Księżna Diana. Dwadzieścia lat później

Czwartek, 31 sierpnia 2017 (14:42)

Takich dni się nie zapomina. Była niedziela, wyszedłem na targ. Gdzieś miedzy kupowaniem jajek i sera usłyszałem z radia stojącego na straganie dziwne słowa. Prezenter mówił coś o wypadku w paryskim tunelu. Miał wyraźnie zmieniony głos. Znałem go osobiście, bo pracowałem w BBC. Kiedy powiedział: "Księżna Diana nie żyje", pomyślałem, że to jak straszna radiowa pomyłka. Że ktoś puścił przez przypadek jedną z taśm, jakie trzymaliśmy w sejfie na wypadek śmierci ważnej osoby. Wśród nich zawsze leżała jedna z napisem: Księżna Diana.

To nie była pomyłka. Przy kolejnym straganie przystanąłem już dłużej. Wydawało mi się, że byłem jedynym człowiekiem na targu, który zaczynał rozumieć, co się stało. Wokół spokojnie toczyło się życie. Chyba tylko ja słuchałem radia. Ludzie wybierali owoce, rozmawiali ze sobą. Zupełnie nieświadomi, że właśnie rozpoczyna się dzień, który zmieni oblicze rodziny królewskiej, a z kostycznych Brytyjczyków uczyni naród umiejący pokazać emocje. Nie dokończyłem zakupów. Wróciłem do domu. Zaraz potem pojechałem do pracy.

Królewska ikona

Księżna Diana nie była święta. Ale była pierwszą osobą z rodziny królewskiej, która osiągnęła status celebrytki. Warto zaznaczyć, że w 1997 roku internet był w powijakach, a koncept serwisów społecznościowych jeszcze się istniał. Diana - od czasu jej ślubu z Księciem Karolem, a szczególnie później, po rozwodzie - nie schodziła z pierwszych stron gazet. Stała się ikoną mody. Była działaczką charytatywną. Kobiety ubierały się jak ona, a mężczyźni chętnie nosiliby ją na rękach. 

Na początku niedoświadczona i niewinna, Diana z czasem stała się wytrawnym graczem, który wiedział, w jaki sposób manipulować mediami. Redakcjom było to na rękę, bo sprzedawało gazety. Ludzie również mieli do niej słabość. Z wielu powodów. Była spełnieniem marzeń o bajce, która rozgrywa się na jawie. Poza tym Diana, choć pochodziła z arystokratycznej rodziny, była bardzo przyziemna. To zjednywało sympatią. Ślub z Karolem zapoczątkował fascynacje Brytyjczyków jej osobą. Była skromna i piękna, niczym Królewna Śnieżka. Kilka lat później, gdy małżeństwo przestało istnieć, w sercach Brytyjczyków pojawił się Kopciuszek. 

Mało miejsca

Książę Karol nigdy publicznie nie przyznał, że ją kocha. Nawet zapytany o to wprost przez dziennikarzy, dawał wymijające odpowiedzi. Nawet po latach szokują. Poza tym zawsze była ta trzecia - Camila. To o niej mówiła Diana w wywiadzie dla BBC już po rozwodzie. W naszym związku było za ciasno - przyznała, szokując nie tylko telewidzów, ale i resztę rodziny królewskiej, dla których opowiadanie o życiu prywatnym publicznie było niedopuszczalne. Technicznie, rozstając się z Karolem, Diana nie była już częścią "firmy" - tak o Windsorach mówią na Wyspach republikanie. Pozostała księżną, ale utraciła status Royal. 

Te kilka sekund...

Diana kojarzy mi się z siedmioma dniami, które wstrząsnęły Wielką Brytanią. Mną też wstrząsnęły, choć bardziej na zawodowym poziomie. Byłem jednym z ludzi odpowiedzialnych za realizację transmisji z pogrzebu Diany. W kilku punktach Londynu BBC stworzyło stanowiska dla dziennikarzy, skąd relacjonowali pogrzeb. Przez tydzień - od jej śmierci do pożegnania - pracowaliśmy praktycznie dzień i noc. A gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik, wskoczyłem do satelitarnego wozu i pojechałem do Hyde Parku, by przed wielkim telebimem czuwać nad nadawanymi stamtąd korespondencjami. 

Mam na sumieniu małe przewinienie, o którym nigdy nie wspomniałem przełożonym. Zniknąłem na kilka minut, żeby dobiec do ulicy, którą szedł kondukt pogrzebowy. Widziałem trumnę Diany i kroczących za nią synów, Williama i Harry'ego - wówczas to były jeszcze dzieci. Obok szedł ich ojciec, Książę Karol, i dziadek Filip. Wystarczyło mi kilka sekund, żeby to zapamiętać. Potem biegiem wróciłem do Hyde Parku, mijając szlochające tłumy i ludzi z niedowarzaniem odprowadzających wzrokiem trumnę okryta flagą.

Wspólny mianownik

Pamiętam atmosferę, jaka panowała na ulicach. Ludzi łączyła niewidzialna nić sympatii do Diany i złości na rodzinę królewską, która chciała, by była jedynie instrumentem w jej rękach. Przeliczyli się. Diana miała własne ambicje i aspiracje. Przede wszystkim chciała żyć. Nie tylko na piedestale opinii publicznej. Jak każdy zwykły człowiek pragnęła ciepła i ludzkiej bliskości. Była matką, ale nawet to okazało się w jej przypadku skomplikowane. Po rozwodzie nie widywała dzieci często. Sama tez prowokowała media. Gdy potrzebowała ich wsparcia, podnosiła telefon i dzwoniła do zaufanych dziennikarzy. Potem cierpiała, gdy na krok nie odstępowali jej paparazzi. W końcu to przed nimi uciekała mercedesem owej feralnej nocy w Paryżu. To było zaklęte koło.

Pamięć zbiorowa

Dwadzieścia lat po jej śmierci ludzie nie budzą się i nie kładą spać myśląc o Dianie. Czas robi swoje. Media przygotowały szereg programów telewizyjnych, w których zgodzili się wziąć udział jej synowie: książęta William i Harry. To był jedyny sposób na to, by mogli mieć kontrole nad tym, co mówi się i pisze o ich matce. Mogli przedstawiać swoją wersje wypadków. Swoje wspomnienia. Opowiedzieć o emocjach, jakie towarzyszyły im w tamtym trudnym czasie. Książę Karol nie wypowiada się na ten temat publicznie. Camila - ta trzecia -  tym bardziej. Jest obecnie jego żoną. Może nawet zostać królową.

Gdzieś na bardzo osobistym poziomie szkoda mi Diany, tej uśmiechniętej młodej kobiety, która nie schodziła z pierwszych stron gazet, ale na zawsze pozostała w poskręcanym wraku mercedesa. Pozornie miała wszystko, ale pozory mylą. Pozostała legenda.

Artykuł pochodzi z kategorii: Bogdan Frymorgen - komentarze

Bogdan Frymorgen