Nie jestem wielkim admiratorem stanu współczesnych mediów w ogóle, a stanu polskich mediów w szczególności. Są jednak chwile, kiedy mam wrażenie, że czasem zajmujemy się czymś naprawdę pożytecznym. Nawet jeśli towarzyszą temu pewne kontrowersje. Dlatego uważam, że zainteresowanie losem uratowanego z głębokiej hipotermii 2-letniego Adasia, nieco uciążliwe dla lekarzy i innych pacjentów Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Prokocimiu, jest uzasadnione i ze wszech miar słuszne.

"Nasz syn oddycha samodzielnie, to dla nas wielkie szczęście. Cieszymy się każdą chwilą spędzoną z Adasiem" - mówią rodzice 2-latka wybudzonego ze śpiączki po głębokim wyziębieniu. Dziecko dochodzi do siebie w szpitalu w Prokocimiu. czytaj więcej

Szef Kliniki Kardiochirurgii, profesor Janusz Skalski, mówiąc o wybudzeniu ze śpiączki swojego małego pacjenta, nie wahał się użyć słowa "cud". Ale ja, nie mając prywatnie żadnego problemu z uznawaniem takich wydarzeń za cud, podejrzewam, że krakowscy i zakopiańscy lekarze, twórcy całego systemu leczenia takich przypadków, mocno się do tego cudu przyczynili. Nie sposób nie uważać tego za olbrzymi sukces polskiej medycyny, która czasem, jak choćby przy przeszczepach twarzy, pokazuje swe prawdziwe możliwości.

I owszem, zadaniem mediów, często oskarżanych o pogoń tylko za złymi wiadomościami, jest poświęcenie tej niezwykle dobrej wiadomości jak największej uwagi. To, co w niedzielę zaczęło się tak, jak zaczyna się w życiu i w świecie medialnym wiele tragicznych historii, z czasem uległo przemianie. Pojawiło się coraz więcej optymizmu, nadziei, a także bezinteresownej życzliwości wobec samego dziecka, jego rodziny i wszystkich osób zaangażowanych w jego ratunek, czy to policjantów, czy lekarzy. Nie wstydźmy się tych pozytywnych emocji, świętujmy przypadek chłopca, którego organizm pokazał, na jak wiele nas ludzi stać. Świętujmy przypadek, w którym odpowiedni ludzie i odpowiedni sprzęt znaleźli się w odpowiedniej chwili, by dopomóc temu, co wydawało się niemożliwe.

A co do złych wiadomości? Czasem trzeba o nich mówić, bo mogą być przestrogą dla innych. Taką, jaką do pewnej chwili był przypadek Adasia. I owszem, trzeba o nich mówić, bo media szukają popularności, a złe wiadomości są słuchane, oglądane i klikane, jak mało co. Niestety, ale tak właśnie jest. Trzeba wreszcie o złych wiadomościach mówić także wtedy, gdy pokazują, że rzeczywistość odbiega od tego, jak być powinno. Dlatego ściskając kciuki za 2-letniego Adasia, mam równocześnie nadzieję, że nie przestaniemy mówić o takich przypadkach, jak śmierć 47-letniego Ryszarda w kolejce do lekarza specjalisty w janowskim szpitalu. Pacjenta odesłanego wcześniej z SOR-u.

Życząc Adasiowi zdrowia i długiego, szczęśliwego życia, wiem równocześnie, że z pewnych względów nic już nie będzie dla jego rodziny takie jak dawniej. Chłopiec bowiem jest już nie tylko małym człowiekiem, ale też niezwykłym przypadkiem medycznym. Pacjentem, którego badania będą mogły posunąć medycynę do przodu, być może uratować wiele osób, które do tej pory nie miały szans. Być może coraz bardziej słynny na cały świat przypadek 2-letniego chłopca pozwoli medycynie dowiedzieć się o naszym organizmie czegoś, czego jeszcze nie wiemy, a co może nam pomóc. Dużo zdrowia, Adasiu...