Czysto brytyjskie wyjście

Poniedziałek, 7 września 2015 (20:37)

Brytyjski premier David Cameron zapowiedział przyjęcie 20 tysięcy uchodźców z Syrii. Borykający się z kryzysem europejscy partnerzy wcale nie odetchną z tego powodu z ulgą. Osoby, którym schronienia udzieli Wielka Brytania, pochodzić będą z obozów dla uchodźców w Libanie, Jordanii i Turcji. Żaden Syryjczyk, który pokonał Morze Śródziemne na tratwie, a następnie przemaszerował piechotą przez Europę, nie został w oświadczaniu premiera Camerona wzięty pod uwagę. Jego zapowiedź nie ma bowiem żadnego związku z sugerowanym przez Brukselę sprawiedliwym rozmieszczeniem uchodźców w krajach Wspólnoty. David Cameron opuścił zwodzony most, ale nie na drugi brzeg kanału La Manche, lecz na drugi koniec świata.

Polacy wybiorą uchodźców, którzy zostaną przesiedleni do kraju

Znajomość języków, wykształcenie, doświadczenie zawodowe, czy wyznanie - między innymi takie kryteria mają być brane pod uwagę podczas selekcji Syryjczyków i Erytrejczyków, których zamierzamy przesiedlić do Polski. Najpóźniej do końca roku do Libanu pojedzie rządowa delegacja, która ma omówić... czytaj więcej

20 tysięcy Syryjczyków trafi na Wyspy w ciągu następnych 5 lat z wykorzystaniem istniejących, ONZ-etowskich procedur. Ten aspekt zapowiadanej pomocy Cameron podkreślał w Izbie Gmin kilka razy. Nie będzie pomagał wraz z Europą, zrobi to poza nią i na własnych zasadach. Priorytetem - jak podkreślił szef brytyjskiego rządu - objęte zostaną sieroty i dzieci. Słuchając zapewnień, jakie padły z ust niemieckiej kanclerz Angeli Merkel i francuskiego prezydenta Francois Hollande’a, brytyjski premier nie mógł odmówić pomocy uchodźcom. Ale czy mógł to zrobić inaczej? Wielka Brytania nie należy do grupy Schengen i mimo dramatycznych doniesień, jakie regularnie nadchodzą z francuskiej strony kanału La Manche, kraj ten jest szczelną i bezpieczną twierdzą. Nielegalnie przedostają się na drugą stronę nieliczni.

Wielka Brytania nie otwarła swych granic. Pomógł jej w tym 50-kilometrowy pas wody dzielącej ją od Europy i szczelnie strzeżone porty. Ale podpisała inne układy, które zobowiązują ją do dzielenia europejskiej odpowiedzialności za każdy wspólny kryzys. Cameron znalazł zręczne wyjście z sytuacji. Potwierdzają to liczby. Według statystyk, od stycznia tego roku ponad 350 tysięcy uchodźców znalazło się w wewnętrznych granicach Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich 12 miesięcy 20 tysięcy ludzi poprosiło o azyl w Wielkiej Brytanii, przy czym 2 tysiące to Syryjczycy. Deklarując gotowość przyjęcia kolejnych 20 tysięcy, ale rozłożoną w czasie, Wielka Brytania czyni gest, ale w gruncie rzeczy jest on skromny w porównaniu z wyzwaniem, wobec którego stanęli jej europejscy partnerzy. Cameron wielokrotnie podkreślał, że w kwestiach imigracji kierował się będzie sercem i rozumem. Serce to liczba, rozum to metoda przyjęcia uchodźców. Jego zdaniem, bezpośredni kontakt z obozami rozrzuconymi wokół syryjskich granic sprawi, że wśród zaakceptowanych osób będzie niewielu ekonomicznych imigrantów, natomiast przeważać będą ludzie w autentycznej potrzebie. Jednocześnie Cameron zadeklarował wzmożenie działań na rzecz stabilizacji w Syrii i doprowadzania do rządu jednościowego w Libii. Chce też walczyć z przemytnikami i patrolować wody Morza Śródziemnego. To, jego zdaniem, główne przyczyny obecnej katastrofy - uchodźcy są dla niego symptomem.

I niewątpliwie ma rację, jeśli spojrzymy na to bezdusznie i nie po europejsku. W Paryżu i Berlinie mogą te słowa rozczarować. Wielka Brytania raz jeszcze stanęła bowiem poza europejskim nawiasem, czemu dał namacalny dowód David Cameron chełpiąc się w Izbie Gmin faktem, że jego kraj nie jest w układzie z Schengen. To tak, jakby zagrał na nosie państwom, które zalane zostały pochodem syryjskiej niedoli. W scenariuszu pomocy, który premier przedstawił parlamentarzystom, niby wszystko się zgadza. Istotna jest natomiast druga strona medalu. Nawet deklarując chęć pomocy uchodźcom, Europa nie potrafi przemawiać jednym głosem.

Artykuł pochodzi z kategorii: Bogdan Frymorgen - blogi

Bogdan Frymorgen