Dinozaurów dawno już na świecie nie ma, ale naukowcy nie zamierzają zostawić ich w spokoju. Najnowsze badania sugerują, że ich zagłada wcale nie musiała być wynikiem uderzenia asteroidy, lecz aktywności wulkanów i zwiazanych z nią zmian klimatycznych.

Jak twierdzą geolodzy z Uniwersytetu Princeton, wybuchy wulkanów na terenie obecnego Półwyspu Indyjskiego doprowadziły nie tylko do końca ery dinozaurów, ale odpowiadają za wyginięcie 70-ciu procent ówczesnego życia na ziemi. Asteroida uderzyła mniej więcej 65 milionów lat temu, erupcje wulkanów przypadały na okres od 67 do 63 milionów lat temu. Wszystko więc się zgadza. Lawa rozlała się wtedy na terenie mniej wiecej dwukrotnie większym niż powierzchnia stanu Teksas, a uwolnione do atmosfery pyły i gazy, głównie dwutlenek siarki doprowadziły do gwałtownego ochłodzenia klimatu. Niektórzy eksperci przypuszczają, że prawda może leżeć pośrodku, wulkany doprowadziły do zmiany klimatu, a asteroida była dla dinozaurów gwoździem do trumny...

Z Bogdanem Zalewskim zachodzimy w głowę, jak to z dinozaurami było.