Andrzej Tucholski: Pracę należy lubić, żeby w ogóle się za nią zabrać

Poniedziałek, 9 maja 2016 (11:53)

"Trendy z bardziej rozwiniętych gospodarek pokazują, że pracę należy lubić, żeby w ogóle się za nią zabrać. Bardzo dużym problemem jest to, że wypalenie zawodowe spotyka zaskakująco młodych ludzi" – mówi gość "Dania do Myślenia" w RMF Classic, psycholog i bloger Andrzej Tucholski. Jak nie przepracować ani jednego dnia? "Bawić się lub mieć tak skonstruowane miejsce pracy, że jest wspólny mianownik z tym, jak człowiek zachowuje się poświęcając czas swojemu hobby" - radzi psycholog. Dodaje, że jeśli się odwróci psychologiczne wskaźniki depresji, to wychodzi nam słownikowa definicja zabawy. Zdaniem Tucholskiego w pracy najlepiej sprawdza się system szufladkowy. "Zawsze mam przed sobą prostą bramkę logiczną, czyli w którą szufladkę mam włożyć jakąś decyzję. Dzięki temu nigdy nie stoję przed przesadnie rozległym wachlarzem działań" - mówi gość RMF Classic. "Wychodzę z założenia, że jeśli ja będę siebie na co dzień traktował szorstko, twardo, to życie w efekcie będzie odrobinę łatwiejsze" - ocenia Andrzej Tucholski.

Tomasz Skory: Jutro w Złotnikach pod Poznaniem odbędzie się tzw. Forum Otwarcia kampanii społecznej pod nieco prowokującą, zwłaszcza w poniedziałek nazwą: "Praca? Lubię to!" - taka jest ta nazwa. W poniedziałek nie podbijemy zainteresowania tą kontrowersyjną myślą inaczej, niż tylko proponując coś przekonującego. Pan ma coś takiego, żeby polubić pracę, coś przekonującego?

Andrzej Tucholski: Tak. Generalnie wychodzę z założenia - tego mnie też uczono na studiach i to pokazują trendy z bardziej rozwiniętych gospodarek jak amerykańska, angielska albo Australia - że pracę po prostu należy lubić, aby w ogóle się za nią dobrze zabrać.

No ale nie dla wszystkich praca jest frajdą. Można się tego nauczyć?

Wydaje mi się, że tak, ale o wiele wcześniejszy powinien być filtr zastosowany. Mianowicie do jakiej pracy się człowiek nadaje przy okazji swoich predyspozycji.

Czyli najpierw należy sobie wybrać taką pracę, którą będzie się lubiło, a potem dopiero można ją lubić?

Lub znaleźć pracę, w której jest się wyjątkowo dobrym, bo wtedy można czerpać przyjemność z samej powtarzanej czynności.

Ja dopytuję dlatego - bo nikogo nie urażając - zmywanie naczyń, wymiana opon czy "konserwacja powierzchni płaskich" lub praca na budowie, której doświadczyłem, jakoś specjalnej satysfakcji mi nie dostarczyły. Natomiast była to ewidentnie praca i przynosiła jako takie dochody.

To prawda. Ja również na początku studiów różne rzeczy robiłem.


Kampania "Praca? Lubię to!" ma pokazać możliwości np. job craftingu tj. zwiększania satysfakcji z już wykonywanej pracy. Ma pokazać, jak budować biurowce, żeby przestrzenie, w jakich pracujemy, były przyjaźniejsze, praca wydajniejsza. Ma pokazać, jak zwiększać kreatywność, poprawiać atmosferę w pracy, relacje. Ale wszystko to dzieje się niejako z inicjatywy i na potrzeby pracodawcy. A pan jest pewien, że pracownicy chcą pracę polubić?

Ja bym bardzo chciał polubić miejsce, gdzie jestem 8 lub nawet 10 godzin dziennie.

To bardzo zdawkowe. Ale przecież dość powszechnie - zwłaszcza w poniedziałek... Jeżeli pan zapyta kogokolwiek na przystanku: "Lubi pan swoją pracę?", to odpowiedź będzie jednoznaczna i raczej nieentuzjastyczna.

Może też być: "W tej chwili: nie". Prywatnie sądzę, że bardzo dobrym trendem jest to, że odchodzi się trochę od np. tego, czy mają być pufy w biurach albo piłkarzyki. To są fajne gadżety, ale bardziej się skręca w stronę takich wskaźników psychograficznych np. czy cele danego pracownika, jednostkowe, są zgodne z celami danego zespołu. Bo w tym momencie nie ma tarć.

Co to jest wskaźnik psychograficzny, przepraszam? Też są rzeczy, których nie wiem...

Niepotrzebnie tego użyłem. Ale demografia, tak w mojej głowie przynajmniej, opierała się o takie rzeczy typu właśnie: miejsce zamieszkania, w sensie skonstruowane jak ludzie mają, zachowania takie czysto rynkowe. Psychografia się właśnie opiera nie tylko o jakieś predyspozycje własne, ale również o np. charakter.

O ile wiem, posiadł pan dość unikalną, zdumiewającą umiejętność, zaklętą w tytule prelekcji, którą pan jutro będzie wygłaszał. Tytuł brzmi: "Jak nie przepracować ani jednego dnia" - i tu się ożywiamy. Czyli eksperymentalna forma, organizacja pracy i przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu. To ja się teraz zamieniam w słuch. Proszę mi powiedzieć, jak do tego doprowadzić, żeby nie przepracować ani jednego dnia, ale przeżyć?

Bardzo dużym problemem teraz w Stanach, którym się też zajmowałem na studiach, jest to, że też wypalenie zawodowe spotyka zaskakująco młodych ludzi, nawet 20-kilkulatków. To jest częste, że 29-latek ma po prostu dość... ma dość energetyków. Wywraca się do łóżka i na przykład śpi trzy miesiące w ciężkiej depresji. A niby poszedł do pracy po prestiżowym uniwersytecie. Jak się do tego doda bardzo ciekawy zestaw obserwacji amerykańskiej projektantki gier, również maczającej trochę palce w psychologii Jane McGonigal - zauważyła, że przeciwieństwem depresji nie jest szczęście w takim rozumieniu filozoficzno-etycznym... Przeciwieństwem depresji jest zabawa. Bo jeśli się odwróci psychologiczne wskaźniki depresji, w sposób logiczny zaneguje, to w sposób słownikowy wychodzi nam wręcz definicja zabawy.

Czyli jak nie przepracować ani jednego dnia, to co? To bawić się po prostu, tak? Taka jest odpowiedź najzwyczajniej?

Lub mieć takie podejście do pracy, bądź tak skonstruowane miejsce pracy, że są pewne wspólne mianowniki, z tym jak człowiek się zachowuje poświęcając czas swojemu hobby.


Tak, ale to z całą pewnością dotyczy bardzo nielicznej grupy. Bo mnóstwo z nas po prostu wykonuje pracę taką, która specjalnej satysfakcji nie dostarcza. Na przykład przy wrzucaniu piasku do betoniarki zabawy nie ma.

Ale wydaje mi się, że też te problemy, o których wspomnieliśmy, w które jest pewnie wycelowany ten projekt, również są problemami dosyć wąskiej grupy zawodowej. Bo to jest prawie zawsze osoba pracująca na rynku informacyjnym bądź usługowym, prawie zawsze dochodzi jakiś ciężki tzw. overwork, czyli niepłatne nadgodziny regularnie wypadające w każdy dzień powszedni. Te rzeczy powodują ciśnienia i bardzo duże koszta psychologiczne.

Może nie chodzi o pracowanie, ale o narzucanie sobie pewnej dyscypliny. Przecież niekoniecznie samą pracę darzymy niechęcią, ale właśnie dyscyplinę, która wymusza jakby świadczenie pracy. Musimy wstać rano na przykład i mimo że pracę lubimy, to wstawania rano nie lubimy. To się przenosi na całą pracę. Na pańskim blogu można znaleźć wyzwanie i tutaj troszkę się pośmieję: "Jak wyglądał mój work flow. Mam pewien input, dostaję info, które przekładam na taski, pokawałkowane potem w listach, które muszą mieć "expiration date" i na tej podstawie tworzę kalendarz". To tak w dużym skrócie. Za pozwoleniem, nie jest to przesadnie czytelne. Moglibyśmy to powiedzieć po ludzku, jak pracować, żeby zachować jakiś taki właściwy "work flow"? Cokolwiek to jest. W ogóle wyjaśnijmy, co to jest "work flow".

W tym rozumieniu "work flow" wcale nie oznacza przepływu pracy, tylko raczej ekosystemu, w którym ja się poruszam, żeby zorganizować różne czynności, których się podejmuję zawodowo. Związane z blogiem, związane z moimi kontaktami też z uczelnią. I takim systemem, w mojej opinii najskuteczniejszym, jest system oparty, można by powiedzieć o kolejne szufladki. Czyli, że zawsze mam przed sobą dosyć prostą bramkę logiczną, czyli w którą szufladkę mam włożyć jakąś decyzję. Dzięki czemu nigdy nie stoję przed przesadnie rozległym wachlarzem działań.

Czyli innymi słowy trzeba sobie pokawałkować rzeczywistość, z którą mamy się zmierzyć.

W mojej opinii jak najbardziej.

Jak polubić dyscyplinę w pracy? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl


Artykuł pochodzi z kategorii: Danie do myślenia

Tomasz Skory

RMF Classic