Idą Święta i w związku z tym aż się prosi o przypływ optymizmu. Od tygodnia zastanawiam się więc, z czego właściwie można by się tu cieszyć. Mam na myśli życie publiczne, bo w prywatnym Boże Narodzenie raczej się sprawdza. I oto mam wrażenie, że coś drgnęło. Zdarzyło się coś pozytywnego. Co? Ano wybuchła kolejna awantura. Tym razem jednak wydaje mi się, że ta awantura doprowadzi do czegoś dobrego. Serio.

REKLAMA

Mam na myśli kłótnię wokół przyznania Bogdanowi Rymanowskiemu nagrody Dziennikarza Roku. Nie jestem tu obiektywny choćby dlatego, że Laureata znam od bodajże 16 lat i kiedyś blisko ze sobą współpracowaliśmy. Już to wystarczy, bym wiedział, że Bogdan jest dziennikarzem wysokiej klasy. Tej klasy nawet w tak konkurencyjnym środowisku, jak dziennikarze, prawie nikt nie kwestionuje, czego najlepszym dowodem są liczne w tych dniach wyrazy poparcia. Prawie, bo zaskakująco gorącą krytykę kwalifikacji zawodowych Rymanowskiego opublikował wicenaczelny poważnej gazety, Piotr Pacewicz. W skrócie, chodziło o to, że jako moderator kłótni i awantur polityków, Rymanowski na miano dziennikarza w ogóle, a tym bardziej Dziennikarza Roku, nie zasługuje. Znacznie łatwiej byłoby uwierzyć w szczerość intencji wicenaczelnego gdyby z podobną krytyką wystąpił również rok, dwa, czy trzy lata temu, kiedy zaszczytny tytuł także trafiał w ręce telewizyjnych moderatorów kłótni i awantur polityków. Wtedy krytyki nie było, wygląda więc na to, że Bogdan Rymanowski czymś jednak musiał podpaść. Podejrzewam, że skłonnością do tradycyjnego w dziennikarstwie zadawania pytań, a nie podsuwania odpowiedzi oraz denerwującym zwyczajem samodzielnego myślenia. Ale mogę się mylić...

Czy tej awantury może wyniknąć coś dobrego? Mam nadzieję, że tak. Z tekstem Piotra Pacewicza trzeba coś zrobić, bowiem poza, trafiającymi w płot, wycieczkami osobistymi zgłasza też ważne pytania, na które do tej pory dziennikarze publicznie dyskutowali niechętnie. Miniony tydzień pokazał, że teraz tej dyskusji może być więcej. Nareszcie. Powiedzmy sobie szczerze, tabloidyzacja życia publicznego, drastyczne obniżanie standardów dyskusji politycznej, brutalizacja obyczajów życia społecznego są w znacznym stopniu owocem działania tych, czy innych mediów. I tych brukowych i tych opiniotwórczych. Zamiast rozliczać polityków, dajemy im do ręki megafon, nie potrafimy, a często nawet nie chcemy traktować stron politycznego konfliktu według jednakowej miary, zamiast samodzielnie myśleć biegniemy za stadem, bo tak łatwiej, bo tak wypada itd, itd... Wyliczać można długo. Może ta najnowsza awantura przyczyni się do podniesienia dość mocno "opadłych" standardów dziennikarstwa. A potem, coraz lepsze media wymuszą na politykach wyższą klasę pracy i debaty (by żyło się lepiej). Tak sobie wymyśliłem i stąd mój optymizm. OK, może trochę jednak przedświąteczny...