"O mój Boże łaskawy! Głębokie Państwo jest cholernie przerażone, a niektórzy z jego czołowych politycznych reprezentantów, gwarantuję Wam, chcą, żeby Jeff Epstein ‘odszedł’. Nie ma co do tego wątpliwości. Nie wiem, dlaczego Biuro Więziennictwa umieściło Epsteina w celi więziennej z policjantem, który zabił cztery osoby i pochował je na swoim podwórku. Epstein powinien być w izolatce pod obserwacją. Tak więc ten, kto podjął tę decyzję, popełnił wielki błąd w ocenie sytuacji, jeśli nie było to zamierzone. To nie powinno się wydarzyć"- w alarmistycznym tonie komentuje głośną pedofilską aferę, która wstrząsnęła Ameryką, były oficer CIA i demaskator. Kevin Shipp zwraca uwagę na zagadkową próbę samobójczą w więziennej celi podjętą przez zatrzymanego perwersa.

To kolejny komentator, który w podobny sposób ocenia seks-skandal, widząc w nim drugie, trzecie, a nawet czwarte dno. Shipp podaje przesłanki zaangażowania Głębokiego Państwa (czyli mrocznych sił powiązanych ze służbami specjalnymi i innymi sekretnymi organizacjami). Powtarza zresztą rzeczy powszechnie znane. Ghislaine Maxwell, partnerka Jeffa Epsteina, domniemana werbowniczka dziewczynek dla niego, to córka Roberta Maxwella. Ten medialny przedsiębiorca i wydawca był agentem Mosadu - twierdzi Shipp. Nie jedyny tak uważa. Maxwell, właściwie  Jan Ludvik Hoch, zmarł w tajemniczych okolicznościach w 1991 roku. Jego ciało unosiło się na wodach Oceanu Atlantyckiego w pobliżu Wysp Kanaryjskich. Rzekomo wypadł z jachtu. Miał umrzeć na atak serca. Wskazując na obecność córki Maxwella w najbliższym otoczeniu Jeffa Epsteina, Shipp wskazuje na połączenia wywiadowcze. "Czy to operacja szantażu?" - pyta demaskator. I dodaje: "Wiemy, że Epstein ma ‘czarną książeczkę’. Wiemy, że Epstein prawdopodobnie ma kompromitujące nagrania wideo polityków i wysoko postawionych ludzi w USA z młodymi dziewczętami. Pojawią się wielkie nazwiska, które są łączone z Epsteinem i jego domniemanym pedofilskim kręgiem handlarzy dziećmi" - czytam na stronie usawatchdog.com. 

Co to za "czarna książeczka" wypełniona kontaktami z ważnymi ludźmi?

Najważniejsze informacje przypomina witryna theorganicprepper.com. Otóż Epstein miał swoje dossier: spis nazwisk i osobistych numerów telefonicznych jednych z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi na świecie, od Billa Clintona i Donalda Trumpa po aktorów, aktorek, naukowców i potentatów biznesowych. Już w 2013 roku witryna gawker.com opublikowała artykuł o "małej czarnej książce". Pojawiła się ona w postępowaniu sądowym po tym, jak były kamerdyner Epsteina Alfredo Rodriguez próbował ją sprzedać. Zgodnie z  oświadczeniem FBI , Rodriguez opisał książkę adresową i zawarte w niej informacje jako "Świętego Graala" afery. To klucz do rozwiązania zagadki. Jednak  wezwany do sądu Rodriguez nie podzielił się wiedzą na temat swego szefa i jego kontaktów.  Zamiast tego próbował zarobić 50 000 $, potajemnie przekazując "małą czarną książkę" jednemu z adwokatów. Trzeba podkreślić, że bez odpowiedniej "legendy", sposobu odczytania, spis nie jest żadnym dowodem przeciwko nikomu, ale już może świadczyć o tym, jak szeroki był krąg towarzyski perwersyjnego bogacza. Obejmuje on szereg polityków w USA, Wielkiej Brytanii i Izraelu.

Są numery do biura Billa Clintona w Nowym Jorku, numer waszyngtoński i numer oznaczony "nie używaj". Na liście jest także były burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg. Były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair pojawia się raz, podczas gdy jego były minister Peter Mandelson ma w "czarnej książeczce" aż dziesięć numerów, w tym jeden oznaczony jako "linia bezpośrednia", jeden oznaczony jako "dom" i jeden oznaczony jako "dom wiejski". Istnieje 16 oddzielnych numerów telefonicznych brytyjskiego księcia Andrzeja. Epstein zanotował również 18 numerów do Sarah Ferguson, byłej żony księcia Andrzeja. Były premier Izraela Ehud Olmert ma trzy oddzielne numery telefonów. Obecnie odbywa karę więzienia za korupcję.  Wymieniono także George'a Mitchella, byłego amerykańskiego senatora, który był kluczową postacią w procesie pokojowym w Irlandii Północnej. Zresztą lista jest bardzo długa. Oto tylko niektóre znane nazwiska: Alec Baldwin, Lord Beaumont, Richard Branson, Naomi Campbell, Bryan Ferry, Tony Blair, Christian Gudefin (Deutsche Bank), Dustin Hoffman, Robert Hurst (Goldman Sachs), Mick Jagger, Ted Kennedy, Edward Kennedy, Henry Kissinger, Courtney Love, Rupert Murdoch, Saudyjski książę Solman, Kevin Spacey, Donald Trump, Ivana Trump, Ivanka Trump, Robert Trump, Ehud Barak, Alan Dershowitz, czy John Cleese. Sama śmietanka, crème de la crème. 

Kamerdyner Rodriguez z pewnością wiedział, co się kryje tak naprawdę za tą personalną litanią. Tym bardziej, że towarzyszy jej inna, już tylko imion:  Diana, Laura, Daniella, Sabrina, Rachel, Linda, Melinda, Maureen (z dopiskiem "GM naprawdę lubi"- czyżby chodziło o "partnerkę" Epsteina Ghislaine Maxwell?), Heidi, Nicki ("polecana Billowi" - gubernatorowi Nowego Meksyku Billowi Richardsonowi?), Annabel, Barry, Joanna, Maxine, Lisa, Bernice, Alan, Claudia, Debbie, Marie, John Casablancas z dwiema młodymi dziewczynami, Stephan ("lepszy niż Cygan!"), Bastien, Deborah, Tanya ("NIE mówi po angielsku"), Vicky, Geri, Jennifer ("gimnastyczka"), Nadia (czy to Nadia Marcinkova, słynna "seksualna niewolnica", a potem stręczycielka i protegowana Epsteina w przemyśle lotniczym?).

Nadia Marcinkova to jedna z najbardziej barwnych postaci w haremie amerykańskiego dewianta. Miała być najpierw "sex slave". W pisemnych zeznaniach nieletnich ofiar Epsteina była też opisywana jako osoba, która zachęcała i angażowała się w czynności seksualne z nieletnimi dziewczynami, czasami z udziałem zabawek seksualnych, na sugestię swego pana. A potem miała sama wyszukiwać mu ofiary. Następnie - pewnie, kiedy była już dla niego "za stara"- została certyfikowanym pilotem i instruktorem lotniczym. Jej firma prowadziła działalność w Nowym Jorku przy 301 E 66th Street, w domu należącym do brata Jeffa Epsteina. Od tego czasu zmieniła nazwisko na Marcinko. Jedna z ofiar zeznała, jakoby Epstein jej powiedział, że kupił Nadię od jej rodziny w Jugosławii, gdy miała zaledwie 15 lat. Kiedy Nadia została zapytana pod przysięgą: "Czy kiedykolwiek zostałaś zmuszona do erotycznych relacji z księciem Andrzejem?"- odmówiła odpowiedzi, powołując się na piątą poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, czyli prawo do nieobciążania siebie samej. Tak jak inne przesłuchiwane panie z kręgu "werbowniczek". 

Sarah Kellen - kolejna była "asystentka" Epsteina, została oskarżona w dokumentach sądowych dotyczących sprawy na Florydzie. Ofiary twierdziły, że były wprowadzane do sypialni bogacza przez kobietę o imieniu "Sara". Ostrzegała je, aby nie rozmawiały o tych spotkaniach z władzami. Teraz jest żoną kierowcy NASCAR (National Association for Stock Car Auto Racing - Narodowej Organizacji Wyścigów Samochodów Seryjnych) Briana Vickersa. Jest właścicielką SLK Designs, firmy zajmującej się projektowaniem wnętrz. SLK Designs też kiedyś działała w budynku przy 301 E. 66th Street należącym do Marka Epsteina, brata Jeffreya. Dokumenty sądowe odnotowały, że ten sam budynek był wykorzystywany do erotycznego werbowania młodych kobiet. W marcu 2010 r. zapytana pod przysięgą: "Czy książę Andrew i Jeffrey Epstein wykorzystywali seksualnie nieletnie dziewczyny?"-  odpowiedziała podobnie jak Marcinkova: "Na polecenie mojego prawnika korzystam z przywileju piątej poprawki".

Lesley Groff  - miała koordynować organizowanie "masaży" dla Jeffreya Epsteina. Nie została wymieniona w aktach oskarżenia, ale  figurowała jako jedna z czterech "totumfackich" miliardera. Miała za swoje usługi otrzymywać niemal ćwierć miliona dolarów rocznie. Całkiem niezła sumka, prawda?

I w końcu moja główna (anty)bohaterka - Adriana Ross Mucińska. Tak jak obiecałem w pierwszym odcinku mego cyklu "Sztos Epsteina", sięgnę do nie przetłumaczonej na polski książki dziennikarki śledczej Conchity Sarnoff "TrafficKing".

Szukając śladów Polki, skupiłem się na lekturze drugiego rozdziału w/w tomu. W części  zatytułowanej "Sodoma i Gomora" Conchita Sarnoff opisuje historię nieletniej ofiary zboczeńca seksualnego Jeffa Epsteina, której zeznania jak kamyk uwolniły całą lawinę oskarżeń. Bohaterka o imieniu Rosemary z West Palm Beach na Florydzie w aktach policyjnych znana jest jako Jane Doe #1. Jej oskarżenie miliardera o wykorzystywanie seksualne w 2005 roku było pierwsze i rozpoczęło serię dochodzeń prowadzonych przez lokalną policję i FBI. Ujawniły one wówczas ponad 40 domniemanych ofiar.

Kiedy Rosemary spotkała tego "łowcę młodych ciał" była czternastoletnią dziewczynką. Jak opisuje ją Sarnoff, ta Amerykanka kubańskiego pochodzenia, była bardzo ładna, o jasnej karnacji, brązowych oczach, długich kasztanowych, jedwabistych włosach, nieśmiała, o miękkim, delikatnym głosie. Sama o sobie potem mówiła, że wyglądała zupełnie dziecinnie. Nie miała jeszcze piersi. Typowa uczennica. Nosiła okulary do czytania. Uczęszczała do szkoły dla dzieci specjalnej troski. Jej rodzice się rozwiedli i weszli w inne związki małżeńskie. Miała siostrę bliźniaczkę, która nigdy nie spotkała Epsteina. Rosemary w ciągu tygodnia przebywała głównie w szkolnym internacie, a większość  weekendów spędzała z ojcem i macochą. Siostra pomieszkiwała z matką. We wczesnym dzieciństwie Rosemary jej ojciec podejmował i tracił pracę, nie wypaliło kilka jego projektów budowlanych. Według matki dziewczynki, jej mąż wystawił swoją rodzinę na trudności finansowe. Być może to właśnie brak stałego zatrudnienia doprowadził do małżeńskiego kryzysu i rozwodu? W każdym razie relacje w domu były toksyczne.

Życie w nowym środowisku rodzinnym również musiało być bardzo trudne dla młodej Rosemary. Bez wątpienia przysporzyło to problemów wychowawczych i wywołało kłopoty charakterystyczne dla tak zwanej trudnej młodzieży. W artykule dziennikarzy śledczych, który przeczytałem na portalu dziennika "Miami Herald", podkreślono, że na ofiary seksualnego drapieżnika sutenerki wyznaczały dziewczynki pochodzące głównie z rodzin w trudnej sytuacji - były rekrutowane w szkołach w okręgu Palm Beach. "Im młodsze, tym lepiej" - miał się wyrażać Jeff Epstein wg zeznań jednej z jego ofiar.  

Typową niewolnicą seksualną była Virginia Roberts. Przed sądem zeznała, że zanim poznała Epsteina, była molestowana przez "przyjaciela rodziny" już w wieku 11 lat. W wieku 12 lat paliła marihuanę i wagarowała. W wieku 13 lat trafiała do rodzin zastępczych, a rok później znalazła się  na ulicy. W Miami, gdy była "na gigancie", trafiła w łapy 65-letniego handlarza żywym towarem Rona Eppingera. Przez całe miesiące była wykorzystywana seksualnie, więziona i oddawana na erotyczny żer różnym pedofilom.

Podobny, choć nie tak drastyczny, był los Rosemary, której teraz poświęcamy drugi odcinek naszego cyklu "Sztos Epsteina", a którą zamiennie - jak w policyjnych aktach- będziemy nazywali Jane Doe #1. Podczas śledztwa ojciec Rosemary powiedział policji, że pierwszy raz córka spotkała Epsteina w niedzielę, 6 lutego 2005 r. On sam ponoć nie wiedział, dokąd udała się dziewczynka. Twierdził, iż był przekonany, że jej "przyjaciółka" Haley Robson zaciągnęła ją do pobliskiego centrum handlowego. Jednak to nie była zwykła galeria handlowa, chodziło o handlarzy żywym towarem. 

Osiemnastoletnia wówczas Robson -sąsiadka z West Palm Beach- zwróciła się do Jane Doe # 1 z ofertą. W tym czasie Jane była w dziewiątej klasie, mieszkała ze swoim ojcem, macochą i siostrą. Pracowała 10 godzin tygodniowo w Chick-Fil-A, czyli fast-foodzie z kanapkami z kurczakiem. Nie była na tyle dorosła, aby zatrudniono ją w pełnym wymiarze godzin. Dlatego propozycja Robson wydała jej się tak atrakcyjna. Miała zarobić 200 dolarów za masaż bogatego mężczyzny. Rosemary uznała, że Robson stara się być "fajną starszą kumpelką, wzorem do naśladowania, która pomaga jej w uzyskaniu kilkuset dolców". Z perspektywy czasu - jak stwierdziła - ocenia jednak, że jej znajoma "zmusiła ją do złego, chociaż w tamtym czasie nie zdawała sobie sprawy z tego, co się dzieje". Pomagierka Epsteina, zwabiająca do niego dziewczęta, przyprowadziła ją do domu pedofila. I tu przechodzimy do sedna. Nie chcę przytaczać drastycznych fragmentów relacji Rosemary. Pozostawmy pedofilską pornografię.

Przechodzę do sprawy, która mnie najbardziej frapuje. Kiedy Haley Robson oraz Jane Doe # 1 przybyły do posiadłości zboczeńca, dołączyła do nich młoda kobieta "o hiszpańskiej urodzie". Okazało się, że rzeczoną "Hiszpanką" była Adriana Ross. "Nasza" Polka, w książce Conchity Sarnoff występuje pod nazwiskiem Muscinska, w odróżnieniu od innych publikacji, gdzie jest przedstawiana jako Mucinska. Jednak trudno mi jest o niej znaleźć jakieś szczegółowe informacje. Co się z nią teraz dzieje? Wyparowała jak kamfora. Była jedną z najważniejszych "asystentek" perwersyjnego bogacza.

Przesłuchiwana też nie chciała podać jakichkolwiek informacji obciążających Epsteina. Jak czytam na stronie www.altereddimensions.net odmówiła pod przysięgą odpowiedzi na następujące pytania:

Czy ma pani wiedzę, że nieletnie dziewczęta są wwożone do USA?

Czy była pani świadkiem, że pan Epstein uprawiał seks z nieletnimi dziewczętami?

Czy powołuje się pani na piątą poprawkę z obawy przed zeznawaniem przeciwko Jeffreyowi Epsteinowi?

Czy widziała Pani, by Jeffrey Epstein odbywał stosunki seksualnie z dziewczynkami w wieku 12 lat?

Czy pan Epstein czerpie korzyści finansowe z handlu seksem?

Czy używał witryny RadarOnline w celu uprawiania seksu z nieletnimi? (Radar Online to amerykańska strona internetowa poświęcona rozrywce - przyp. B.Z.)  

Czy David Copperfield przyjeżdżał, by wchodzić w relacje seksualne z nieletnimi dziewczętami?

Czy Jeffrey Epstein płaci za pani studia?

Czy Bill Clinton jest kimś, komu Jeffrey Epstein kiedykolwiek oferował nieletnie dziewczyny?

Czy usunęła pani trzy komputery z domu w Palm Beach wraz z innym mężczyzną przed wydaniem nakazu przeszukania posesji przez policję?

A oto moje pytanie:

Co się teraz dzieje z Adrianą Ross Mucińską?

Jaką rolę odgrywała w seks-skandalu?

Czy "prowadząca dziennik", dbająca o terminarz, organizatorka dnia ("diary organizer") Jeffa Epsteina, a z tego wynika, że jedna z jego najbardziej zaufanych osób, mogła być przedstawicielką "Głębokiego Państwa"?    

Moje spekulacje na temat mrocznych mocy stojących za aferą Epsteina znajdują po części potwierdzenie w kolejnych informacjach. 

Dowód na rolę Głębokiego Państwa? - pyta portal cloverchronicle.com. Cytuję tę informację z zastrzeżeniem, że to tylko hipoteza. Potężny przyjaciel Jeffreya Epsteina miał rzekomo porozumienie z rządem USA w celu uzyskania paszportów i innych dokumentów podróży dla młodych dziewcząt.  Jedna z ofiar pedofila zeznała pod przysięgą, czego doświadczyła podczas "pracy" dla miliardera i jego partnerki Ghislaine Maxwell. Świadectwo zostało przesłane do serwisu politico.com.

"Od pierwszego razu, kiedy zabrano mnie do rezydencji Epsteina, jego motywacje i działania były seksualne, podobnie jak Maxwell. Mój ojciec nie mógł wejść do środka. (...) Na stole w pokoju leżał nagi facet, Epstein. Epstein i Maxwell zmusili mnie do aktywności seksualnej z Epsteinem. Miałam wtedy 15 lat. Wydawało mi się, że ma 40 lub 50. Zapłacono mi 200 $. Zostałam zawieziona do domu przez jednego z pracowników Epsteina". Następnie zeznała, że zarówno Epstein, jak i Maxwell obiecali jej edukację i duże sumy, jeśli nadal będzie świadczyć usługi dla nich i ich "klientów".

Wkrótce po spotkaniu z księciem Andrzejem, księciem Yorku i rzekomo wielokrotnym utrzymywaniem z nim stosunków seksualnych, kobieta ujawniła, że została przedstawiona mężczyźnie o nazwisku Jean Luc Brunel. "On był kolejnym potężnym przyjacielem Epsteina, który miał wiele kontaktów z młodymi dziewczynami na całym świecie". Z relacji przesłuchiwanej wynika, że Brunela, Epsteina i Maxwell łączyło jedynie zainteresowanie perwersyjnym, pedofilskim seksem. Brunel mógł "zdobyć" dziesiątki nieletnich dziewcząt, by zaspokoić żądze obydwojga. Prowadził agencję modelek. Najbardziej frapującym i zastanawiającym elementem oświadczenia przesłuchiwanej była informacja, że Brunel zawarł rzekomo "porozumienie z rządem USA", umożliwiające mu uzyskanie paszportów i innych dokumentów potrzebnych dziewczynom do podróży. Następnie sprowadzał dziewczęta w wieku od 12 do 24 lat do Stanów Zjednoczonych w celach seksualnych. Oferował im pracę w charakterze modelek. Wiele skuszonych perspektywą takiej kariery pochodziło z ubogich krajów lub biednych środowisk. Brunel wabił je obietnicą zarobienia dużych pieniędzy. Czy to ostateczny dowód na to, że Epstein lub przynajmniej jeden z jego bliskich przyjaciół miał powiązania ze skorumpowanymi urzędnikami i / lub agencjami w obrębie Głębokiego Państwa? - pyta cloverchronicle.com.

Czy należy się zatem dziwić, że Spencer Kuvin, który reprezentuje trzech oskarżycieli zajmujących się handlem seksualnym miliardera, podzielił się wątpliwościami co do rzekomej próby samobójczej Epsteina w więziennej celi? Kuvin twierdzi, iż Epstein wie tyle o brudach swoich bogatych i sławnych przyjaciół, że może być wiele osób, które chcą "popełnić na nim samobójstwo", aby zapobiec ujawnieniu tych informacji." Epstein został zamknięty w więzieniu na Manhattanie. Na zdjęciach nie wygląda ono najciekawiej. Kuvin spekuluje, czy Epstein "przeżyje" do zbliżającego się procesu. Porównał sprawę Epsteina do romansu Profumo - brytyjskiego skandalu z lat 60. XX wieku. Wówczas  minister John Profumo,  sekretarz stanu ds. wojny został zmuszony do rezygnacji po romansie z 19-letnią tancerką o imieniu Christine Keeler. Ten przelotny romans z showgirl nabrał wielkiego znaczenia, kiedy wyszły na jaw związki Keeler z Jewgienijem Iwanowem, attaché morskim sowieckiej ambasady w Londynie.

Profumo poznał Keeler za pośrednictwem swojego przyjaciela Stephena Warda, który "przedstawiał" wielu bogatym i potężnym mężczyznom piękne kobiety. Ward został następnie postawiony przed sądem za wykroczenia związane z niemoralnymi czynami - ale "zabił się" przed ogłoszeniem werdyktu.

"Istnieje wiele podobieństw między tym, co wydarzyło się w sprawie Profumo i sprawie Epsteina" - zauważa Spencer Kuvin cytowany przez tabloid "The Sun".

Mam wrażenie, że tym razem mamy do czynienia z aferą "perfumo". Ktoś chce perfumować kloaczny odór, ale bijący nie z dołu, a z samej góry.