To były emocje na miarę słynnego „Dudek dance”! Malaga już jedną nogą była w półfinale LM (gwoli ścisłości była to noga Eliseu, który strzelił ze spalonego), tymczasem Borussia rozbiła ją w doliczonym czasie gry. Kolejny raz sprawdziło się powiedzenie Gary’ego Linekera: „Piłka nożna to gra, w której 22 ludzi biega za piłką, a na koniec wygrywają Niemcy”.

REKLAMA

Tak, wygraliśMY! Kto oglądał transmisję w NC+, ten wie, że w niesamowitej końcówce strzeliliśMY dwa gole i awansowaliśMY! "My", tj. Borussia Dortmund, w której gra trzech Polaków. Owej formy konsekwentnie używał Sergiusz Ryczel, komentujący to spotkanie. Po bramce Santany jego okrzyk: "goool!" trwał jakieś 128 "o" i mógł się równać z najlepszymi osiągnięciami Szpakowskiego, komentującego grę polskiej reprezentacji. Po meczu Ryczel stwierdził, że nie wie, o co chodzi z tą jego krytyką, bo przecież nawet chwalił Malagę (no, może nie wtedy, gdy strzelała gole, wtedy był bardzo, bardzo zły). Dobra panowie, pełna koncentracja i cała naprzód. Piszczu z prawej, Lewy i Kuba z tyłu. Ryczel, dzisiaj ty prowadzisz!, Ryczel - zakamuflowana opcja niemiecka - grzmią internauci. Oczywiście, cieszyMY się, że nasi grają w dobrym klubie, ale dopóki nie ma konstytucyjnego obowiązku kibicowania Borusii, jesteśMY nieco zdziwieni, że tzw. Polonia Dortmund niepostrzeżenie została ... siedemnastym klubem Ekstraklasy!

Tymczasem kibice drugiego obecnie klubu Ekstraklasy, Lecha Poznań, wystosowali list otwarty w sprawie przyszłej nazwy Stadionu Miejskiego. Apelują do potencjalnego sponsora, by w oficjalnej nazwie stadionu nie zamieniał słowa "Stadion" na "Arena". Swoją prośbę kibice, znani z wykonywania pieśni o mądrych, głębokich tekstach, uzasadniają troską o język polski i rodzimą kulturę. Powołują się nawet na ustawę o języku polskim. Twierdzą, że "arena" nie jest polskim słowem.

Niestety, "stadion" także nie jest.

Ale ale, jest takie stare, polskie przysłowie: "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta". Puryści z Wiary Lecha, rozważcie inne opcje! Naprawdę polskim słowem jest np. "boisko".

A w Katowicach kończy się właśnie pierwszy w historii turniej tenisowy z cyklu WTA. Przed jego inauguracją były obawy, czy polscy kibice będą umieli kibicować. Okazało się, że umieją. Za to polskie tenisistki niespecjalnie umiały grać, bo zdecydowana większość z nich odpadła już na starcie. Wobec deficytu Polek, sporej frajdy kibicom dostarczył mecz pokazowy debla A: Radwańska/Fyrstenberg kontra Domachowska/Matkowski. Tenisiści pokazali kawałek dobrej gry, a Radwańska z Fyrstenbergiem pokazali nawet coś więcej, czyli tzw. "brzuszki" - zderzenie klatkami piersiowymi w powietrzu. Mecz skończył się triumfem tej właśnie pary. Ale nic dziwnego: Radwańska była bardzo zmotywowana. Matkowski zdradził kibicom, że Fyrstenberg obiecał jej za zwycięstwo nowiutką torebkę!

PS. Komentujący ten mecz Wojciech Fibak po każdym żarcie serwował tekst: "to taki żart". A zatem, wiecie: z tą torebką... to taki żart!