Ze słów Beaty Szydło wyciągam tylko jeden pewny wniosek: to jej pozycja w tym rozdaniu nie jest zagrożona. Natomiast ważą się losy poszczególnych ministrów. Co ciekawe, nie chodzi już wyłącznie o ich resortową robotę, a o test gry fair.

REKLAMA

"Mądrość pana Jarosława Kaczyńskiego nawet nie przystaje do mądrości pani premier" - jeśli miałbym wybierać słowny faul roku to byłaby to właśnie ta wypowiedź Zofii Romaszewskiej w RMF FM.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Zofia Romaszewska: Mądrość Jarosława Kaczyńskiego nie przystaje do mądrości pani premier

Nic nie może być usprawiedliwieniem dla ewidentnego braku kultury charakteryzującego tę wypowiedź, ani ciągłe, drażniące mnie, podkreślanie legendarnej karty pani Romaszewskiej, ani jej - pardon- wiek. Gdybym miał był równie złośliwy i arogancki jak rzeczona pani Zofia Romaszewska, skomentowałbym, że chciała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - podlizać się prezesowi PiS oraz obrazić Beatę Szydło.

Pani premier zresztą z wielką kulturą odpowiedziała na zniewagę w wywiadzie dla TVN24. Ja zostałam wychowana w szacunku do starszych osób i życzę pani Zofii Romaszewskiej dużo zdrowia - tak szefowa rządu od razu ucięła sprawę w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim.

Więc i ja kończę ten temat, bowiem są ważniejsze sprawy w państwie niż czyjaś interesowna czy bezinteresowna złośliwość. Telewizyjny dialog, do którego się odwołałem, dotyczył przede wszystkim ucięcia spekulacji dotyczących rekonstrukcji rządu, łącznie z wymianą liderki gabinetu Zjednoczonej Prawicy.

Wielotygodniowe medialne "przecieki" o dymisji Beaty Szydło, oraz odejściu konkretnych ministrów miały z pewnością różne źródła. Część z nich to zwykłe kłamstwa, zwane eufemistycznie, z angielska, "fake newsami", rozpowszechniane przez dziennikarzy niemogących się pogodzić z tą nieprzyjemną dla nich sytuacją, że w Polsce już od dwóch lat rządzi PiS i wciąż powiększa przewagę w sondażach.


Jednak nie jest to jedyna grupa żurnalistów zainteresowana rozpowszechnianiem plotek niemających pokrycia w rzeczywistości. Medialni ambicjonerzy z tzw. obozu dobrej zmiany też knują różne polityczne intrygi przeciwko jednym rządzącym politykom a w interesie innych, z którymi sympatyzują.


Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby żurnaliści nie byli pasami transmisyjnymi dla konkretnych grup interesów w rywalizujących obozach władzy. Ma swoich publicystów "familia" prezydencka, ma klub rządowy. W tym ostatnim są z kolei kibice poszczególnych ministrów, a ci suflują zaprzyjaźnionym medialnym stronnikom wygodne dla siebie informacje oraz... dezinformacje.

Rozpisałem się trochę o publicystycznym tle, bo to jest istotny kontekst wywiadu pani premier. Beata Szydło postanowiła przeciąć spekulacje o swoim odejściu. Nie czuję się wypalona - powiedziała z uśmiechem i brzmiało to bardzo szczerze.


Nieprzypadkowe było też zapewnienie, że wszystkie decyzje konsultuje z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Oczywiście ubrała to wyznanie w zwyczajową polityczną retorykę, że normalne są konsultacje z partyjnym zapleczem; ale przecież wiadomo, że w tej deklaracji nie chodziło o powtarzanie politologicznych komunałów, a o bardzo wyraźny sygnał: zapowiedź rekonstrukcji rządu w ciągu kilkunastu dni została uzgodniona z Naczelnikiem Państwa.


Ze słów Beaty Szydło wyciągam jednak tylko jeden pewny wniosek: to jej pozycja w tym rozdaniu nie jest zagrożona. Natomiast ważą się losy poszczególnych ministrów. Co ciekawe, nie chodzi już wyłącznie o ich resortową robotę, a o test gry fair.

Wszyscy, którzy grają w drużynie, i chcą zwycięstwa tej drużyny, i myślą w kategoriach dobra wspólnego, polegającego na tym, że wiemy doskonale, że mamy do zrealizowania nie tylko cel w ciągu tych czterech lat, ale i w kolejnych kadencjach, muszą pamiętać o tym, że gra drużynowa wymaga tego, że jesteśmy wobec siebie lojalni

Pani premier będzie kontynuować swoją misję i ostrzega przed kolejnymi faulami w rządzie.

O mocnej pozycji Beaty Szydło świadczy też jej znakomite samopoczucie, które wyczuwałem w subtelnych i niezwykle inteligentnych złośliwościach pod adresem swoich trudnych podwładnych. Szefowa rządu stwierdziła, że ujrzała ambicje polityczne wielu kolegów, co jest dla niej pewnym odkryciem. Słyszymy ironię? To bardzo delikatne, kobiecą ręką wykonane, ale jednak strzelenie z bacika.

Ogłoszenie planów rekonstrukcji jest według mnie próbą powściągnięcia cugli, rwącym na boki, narowistym ministrom. Styl, w jaki Beata Szydło to robi, budzi mój duży szacunek. Chciałoby się powiedzieć, że polityczna mądrość pani premier zupełnie nie przystaje do niektórych jej krytyków.