińskich sprawcach, czy też ucieknie, jak w poprzednich latach, w kierunku eufemizmów oraz pokrętnych określeń typu „tragiczne wydarzenia, „bratobójczy konflikt” czy „druga wojna polsko-ukraińska”? Czy upomni się też o pochówek ofiar, z których większość do dziś nie ma swoich grobów? Od tego będzie zależała nie tylko jego druga kadencja, ale i honor Polski, której obecnie rządzący obóz obiecywał „powstanie z kolan”.

Andrzej Duda /Radek Pietruszka /PAP

Dostałem informację od jednej z polskich organizacji na dawnych Kresach Wschodnich RP, że prezydent Andrzej Duda w najbliższa niedzielę wybiera się do katedry łacińskiej w Łucku na Wołyniu. W świątyni tej, jak co roku w drugą niedzielę lipca, ma tam być odprawiona msza św. za ofiary "Krwawej Niedzieli", która była apogeum ukraińskiego ludobójstwa Polaków. Nabożeństwo będą sprawować wszyscy rzymskokatoliccy biskupi z Ukrainy, pod przewodnictwem arcybiskupa lwowskiego Mieczysława Mokrzyckiego., niezłomnego obrońcy prawdy. Nie wiadomo jednak, czy dołączą do nich biskupi greckokatoliccy oraz unicki arcybiskup większy Światosław Szewczuk i nuncjusz papieski Claudio Gugerotti z Kijowa, gdyż w ukraińskim Kościele katolickim są w kwestii, mówiąc delikatnie, rozbieżności. Inaczej bowiem było za papieży Jana Pawła II i Benedykta XVI, a inaczej jest, niestety, za papieża Franciszka. Ale to sprawa na osobny felieton.


Gdy piszę ten tekst, na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta RP jest tylko krótka notatka o planowanej wizycie na Ukrainę. Nawiasem mówiąc, słowo "ludobójstwo" zostało jednak zastąpione określeniem "zbrodni wołyńskiej". Ach, ta poprawność polityczna. Nie ma przy tym zaproszenia dla krewnych pomordowanych. Nie ma też wiadomości o udziale pana prezydenta w jakiejkolwiek uroczystości przygotowanej przez rodziny ofiar Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Chodzi szczególnie o główną uroczystość społeczną, która także w niedzielę 8 lipca o godz. 12.0 odbędzie się pod Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Po uroczystej zmianie wart i po odczytaniu Apelu Pomordowanych ma rozpocząć się Marsz Pamięci, który przez Krakowskie Przedmieście i stare Miasto przejdzie do katedry polowej przy ul. Długiej. Marsz jest apolityczny i dlatego też odbędzie się bez żadnych emblematów partyjnych. Więcej informacji o tym wydarzeniu pod linkiem. Z kolei harmonogram upamiętnień w innych miejscowościach jest dostępny tutaj. 

Nie ma co ukrywać, że do prezydenckiej decyzji o wyjeździe na Wołyń przyczyniła się w dużym stopniu ogromna presja Kresowian i ich potomków oraz wielu organizacji i środowisk, które mają już dość chwiejnej postawy i tzw. taktycznych uników w sprawie prawdy i pamięci o ludobójstwie na Kresach Wschodnich. Poza tym, na jesień rozpocznie się seria kampanii wyborczych. Najpierw do samorządów, a w następnych miesiącach do Parlamentu Europejskiego oraz Sejmu i Senatu RP. W 2020 roku także na urząd prezydencki. 

Rodzi się w tym miejscu zasadnicze pytanie: czy prezydent Andrzej Duda zdobędzie się na odwagę i w obecności władz Ukrainy powie wreszcie pełną prawdę o ludobójstwie Polaków i jego ukraińskich sprawcach, czy też ucieknie, jak w poprzednich latach, w kierunku eufemizmów oraz pokrętnych określeń typu "tragiczne wydarzenia, "bratobójczy konflikt" czy "druga wojna polsko-ukraińska"? Czy upomni się tez publicznie o pochówek ofiar ludobójstwa, z których prawie 90 procent do dziś nie ma swoich grobów? Od tego będzie zależała nie tylko jego druga kadencja, ale honor Rzeczypospolitej Polskiej, której obecnie rządzący obóz obiecywał "powstanie z kolan".