Oczywiście, panująca powszechnie opinia o wartości słowa pisanego jest niepodważalna. Oczywiście, czytać trzeba. Oczywiście, w książkach od wieków zapisane są życiowe prawdy. Rodzinne biblioteczki w domach na całym świecie pękają w szwach, bo o ile rodzaje wszelkich nośników muzyki i filmów się zmieniają – od taśm VHS i płyt winylowych, po wszechobecne cd i blu-ray – o tyle papier ciągle istnieje. I będzie istniał, nawet kiedy opowieści przeniesiemy na ekrany.

Włoski powieściopisarz Mario Gianluigi Puzo nie spodziewał się pewnie, że napisany przez niego pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia "Ojciec chrzestny" istnieć będzie w świadomości odbiorców na wszystkich kontynentach jeszcze przez wiele następnych lat, a nawet wieków. Jeszcze pewniej: nie przypuszczał tym bardziej, że powieść jego życia będzie biblią dla... fanów kina. Don Corleone jest bowiem od ponad czterdziestu lat utożsamiany wyłącznie z Marlonem Brando. Czy tego chcemy, czy nie, łatwiej nam zapamiętać Godfathera jako postać filmową, aniżeli bohatera książki. Swoją drogą - jako postać kinowego dzieła, które uznawane jest w wielu rankingach za najlepszy film wszech czasów.

Ja mam swój ulubiony, zupełnie inny, najlepszy film świata. "Czas Apokalipsy". Wstrząsający, porażający absurdem wojny. Jeśli miałby być dopełnieniem Apokalipsy z Pisma Świętego - szokowałby katolików w każdym zakątku Ziemi. Wspomniany już Marlon Brando szczęście miał niemałe, gdyż w "Czasie Apokalipsy" zagrał równie przekonująco, co w "Ojcu chrzestnym", obok genialnego zresztą, grającego główną rolę kapitana Willarda, Martina Sheena (tak, tak!, to nie kto inny, jak ojciec znanego z suto zakrapianych imprez Charliego Sheena!)... Film Francisa Forda Coppoli nie opiera się jednak wyłącznie na genialnym scenariuszu, umiejscowionym w realiach wojny wietnamskiej, ale - w dużej mierze - na opowiadaniu "Jądro ciemności" Josepha Conrada. Uroku dodaje jeszcze fakt, iż prawdziwe nazwisko autora tekstu, który posłużył za podporę dla mistrzowskiej adaptacji, to Józef Korzeniowski - autor urodzony w Polsce!

O różnicach między ekranizacjami a adaptacjami opowiadałem na maturze z języka polskiego. Z chirurgiczną dokładnością wskazywałem różnice pomiędzy "Lotem nad kukułczym gniazdem" Kena Kesey’a, a jego kinowym odpowiednikiem, wyreżyserowanym w 1975 roku przez Miloša Formana. Dobrze napisane książki mają bowiem - jeśli wypada użyć takiej personifikacji - szczęście do świetnych twórców filmowych. Wystarczy spojrzeć choćby na "Forresta Gumpa" Winstona Grooma, którego na ekran w 1994 roku przeniósł Robert Zemeckis, ale też na obsypaną dziesiątkami nagród trylogię "Władca Pierścieni" Petera Jacksona, który swoją sagę oparł na kultowej powieści Tolkiena.

W historii światowej kinematografii sięgano oczywiście również po książki mniej zasłużone dla ludzkości. Wzruszająca, choć nie tak popularna jak wyżej wspomniane, powieść Christophera Isherwooda "Samotny mężczyzna" posłużyła za scenariusz dla debiutanckiego obrazu Toma Forda o tym samym tytule. Film nominowany był między innymi do Oscara, a kinomanom zdołał przybliżyć twórczość świetnego pisarza. Podobnie sprawa ma się z "Udław się" Chucka Palahniuka, zekranizowanym przez Clarka Gregga w 2008 roku, czy książką "Obsługiwałem angielskiego króla" Bohumila Hrabala, po którą siedem lat temu sięgnął reżyser Jiří Menzel. Odwrotnie jednak było z filmem "Weronika postanawia umrzeć" Emily Young - podupadającą renomę brazylijskiego autora Paulo Coelho nie udało się uratować, bowiem film nie broni się ani samą interpretacją tomu, ani grą aktorską, czy choćby muzyką i zdjęciami.

Prawdziwe szczęście ma jednak Stephen King. Autor najbardziej znanych książek grozy na świecie (od horrorów po świetne kryminały) wprowadził do księgarń kilkadziesiąt wybitnych dzieł, z których część została zekranizowana przez wyjątkowych twórców. Choć wydawałoby się, że produkcja oparta na tekście jednego z najbardziej poczytnych autorów świata jest z góry na pozycji wygranej, przyznać trzeba, że zasługi wielkiej popularności odwzorowań powieści Kinga leżą po stronie wybitnych aktorów i ludzi nimi kierujących. Rewelacyjne "Skazani na Shawshank" Franka Darabonta z 1994 roku, z Timem Robbinsem i Morganem Freemanem w rolach głównych, to przecież nic innego, jak adaptacja jednej części ze zbioru nowel "Cztery pory roku" Kinga. "Zielona mila", nakręcona pięć lat później przez tego samego twórcę, to również praca na tekście doskonałego autora (w 2008 roku Darabont nakręcił jeszcze "Mgłę" na podstawie książki tegoż pisarza). Do grona klasyków gatunku przeszło także "Lśnienie" Kubricka, które zachwyca nie tylko genialną interpretacją najbardziej znanego dzieła Króla Grozy, ale także genialną grą Jacka Nicholsona, który do perfekcji wypracował w sobie spojrzenie człowieka obłąkanego.

Niedocenianą jednak, nie wiem dlaczego zresztą niezauważaną, ekranizacją powieści Kinga jest "Misery". To historia autora książek, który po wypadku samochodowym na odludziu zostaje odnaleziony i uratowany przez Annie. Kobieta okazuje się być fanką pisarza, fanką tak oddaną, iż stara się wpłynąć na losy bohaterów w przygotowywanej właśnie książce... katując samego autora. I jeśli w "Lśnieniu", "Skazanych na Shawshank" czy "Zielonej mili" dopatrywaliśmy się fenomenalnej gry aktorskiej, Kathy Bates mimiką twarzy i swymi niezrównoważonymi gestami w "Misery" wszystkich (może poza idealnym Nicholsonem) powala na łopatki. Film z 1990 w reżyserii Roba Reinera to jeden z tych, których w życiu wstyd nie zobaczyć.

Dlaczego więc nie zostać przy czytaniu, skoro trwałości tej papierowej materii jesteśmy pewni od dziesiątek lat? Może to wydaje się proste, ale - kino dodaje uroku. Dobrze opracowana powieść wyciąga z tekstu wszystkie najsmaczniejsze kąski. Zresztą: komu w szkole chce się czytać lektury...? 

Przygotowaliśmy dla Was pytanie konkursowe! Wystarczy dokończyć zdanie: „Najlepszą ekranizacją powieści jest…”. Na odpowiedzi z uzasadnieniem czekamy do środy, 6 listopada, do godziny 12:00, pod adresem redakcja@rmfon.pl. W tytule wiadomości wpiszcie: KONKURS FILMOWY.

Do wygrania box dvd: pierwszy sezon serialu „Zapiski młodego lekarza”, zekranizowanego na podstawie opowiadań Michaiła Bułhakowa!

(reż. Alex Hardcastle, 2012) dystrybutor: Best Film