​Order Orła Białego dla Władysława Siemaszki. Nareszcie!

Wtorek, 7 maja (12:15)

Do podziękowań Pana Prezydenta RP dołączają się tysiące Kresowian i ich potomków, którym bliskie jest motto: "Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary ludobójstwa". A także wszyscy ci, dla których monumentalna praca Władysława i Ewy Siemaszków była inspiracja do podjęcia własnych działań.

W czasie uroczystości z okazji 227. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja pan prezydent RP Andrzej Duda wręczył najwyższe polskie odznaczenie, jakim jest Order Orła Białego, trzem kolejnym zasłużonym osobom. Wśród nich znalazł się prawie 100-letni Władysław Siemaszko. Chciało się powiedzieć: nareszcie! Do tej pory bowiem osoby, których działalność szła w poprzek tzw. "poprawności politycznej", narzucanej przez establishment Trzeciej RP, nie były doceniane ani przez obecnego prezydenta, ani przez jego poprzedników. Szczególnie chodziło o osoby, które upominały się o prawdę i pamięć o Kresach Wschodnich, które przez 700 lat były integralną częścią Rzeczypospolitej Polskiej, a bez których trudno zrozumieć tradycję, kulturę i tożsamość polską.

Władysław Siemaszko pochodzi ze znanej rodziny kresowej. Jest prawie rówieśnikiem odrodzonej Polski. Urodził się bowiem w 1919 roku, ale nie w rodzinnych stronach jego przodków, ale w Kurytybie w Brazylii. Jego ojciec był tutaj polskim konsulem, bo w tej części owego południowego kraju, jak i w sąsiedniej Argentynie i Paragwaju, osiedliło się wielu polskich emigrantów, którzy w te zawędrowali w te strony świata "za chlebem". Mając 5 lat wrócił on z ojcem do Polski, konkretnie na Wołyń, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej i średniej. W 1940 roku za działalność konspiracyjną został skazany przez sowieckich okupantów na karę śmierci, którą później zamieniono mu na 10 lat zsyłki do łagrów. W czerwcu 1941 roku cudem uniknął śmierci w więzieniu w Łucku, gdyż wycofujący się funkcjonariusze NKWD mordowali wszystkich więźniów. Jemu udało się ukryć i tak przeżył. Walczył później w szeregach 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Cztery lata później znów został aresztowany przez Sowietów i wydany polskim władzom komunistycznym. W więzieniu siedział do 1948 r., tylko za to, że był polskim patriotą.  Po wyjściu na wolność ukończył studia prawnicze i pracował jako radca prawny. Na stałe zamieszkał w Warszawie.

W 1984 r. po opublikowaniu w piśmie "Nurt" artykułu, w którym prof. Jerzy Tomaszewski z Uniwersytetu Warszawskiego oskarżył Armię Krajową o mordowanie na Wołyniu ukraińskich cywilów, postanowił zebrać relacje świadków i ukazać prawdę o ludobójstwie, którego dokonała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia.

Pomagała mu córka, Ewa Siemaszko. Wspólnie podjęli się oni gigantycznej pracy, której nie chcieli lub nie mieli odwagi wykonać zawodowi historycy. Tak powstała monografia "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945", która jako pierwsza książka otrzymała Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza. Dziś można powiedzieć, że to publikacja pomnikowa, która przełamała tabu i otworzyła drogę innym publikacjom na ten temat.

Nie ma co ukrywać, działalność Władysław Siemaszki i jego córki była przysłowiową "solą w oku", tak dla ukraińskich gloryfikatorów UPA i SS Galizien, jak i polskich czcicieli tzw. "mitu Jerzego Giedroycia". Jaskrawym tego przykładem był obrzydliwy atak Jerzego Targalskiego z Akademii Sztuki Wojennej, podległej MON, na Ewę Siemaszko po otrzymaniu przez nią Nagrody Kustosz Pamięci Narodowej. 

Pan prezydent Andrzej Duda w swoim przemówieniu najpierw opisał drogę życiową laureata, a następnie powiedział:

"Ale największym wstrząsem dla Pana był moment, w którym przeczytał Pan artykuł, którego autor, nazwiska nie wspomnę, wskazywał na zbrodnie popełnione przez żołnierzy Armii Krajowej na ludności ukraińskiej na Wołyniu podczas II wojny światowej. To wtedy właśnie Pan mecenas rozpoczął wytężoną, mrówczą można powiedzieć, pracę historyka tym razem, dokumentując zbrodnie ludobójstwa, jakie zostały popełnione przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej na Wołyniu. Do tamtego momentu w zasadzie nikt tego nie zrobił.

Stworzył Pan, Panie mecenasie dwa wielkie dzieła dokumentujące tamtą prawdę historyczną i tamtą straszliwą zbrodnię. Tamto straszliwe cierpienie Polaków, nie tylko oddając im hołd, tym, którzy zostali ludobójczo zamordowani, ale przede wszystkim stawiając im pomnik i zostawiając dzieło będące świadectwem historycznym, czymś, czego nie można wymazać. Właśnie za to przede wszystkim, Panie mecenasie, jest to odznaczenie. Ogromnie za to dziękuję i ogromnie dziękuję także Pańskiej córce, która wspierała Pana w tym wspaniałym dziele. To wielka praca dla Wołynia, to wielka praca dla Polaków, którzy tam żyli, mieszkali i tam zginęli, a także dla tych, którzy przeżyli, z ranami w sercu, które pewnie nigdy się nie zagoją, ale to wielka praca także dla historii Polski i dla historii naszego narodu. Za to z całego serca dziękuję".

Do podziękowań Pana Prezydenta dołączają się tysiące Kresowian i ich potomków, którym bliskie jest motto: "Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary ludobójstwa". A także wszyscy ci, dla których praca Władysława i Ewy Siemaszków była inspiracja do podjęcia własnych działań.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski - felietony

Tadeusz Isakowicz-Zaleski