Ci, którzy chcą zainwestować w ekologię muszą być naprawdę zdeterminowani. Bo potrzeba naprawdę mocnych nerwów by przedrzeć się przez gąszcz biurokracji.

Ja nie chciałam inwestować w farmę wiatrową, tylko zdobyć informacje, kto jest w Polsce za budowanie takich farm odpowiedzialny. I już nie było łatwo. Bo ani takiej osoby, ani instytucji po prostu nie ma. Odpowiedzialność jest rozproszona między trzy resorty - Ministerstwo Gospodarki, Ministerstwo Infrastruktury i Ministerstwo Środowiska. Proste pytanie - dlaczego procedury są tak skomplikowane - jeden resort poleca zadać drugiemu. Skonsultowałam się więc z ekspertem i wychodzi na to, że gdzie indziej jest nawet gorzej niż w Rytrze. "Przygotowanie farmy wiatrowej od zera, przy założeniu, że nie ma kluczowych przeciwskazań dla inwestycji, to jest około pięciu, siedmiu lat." - mówi specjalista od energetyki wiatrowej Paweł Włoch. Jego zdaniem główne przeszkody kryją się w prawie budowlanym, prawie energetycznym i opiniach środowiskowych. Do tego dochodzi też tak zwany czynnik ludzki. Po prostu brak życzliwości urzędników.

Niestety działania rządu kończą się na zachętach i promocji. Nikt nie ma tyle odwagi by przekopać się przez zawiłe przepisy, tak by ułatwić Polakom inwestowanie i jednocześnie wspieranie ekologii.

Rząd traktuje inwestorów metodą kija i marchewki.

Posłuchaj wypowiedzi eksperta Pawła Włocha. Trafna metafora. Ciekawe czy wiatrak to raczej kij, czy marchewka?