"Universal Pictures" przestaje promować "The Hunt" po ostatnich śmiertelnych strzelaninach - czytam tytuły w agregatorach światowych doniesień. Pierwszy o zastopowaniu reklam nowego, prowokacyjnego, amerykańskiego filmu, poinformował "Hollywood Reporter". Ujawnił też elementy fabuły brutalnego obrazu, którego premierę w USA zaplanowano na 27 września. Nabrało to dzieło jeszcze bardziej konfrontacyjnego charakteru, po krwawych jatkach w El Paso w Teksasie, Dayton w Ohio i Gilroy w Kalifornii. Filmowa rzeczywistość dogoniła tę realną. Znów ta dziwna koincydencja.


Zanim o krwawym obrazie, przypomnę brutalne fakty: 

3 sierpnia w El Paso w Teksasie 21-letni Patrick Crusius wparował do Walmartu i w tej handlowej galerii zastrzelił  22 osoby, a 24 ranił. Masowa strzelanina miała miejsce następnego dnia w Dayton w Ohio, kiedy Connor Betts otworzył ogień w barze i zabił 10 osób. Stało się to zaledwie kilka dni po tym, jak Santino William Legan zaatakował na festiwalu czosnku w Gilroy w Kalifornii. W masakrze 28 lipca cztery osoby zginęły, w tym bandyta i sześcioletni chłopiec.

Bohaterami kinowej nowości pt. "Polowanie", filmu o typowo lewicowo-liberalnych ambicjach "drażnienia" widzów, jest 12 mieszkańców tzw. "czerwonego stanu", czyli takiego rejonu USA, który w wyborach głosuje na republikanów. Ludzie ci budzą się na polanie i uświadamiają sobie nagle, że są ścigani przez zamożnych i zdeprawowanych Amerykanów  z "niebieskich stanów", wyborców Partii Demokratycznej. (Film pierwotnie nosił bardziej łopatologiczny tytuł  "Red State vs. Blue State".)

"Polowanie" to rodzaj okrutnej, perwersyjnej gry. Bogaci poszukiwacze mocnych wrażeń przybywają do kurortu na pokładzie prywatnego  odrzutowca. Tam z "wypasionej",  pięciogwiazdkowej posiadłości ruszają na "bardzo satysfakcjonującą" wyprawę. Jej program obejmuje polowanie i zabijanie wytypowanej grupy ludzi. Postępowcy urządzają tytułową nagonkę na "czerwone karki" ("rednecków") czyli "wieśniaków", których amerykańska, slangowa nazwa pochodzi od  opalenizny.

Tak jak w Polsce charakteryzuje ona pochylonych chłopków pańszczyźnianych, bez przerwy ryjących w ziemi, prawda? Prawda! Odpowiada elita; wyjątkowa kasta; młodzi, wykształceni, z wielkich miast. USA, czy Polska - bez różnicy. Tak to dzisiaj wygląda niemal na całym świecie. Amerykańscy "Janusze" to elektorat Donalda Trumpa, noszący baseballówki z akronimem MAGA ("Make America Great Again" - "Uczynić Amerykę Wielką Ponownie").

Film "Polowanie" ma bardzo wyraźne polityczne tło. We fragmencie scenariusza, który "wypłynął" do "The Hollywood Reporter",  jedna z postaci pyta: "Did anyone see what our ratfucker-in-chief just did?" W moim wolnym tłumaczeniu: "Czy ktokolwiek widział, co zrobił właśnie nasz naczelny szczurwysyn?" To aluzja do Donalda Trumpa. Slangowy zwrot "ratfucking" to synonim brudnych politycznych sztuczek. Ale jest też odwołanie do jego rywalki. W scenariuszu "myśliwi" odnoszą się do swych ofiar jako do istot "godnych ubolewania" - "deplorables" - a było to pogardliwe określenie, którego użyła Hillary Clinton pod adresem  zwolenników Donalda Trumpa podczas kampanii w wyborach prezydenckich  w 2016 r.  W każdym razie film już wywołuje oburzenie, a konserwatyści traktują go jako wyraz "przemocy politycznej" i ekspresję "chorych fantazji o mordach popełnianych na prawicowcach". Nie dziwię się tej fali oburzenia, chociaż trzeba być naiwnym, aby nie dostrzegać w tym wszystkim celowej strategii, sprytnej akcji marketingowej.

Mimo wykalkulowanej prowokacyjnej reklamy, która jest tak łatwa do rozbrojenia, na poważnie - przy pomocy demistyfikacji tych sztampowych sztuczek, lub na wesoło - zabijając ją bronią ... śmiechu, odbiorcy w Stanach Zjednoczonych wpadają w zastawioną na nich pułapkę. Konserwatywna prawica w stylu Fox News oburza się tak, jak przewidzieli autorzy filmu. Jeffrey McCall, profesor Uniwersytetu DePauw i krytyk mediów, powiedział Fox News, że "Polowanie" jest szkodliwe dla kultury, która z pewnością potrzebuje innego przesłania: jedności i zrozumienia w panującym obecnie społecznym i politycznym klimacie. Akademicki komentator stwierdził, że to dzieło mówi coś smutnego o stanie branży rozrywkowej. Hollywood wyraźnie uważa stereotypizację ludzi, których obraziła Hillary Clinton i wystawienie "rednecków" na strzały w polowaniu za coś, co jest w porządku.

Jakże stereotypowe są też inne reakcje. Czytam artykuł na witrynie rightwingwatch.org, dla której "celem jest rzucanie światła na działalność prawicowych organizacji politycznych. Jako organizacja non-profit ciężko pracujemy każdego dnia, aby ujawnić radykalny i nietolerancyjny program skrajnej prawicy."

Aktywiści polujący na faszystów już publikują komentarz "pastora" Ricka Wilesa, prowadzącego radiowe audycje, założyciela TruNews, promującego rasistowskie i antysemickie teorie spiskowe.

"Czas zamknąć żydowskie Hollywood" - wkurzył się Wiles. "Mówią o mordowaniu konserwatywnych chrześcijańskich mieszkańców wsi w tym kraju. To nie żart." - cytują perorującego "pastora" sieciowi aktywiści, myśliwi ścigający z nagonką gniewnych radykałów, tropiąc ich wypowiedzi pojawiające się w domenie publicznej w USA. Uderz w stół, odezwą się nożyce i chcą się od razu bawić w barbera. 

Przewidywalne do bólu są te hollywoodzkie schematy, zawsze są wpisane w dominującą ideologię.

No, bo zastanówmy się, dlaczego to prawicowi wyborcy  są  wyznaczeni do odegrania  ról "ofiar" krezusów zebranych w ekskluzywnym kurorcie o nazwie "The Manor" ("Dwór"). Bo odwrotna sytuacja byłaby nie do pomyślenia w hiperpoprawnym politycznie światku "dworskiej", amerykańskiej popkultury? Arystokratyczna dyrektor "Dworu", kreowana przez Hilary Swank, która zawiaduje wszystkim, szydzi, że "czerwonych karków" nie należy uważać za "istoty". Jednak akcja thrillera nabiera nieoczekiwanego zwrotu, gdy ścigane "wieśniactwo" zdobywa własną broń i zaczyna walczyć ze swymi oprawcami. Buntowniczką jest postać odgrywana przez Betty Gilpin, która jest w grupie pogardzanych "czerwonych" w starciu z "niebieską" (liberałką) Swank. Czytam o fabule filmu, którego nie widziałem i robię spoilerową krzywdę, sam sobie i wam. Więc zakończę na tym. Nie będę prezentował zwiastunów "Polowania" mimo, że widziałem trailery "The Hunt" na YouTube. Ale skoro "Universal" sobie nie życzy ... . Producent zdecydował, że nie będzie spotów telewizyjnych i cyfrowych, ani reklam zewnętrznych. Jednak online, jak napisałem, zajawki nadal są obecne i pewnie są częściej oglądane (nie sprawdziłem).  

Czytam, że takie reakcje na tragedie stały się czymś w rodzaju standardowej procedury operacyjnej Hollywoodu w ciągu ostatnich 20 lat, ponieważ branża zmaga się z tym, jak "się poruszać po ciemnej rzeczywistości przemocy w Ameryce", realnym piekle z żywymi demonami w ludzkiej skórze i z bronią w ręku. Dyrektor wytwórni Universal Pictures uważa, że film "ma pokazać, w jak głupim, szalonym świecie żyjemy." Nie jest to oryginalna diagnoza. O każdym miejscu i czasie można tak powiedzieć. Przemawia przeze mnie konserwatysta, który nie wierzy w żaden prawdziwy postęp. Według mnie metamorfozie ulegają tylko zewnętrzne warunki i uwarunkowania, cały ten dany nam entourage. Natomiast ludzka natura pozostaje ciągle ta sama. Postępu tu nie ma. Chyba, że narodzi nam się faktyczne jakiś po-człowiek, posthumanoidalny stwór z rojeń progresywistów, a naszych koszmarów.        

"Polowanie" nie jest szczególnie oryginalne. Konstrukcja filmu przypomina fabułę noweli "Najbardziej niebezpieczna gra", krótkiej opowieści pióra Richarda Connella, opublikowanej w 1924 roku. Jest ona nazywana "najpopularniejszym opowiadaniem, jakie kiedykolwiek napisano w języku angielskim". To książka z amerykańskiej listy lektur szkolnych, więc -jak przypuszczam - można tę ubiegłowieczną historię potraktować jako rodzaj tamtejszego mitu, z archetypicznymi postaciami. Być może dlatego tak duża jest moc oddziaływania takiej fabuły. Czytam, że bohaterem "Najbardziej niebezpiecznej gry" jest myśliwy polujący na grubego zwierza o nazwisku Sanger Rainsford. Po różnych morskich perypetiach, jako rozbitek ląduje on na tropikalnej wyspie. Tu spotyka dwie niezwykłe postacie ze Wschodu, dwóch Kozaków: arystokratę,  generała Zaroffa oraz jego głuchoniemego sługę-kolosa o imieniu Iwan. Zaroff, też łowca-pasjonat, zna Rainsforda z opublikowanego opisu polowania na lamparty śnieżne w Tybecie . Po zaproszeniu Rainsforda na obiad, generał wyznaje mu, że znudziły mu się tradycyjne polowania, ponieważ nie stanowią już dla niego już wyzwania. Woli zastawiać pułapki na statki, aby móc potem schwytać rozbitków. Zaroff uwalnia następnie jeńców, aby mieli szansę wymknąć się jemu, Ivanowi i stadu psów myśliwskich. Mają na to trzy dni. Generał wyjawia, że nikomu to się jeszcze nie udało, chociaż kilku żeglarzy było blisko sukcesu. Rainsford potępia to jako barbarzyństwo. Zaroff odpowiada sentencjonalnie, że "życie jest dla silnych ". Zdając sobie sprawę, że nie ma wyjścia, Rainsford niechętnie zgadza się na to polowanie. Nie będę jednak streszczał noweli do końca.

Najważniejsza dla fabuły filmu "The Hunt", który podejmuje tę tematykę, wydaje mi się filozofia opowiadania. Chodzi o problem uzasadnienia morderstwa. Rainsford uważa, że ma prawo polować na zwierzęta, ponieważ człowiek jest od nich lepszy. Zwierzęta bowiem niczego nie czują. Generał Zaroff polemizuje z takim "antropocentrycznym" punktem widzenia. I paradoksalnie odwraca to "wyższościowe" rozumowanie. Ludzie są lepsi, ponieważ potrafią rozumować. Dlatego Zaroff na nich chce polować, bo to bardziej interesujące. Rozumne istoty stanowią dla niego prawdziwe myśliwskie wyzwanie, z którym żadne zwierzę nie może się zmierzyć. Nowela Richarda Connella podkreśla doświadczenie Rainsforda, gdy jest ścigany, ujawnia lęki, których muszą doświadczyć zwierzęta podczas polowania. Z kolei Zaroff jako człowiek jest kłębkiem sprzeczności. Jego dobre maniery kontrastują z bezduszną brutalnością w zabijaniu ludzi. Przesłaniem krótkiego opowiadania Richarda Connella jest pogląd, że  ludzie mają mordercze instynkty, które można stłumić jedynie dzięki kontroli społeczeństwa i prawu. Generał Zaroff może urządzać sobie krwawą zabawę, realizować mordercze "hobby", bo żyje poza cywilizacją. Ten pozytywny, pozytywistyczny światopogląd jest najwyraźniej unieważniony w filmie "Polowanie". Cywilizacja tylko pogłębia w człowieku zabójcze instynkty, społeczeństwo jest areną nieustannego polowania, prawo to domena silniejszego, a moc to polityka podlana gęstym sosem pieniędzy. W dodatku dominująca ideologia to sadystyczna gra z ofiarami.     

Oczywiście, to co tutaj piszę jest pewną ekstrapolacją. Bardziej akcentuję tu otoczkę niż sam obraz.   

W amerykańskich mediach pojawiają się głosy nadziei, że trzeba doczekać do premiery, aby spokojnie obejrzeć film i wtedy wyciągnąć wniosek, czy "The Hunt" ostatecznie działa na widza jak satyryczna rozrywka, czy rzeczywiście przekracza kulturowe tabu i wkracza na niebezpieczny teren, prowokując do przemocy obie skonfliktowane strony. Jednak jak zawsze publicyści z lewej strony podkreślają, że "dobry smak" może być bardzo subiektywny, oceny są często bardzo zróżnicowane, a o gustach się nie dyskutuje. Tak więc, już widać, że "niebiescy" znów wygrali "polowanie" z "czerwonymi" w wojnie kulturowej, której elementem jest właśnie "The Hunt". Według mnie o gustach się nie tylko dyskutuje, trzeba też decydować, co gustem jest, a co nie. Dobry smak wcale nie jest subiektywny, jest bowiem obiektywne piękno i dobro. Rządząca niemal niepodzielnie liberalna cywilizacja wyklucza ten pogląd. Narzuca mi rodzaj zaklętego kręgu. Często czuję się tutaj jak zapluty czerwony karzeł reakcji na obracającej się strzelniczej tarczy. Mówię serio. Mówię serio. Mówię serio. Mówię serio.

"Niebiescy" z ironią patrzą na mnie z góry. I znów ładują do karabinów ostre naboje swojej satyry.