To nie są żadni "prorosyjscy separatyści"! Precz z przeklętą polityczną poprawnością w opisie putinowskiej agresji na niepodległy kraj - Ukrainę! Krzyczy we mnie zdrowy rozsądek i buntuje się sumienie. Nie mogę znieść językowego fałszu codziennie sączonego przez nas dziennikarzy w Polsce. Czy jesteśmy aż tak bezrefleksyjni, że lansujemy z własnej woli propagandową linię moskiewskiego reżimu? Dlaczego tak bezwolnie stajemy się pustymi pudłami, rezonatorami kłamliwej moskiewskiej wersji? Czy media w europejskim kraju, za jaki chce uchodzić Polska - muszą zatruwać swych bezbronnych odbiorców azjatyckimi miazmatami wymyślonymi przez macherów na Kremlu? Nie będę literalną marionetką dla carów cyrylicy! Postanowiłem rozbroić tę tykającą bombę językową razem z ekspertem do spraw wojskowości, byłym wiceministrem obrony narodowej, i - tak jak ja - blogerem: Romualdem Szeremietiewem.

POSŁUCHAJ ROZMOWY BOGDANA ZALEWSKIEGO Z ROMUALDEM SZEREMIETIEWEM:

Bogdan Zalewski:  O coraz bardziej niebezpieczną sytuację u naszych wschodnich sąsiadów pytam specjalistę. Witam pana bardzo serdecznie.

Romuald Szeremietiew: Dzień dobry.

Panie ministrze, czytam taką depeszę: "Prorosyjscy separatyści ogłosili stan wojenny i godzinę policyjną w Doniecku na wschodzie Ukrainy, gdzie bronią się przed atakami Ukraińskich Sił Rządowych. Decyzję w tej sprawie wydał samozwańczy minister obrony rebeliantów Igor Striełkow." Te dwa zdania wywołują we mnie szereg pytań. Po pierwsze: czy prawdziwa jest w ogóle ta formuła, pewnie poprawna politycznie, "prorosyjscy separatyści"?

To jest dziwna formuła - ci "prorosyjscy separatyści". To taka nazwa przyjęta chyba na ukrycie tego, że głównym działającym na Ukrainie jest Rosja.

To kim są ci "prorosyjscy separatyści", jakby pan ich określił tak wprost?


To są siły rosyjskie, działające w interesie Federacji Rosyjskiej, aby oderwać od Ukrainy część jej terytorium. To nie ulega wątpliwości. To znaczy, ja sądzę, że po prostu Rosja działa przy ich pomocy w tej chwili, ponieważ nie może teraz użyć bezpośrednio swoich sił zbrojnych, regularnej armii. Działa więc przy pomocy formacji nieregularnych. To są po prostu "nieregularne formacje rosyjskie, które prowadzą działania ofensywne na terenie państwa ukraińskiego".

"Samozwańczy lider"  tych rzekomych separatystów - Igor Striełkow naprawdę nazywa się Igor Girkin i jest regularnym oficerem rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.

Ależ tak! To nie ulega wątpliwości. To znaczy, w przypadku Krymu stosowano pewien kamuflaż, albo nawet -  jak pamiętamy - prezydent Putin twierdził, że ci występujący tam wojskowi to sobie nabyli gdzieś te mundury w sklepach survivalowych i to w ten sposób te formacje powstały.

Słynne "zielone ludziki", prawda?

Tak, ale później potwierdził faktycznie, że to byli żołnierze rosyjscy. To jest po prostu ciąg dalszy tej samej operacji, która ma na celu opanowanie Ukrainy. Im większy będzie ten fragment Ukrainy, tym z punktu widzenia Federacji Rosyjskiej lepiej.

Ja może wrócę jeszcze do tej depeszy o stanie wojennym. "Stan wojenny" w Doniecku, to nam Polakom się bardzo źle kojarzy, prawda? Co to znaczy, że ci putinowscy dywersanci ogłosili go w ukraińskim mieście.

To oznacza, że można stosować różnego rodzaju bardzo ostre środki przewidziane dla takiego stanu. Wiadomo, że są zawieszone prawa obywatelskie. Wiadomo, że można użyć środków represji, od sądu aż do rozstrzeliwania włącznie, więc to ma taki kształt. Przecież przypominamy sobie, jak ogłoszono stan wojenny w Polsce i jakimi rygorami wówczas władze groziły w stosunku do osób, które się nie poddadzą tym przepisom. Stan wojenny to jest określona sytuacja prawna, która pozwala na stosowanie bardzo ostrych środków represyjnych w stosunku do ludności cywilnej.

A dlaczego NATO pozwala reżimowi Putina na takie zbrojne operacje na terytorium - przecież niepodległego - państwa?

Ja sądzę, że NATO chyba straciło koncept, co należy z tym wszystkim zrobić. Uważam, że kwestia ta dotyczy nie tylko Stanów Zjednoczonych, które przez pewien okres, na początku wykazywały pewną stanowczą postawę. Teraz to się jakby rozmyło. Również postawa europejskich sojuszników Stanów Zjednoczonych w NATO i zachowanie Niemiec jest dla mnie bardzo niejasne. Zwracam uwagę na następującą historię: jeszcze nie tak dawno minister Sikorski mówił, że zostaliśmy uznani w Unii w Europie Zachodniej za swoistego eksperta ds. ukraińsko-rosyjskich i że Europa w stosunku do Rosji mówi jakby polskimi ustami. No i teraz widzimy, że z tych układów, które się pojawiają zwłaszcza między Niemcami i Francją a Rosją i Ukrainą, Polska została wyeliminowana, jej tam nie ma.

Sikorski został wyrugowany, wypchnięty właściwie.

Tak, tak. To znaczy nie chodzi o kwestię Sikorskiego. To jest kwestia Polski i to mnie bardziej niepokoi. W tej sytuacji powstaje pytanie, czy my w związku z tym robimy coś również na terenie NATO? Jakie są nasze w tej chwili relacje? Tak naprawdę kluczem, jeżeli chodzi o decyzje, są oczywiście Stany Zjednoczone. Sytuacja stała się jakaś, taka rozmyta, więc to jest podwójnie niepokojące, ponieważ moim zdaniem Rosja nie rezygnuje ze swoich celów. Putin konsekwentnie krok po kroku realizuje to, co ja nazywam "miękką agresją". To znaczy, że w tle jest cały czas groźba użycia regularnej armii i sił zbrojnych, a wykonuje się działania z tymi partyzantami, jak to obecnie obserwujemy i krok po kroku posuwa się do przodu.

Pan mówi o "partyzantach", tych terrorystach, a oni mają ciężki sprzęt, mają zaawansowane rakiety ziemia-powietrze.

No, właśnie, więc proszę zauważyć, że najpierw to były "zielone ludziki" uzbrojone w broń maszynową, a teraz jakby taką kroplówką dawkuje się broń dla tych ludzików. Pojawia się coraz cięższe uzbrojenie aż do tak wyspecjalizowanych jak przeciwlotnicze środki rakietowe. To pokazuje, jak następuje powolna eskalacja tego wszystkiego i w co się ten konflikt przekształca.

Ale przecież obrót takimi materiałami militarnymi jest ściśle reglamentowany w prawie międzynarodowym, no to jak to jest z tym prawem międzynarodowym?

To jest następna kwestia! To jest pytanie, które powinniśmy zadać naszym sojusznikom w NATO. (Mam tu na myśli oczywiście władze polskie.) Czyli jak daleko można dopuścić do tego, aby na terenie suwerennego państwa, jakim ciągle jest na szczęście Ukraina, inne państwa mogły wykonywać tego typu operacje, nieskarcone w żaden sposób przez społeczność międzynarodową?

Dziękuję za rozmowę, panie ministrze.